Moda na cwaniactwo i cwaniaków zadziwia nawet policjantów i prokuratorów. Niedawno Express Bydgoski przypomniał historię zawodowego naciągacza i oszusta niejakiego Szlomo T. który zabawił dłużej w Bydgoszczy w roku 1962. Czasy się zmieniły metody oszustów też. Jedni czyszczą konta, jak niedawno ajent stacji benzynowej Orlenu, inni skubią partnerów, jeszcze inni biorą się za samochody… prosto z salonu. Finał jest taki, że w naszym regionie oskubano w ten dość prosty sposób kilku właścicieli renomowanych salonów. Przeczytajcie uważnie, bo forma i metody działania podobnych cwaniaczków są podobne.
fot. autoflesz.com
Brak przekazywania informacji pomiędzy dilerami ułatwia pracę złodziejom i oszustom
Metoda jest dość prosta, do renomowanego salonu przychodzi człowiek znikąd, prosi o jazdę testową i… przy nadarzające się okazji znika. Samochód często warty 100 tys. złotych (lub więcej) przepada jak kamień w wodę.
W ten prymitywny, ale widać skuteczny sposób dobrze ubrany, podobno elokwentny jegomość, a dla nas po prostu złodziej, uszczuplił dochody kilku dilerów. Wstępne straty, na razie ujawnione u trzech kujawsko-pomorskich dilerów oszacowano na 300 tys. zł.
Wniosek: uśpienie czujności sprzedawców salonu stało się faktem, ale wystarczyło poprosić co najmniej o dwa dokumenty. Ponadto zaświadczenie o prowadzeniu działalności gospodarczej przed transakcją już powinno zapalić pomarańczowe światło
Najpierw był Hyundai w Inowrocławiu, pod koniec listopada. Na początku grudnia łupem złodzieja padała wypasiona Optima w Bydgoszczy. Ostatnio ten sam złodziej przyjechał do salonu Nissana w podbydgoskim Osielsku.
- Dobrze ubrany, rzutki i elokwentny, wzbudzał zaufanie - opowiada Michał Piwko z salonu Yama Nissan/Suzuki
- Pojawił się już kilka dni wcześniej, oglądał auta, interesował się dodatkowym wyposażeniem. Podgrzewane fotele, czujniki parkowania, kamery, GPS. Wybrał nowiutkiego Qashqaia za ponad 100 tys. zł. Co więcej poprosił o możliwość przetestowania auta w weekend - opowiada Piwko
- Zgadzamy się, jeśli klient budzi zaufanie. Ten budził – dodaje Piwko
Użyczenie samochodu nie jest ubezpieczone
Procedury są jasne, pracownicy salonu zrobili kserokopię dowodu osobistego i prawa jazdy na wypadek kolizji. Oszust, figurujący w dokumentach jako Dariusz P. miał odstawić samochód w poniedziałek przed południem. Niestety, do dziś nie ma złodzieja ani samochodu. Problem w tym, że użyczenie samochodu nie jest ubezpieczone.
Kolejny salon obrobił 3 grudnia, tym razem przyjechał (ale prawdopodobnie przyszedł) jako biznesmen z Inowrocławia. Jaki wybrał samochód? A jakże wypasioną Kia Optimę w perłowym kolorze (125 tys. zł), podał dokumenty – oczywiście fałszywe – trzasnął drzwiami i tyle go widziano. Oklejenie samochodu z nazwiskiem dilera to robota na pół godziny, usuniecie lokalizatora GPS to kilka godzin (jeśli jest). Choć złodziej został nagrany na wideo wewnętrznego monitoringu, a materiały przekazano policji, trop po cwaniaku z Inowrocławia zaginął.
Salon Hyundaia oskubany modelowo
Wspomnieliśmy, że amator cudzej własności przyszedł, a nie przyjechał samochodem. Owszem mógł przyjechać skradzionym i zaparkować nieopodal salonu, ale ten cwaniak przyszedł. Monitoring nie nagrał samochodu gościa, a tak powinno być, gdy klient przekracza bramę ASD. Wniosek: szefowie salonów - zainwestujcie w rejestratory cyfrowe i przechowujcie dane co najmniej 14 dni!
Kolejny skok w Inowrocławiu w salonie Hyundaia Edwarda Kornackiego. Schemat ten sam, te same lewe dokumenty.
- Pan Darek przyszedł do nas jak do siebie, przywitał się z kilkoma chłopakami z warsztatu, których podobno znał z widzenia. Pokazał dokumenty, dowód osobisty i zaświadczenie, że ma zarejestrowaną firmę transportową. Wyglądał wiarygodnie, tłumaczył, że wybrał właśnie naszą markę, ponieważ oferujemy 15 procent rabatu dla przedsiębiorców. Umówił się na jazdę próbną, towarzyszył mu nasz pracownik. Gdy wrócili do salonu, Dariusz P. oświadczył, że chce się przejechać jeszcze raz, ale z żoną. Auto musi się jej podobać - przekonywał
W salonie akurat był spory ruch, pracownicy obsługiwali innych klientów, złodziej zabrał kluczyli leżące na biurku, wsiadł do Hyundaia ix35 i odjechał. Oczywiście w siną dal. Wniosek: tłumaczenie niby logiczne, ale dla wyrafinowanego pracownika ASD nie do przyjęcia!
