Lotnisko w Modlinie przynosi coraz większe straty. Wszystko z powodu nieodpowiedniej struktury, złych materiałów i fuszerki budowlanej pasa startowego.
fot. autoflesz.com
Już wiosną 2012 roku, ekspertyzy Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych były miażdżące dla portu w podwarszawskim Modlinie. Mimo to inspektor nadzoru budowlanego dopuścił port do użytkowania.
Wielu ekspertów lotnictwa uważa, że wszystkiemu winne było Euro 2012. Miało być szybko, tanio i bez opóźnień. Sytuacja podobna, jak z polskimi autostradami, po dwóch miesiącach pękał asfalt. Z feralnego pasa startowego odrywały się kamienie mogące uszkodzić silniki samolotów.
Pomimo jasnej i niekorzystnej dla właściciela lotniska opinii, nikt z zarządzających portem nie przejął się tą sytuacja. Dziś nie mogą tu latać duże samoloty. Popełniono błędy, które teraz powodują ogromne straty.
Kto zatem jest winny? Wszystko wskazuje na to, że nie ma takich. Urząd Lotnictwa Cywilnego formalnie wydaje decyzję administracyjną, od samego początku wiedział o negatywnej opinii ITWL. Mimo to nie podważył formalnej decyzji wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego o dopuszczeniu pasa startowego do funkcjonowania.
W tym miejscu przypomnijmy, że jak na lotnisku Chopina wylądował kpt. Wrona bez wysuniętego podwozie, pas startowy musiał być naprawiony. To kosztuje, podobnie jak każdy dzień przestoju, nawet kilka mln zł dziennie. W przepadku Modlina koszt naprawy wydzielonego pasa może pochłonąć nawet 20 mln zł.
- Wykonawca modernizacji drogi startowej – firma ERBUD SA – zobowiązana jest do dokonania naprawy wszystkich uszkodzeń występujących na drodze startowej w ramach gwarancji. Firma zostanie też zobowiązana do pokrycia strat wynikłych z konieczności zawieszenia działania portu lotniczego - czytamy w oświadczeniu zamieszczonym przez lotnisko
Źródło: wprost.pl