Co z tego wynika? Nie wiem czy Czytelnicy pamiętają zaginięcie wypasionego Mercedesa należącego wtedy do stacji Sobiesława Zasady. „Merol” miał czujniki GPS, w salonie była szykana, jak w ABW (podnoszone kolce), był stróż, ale i tak pojazd wyjechał. Wyjechał i do dziś nie wiadomo gdzie. To był wprawdzie pojazd właściciela, który oddał pojazd do serwisu, ale fakt stał się faktem. Jeśli jest zamówienie, to nawet najgrubszy łańcuch nie uchroni przed kradzieżą.
Wniosek: właściciele serwisu powinni współpracować, nawet na 1/2 etatu z wynajętym pracownikiem specjalizującym się w analizie zagrożeń. Skoro taki przypadek miał początek kilka dni wstecz, czyli tzw. przygotowanie pozycji do oszustwa, taki pracownik mógłby to wyhaczyć na zasadzie analizy danych zebranych od sprzedawców. To także pole do popisu w kwestii wiarygodności. Na jakiej zasadzie człowiek znikąd jest wiarygodny?
Problem jest jeszcze inny, policja ma nagrania złodzieja, skradziony z Inowrocławia Hyundai był kilka razy namierzony. Efekt, na razie żaden. Do dziś wszystkie auta zostały rozebrane na części w jakiejś dziupli, a złodziej dalej obmyśla kolejny wariant, ale w innym salonie Unii Europejskiej.
List gończy kiedyś złamie butę i hardość amatora cudzej własności. W tym czasie właściciele salonów zastanawiają się jak się zabezpieczyć przed podobnymi wypadkami. My podaliśmy tylko niektóre warianty rozwiązania. Polak potrafi, jak wspomniany Szlomo T.
Porada: nasz redakcyjny i dziennikarski nos podpowiada, że wystarczy zdjęcie z monitoringu - jeśli jest - nagroda od poszkodowanych dilerów i po kliku godzinach mamy p. Darka z Inowrocławia, a może i pozostałe części z rozebranych samochodów...
Ale zachodzi tu klasyczny paradoks. Jaki? Wizerunek (zdjęcie) należy bowiem do podstawowych dóbr każdego człowieka, a te jak wiadomo podlegają pełnej ochronie prawnej (dane osobowe). Uwaga - niezależnie od tego czy dana osoba jest sprawcą nawet najcięższego przestępstwa. Co to oznacza w praktyce - umieszczenie zdjęcia czy filmu, na których uwidoczniony zostanie złodziej jest naruszeniem prawa! Chyba, że "bohater" wyraził na to zgodę...
Jeśli przestępca odnajdzie siebie w Internecie, nawet podczas popełniania czynu zabronionego, przysługują mu prawa poszkodowanego. Absurd, niekoniecznie. Sprawca może żądać od osoby, która umieściła zdjęcia czy filmy w sieci ich natychmiastowego usunięcia, zasadzenia na swoją rzecz odpowiedniego zadośćuczynienia a także wpłaty określonej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny. Jeśli autor nagrań nie zastosuje się do powyższych wniosków, każdy kogo wizerunek został nielegalnie upubliczniony może założyć sprawę sądową o naruszenie dóbr osobistych. W praktyce pozwanym będzie więc pokrzywdzony przestępstwem, sprawca zaś stanie się powodem. / źródło: Rafał Rodzeń, aplikant radcowski, serwisprawda.pl/
redakcja autoflesz.com
w materiale wykorzystano cytaty z wypowiedziami udzielonymi Gazecie Wyborczej
Z ostatniej chwili: złodziej, niejaki pan Darek z Inowrocławie już w areszcie. Policjanci ujęli 44-letniego mężczyznę po odebraniu powiadomienia, że chce on przetestować BMW X4 warte 240 tys. złotych z salonu w Toruniu.
Zatrzymany trafił do policyjnego aresztu w Bydgoszczy. W niedzielę rano (21 grudnia) policjanci z KMP w Bydgoszczy doprowadzili 44-letniego mężczyznę do Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ. Dostarczony przez policjantów materiał dowodowy pozwolił prokuratorowi na przedstawienie zatrzymanemu zarzutów przywłaszczenia samochodu marki Kia Optima wartego ponad 100 tys. złotych z salonu przy ul. Fordońskiej w Bydgoszczy oraz Nissana Qashqaia o wartości 100 tys. złotych z salonu w Osielsku. W obydwu przypadkach auta te wypożyczono pod pozorem jazdy testowej.
Wkrótce dostarczone zostaną także materiały dowodowe w sprawie przywłaszczenia z salonu w Inowrocławiu samochodu marki Hyundai ix35 o wartości 70 tys. złotych oraz materiały z Torunia, gdzie mężczyzna został zatrzymany.
Miał gość tupet, aby odważyć się na taki numer w BMW Dynamic Motors w Toruniu. Nasz artykuł który opublikowaliśmy doskonale był już znany regionalnym dilerom. Nie dali się nabrać.