Pomimo obaw co do przyszłości polskiej energii, a w szczególności emisji CO2, premier Kopacz jest spełniona. Na szczycie klimatycznym zawarto kompromis, który jest korzystny dla Polski – tak uważa pani premier. Przypomnijmy jedynie, że w przypadku przeciwnym Polacy musieliby płacić więcej za energię elektryczną, nawet o 100 proc.
fot. Christian Chartmann, Reuters
– Dostaliśmy na maksa, czyli tyle, ile mieliśmy. Nikt nam niczego nie zabrał – oświadczyła z radością Ewa Kopacz
Premier zapewniła, że dzięki jej negocjacjom, nie będzie podwyżek cen prądu w Polsce. Analitycy wyliczyli, że podwyżka mogła by być nawet o 100 proc. Tym samym zapowiadane weto nie było potrzebne. Przypomnijmy, że Polska, Czechy, Węgry nadal 80 proc. energii czerpią z węgla, podczas gdy kraje mocno rozwinięte i "ekologiczne", jak Niemcy, Francja czy Szwecja, od dawna postawiły na inne źródła energii np. elektrownie wiatrowe czy atomowe.
Wstępne ustalenia są obiecujące dla Polski i grupy państw, w których energia elektryczna oparta jest na węglu. W porównaniu z rokiem 1990, Unia zgodziła się na obniżenia do 2030 roku emisji szkodliwych gazów - o 40 proc. Ponadto ustalono, że udział energii odnawialnej z której powstaje prąd ma wynosić co najmniej 27 proc. – do roku 2030. Przypomnijmy, że czyste i ekologiczne paliwa, takie jak CNG/LNG, LPG a także biometan mają zielone światło w najbogatszych państwach Unii (Niemcy, Włochy, Francja czy Szwecja).
Teraz można zadać pytanie, w jaki sposób Polska spełni ten warunek, skoro zapaliło się pomarańczowe światełko dla CNG/LNG. Gazoport nadal nieukończony, choć już dawno powinien przyjmować skroplony gaz z kataru.
Casus Polski po szczycie klimatycznym jest szczególny. Zapis ten (40 proc. obniżka emisji CO2) obowiązuje wprawdzie wszystkie kraje UE, ale „odpuszczono” obwarowania dla nowych członków (mniej zamożnych państw). Dla przykładu Polska będzie mogła wydawać szczególne pozwolenia na emisję CO2 węglowym elektrowniom.* Jak długo i w jakim zakresie - na tę chwilę nie ujawniono tego w stosownym zapisie. Aczkolwiek z wypowiedzi pani premier wynika, że darmowe pozwolenie obligują elektrownie do przestrzegania zasady o zachowaniu dotychczasowych cen za energię elektryczną.
Najmniej zamożne państwa UE podzielą się też środkami ze specjalnej rezerwy utworzonej z 2 proc. pozwoleń na emisję. Według nieoficjalnych wyliczeń przekazanych przez doradców oznacza to, że Polska otrzyma ok. 7,5 mld zł do 2030 r. z przeznaczeniem na modernizację sektora energetycznego.
- System darmowych pozwoleń na emisję miał wygasnąć w 2019 r. natomiast my - dzięki ciężkiej pracy tych wszystkich ludzi, którzy tu byli i negocjowali, i rozstrzygnięciom już na samej Radzie, przedłużyliśmy te darmowe (pozwolenia) na emisje do roku 2030 - podkreśliła premier
Donald Tusk, już rano kontaktował się z panią premier i przyznał, że osiągnęła więcej niż on sam mógłby dokonać.
*/ główną metodą walki z emisjami CO2 w UE jest przydzielanie, a potem ewentualny handel certyfikatami ETS (między elektrowniami,fabrykami), czyli zezwoleniami na emisje gazów cieplarnianych. Polska ma obecnie prawo do rozdawania tych zezwoleń za darmo elektrowniom - nie muszą płacić za średnio 40 proc. potrzebnych im certyfikatów w tej dekadzie (ta liczba zmniejszała się z roku na rok). A skoro nie muszą płacić za aż tak dużą część zezwoleń, to nie przerzucają ich kosztów na wyższe ceny prądu. /źródło: wyborcza.pl/
Słowo od redakcji
Przypomnijmy, że dużo wczesnej Protokół z Kioto, zastępujący ramową konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu zawierał zobowiązania państw uprzemysłowionych do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych odpowiedzialnych za globalne ocieplenie. Całkowite emisje krajów rozwiniętych miały być ograniczone o co najmniej 5 proc. w latach 2008–2012 w stosunku do poziomu z 1990 r. Niestety tak nie było, choć Polska poniosła nakłady i drastycznie obniżyła emisje CO2, tlenków azotu czy fluorowęglowodorów.
Naszym zdaniem, handel certyfikatami ETS to kolejna przesłanka do wielkiego oszustwa i dużych pieniędzy. Nikt nie może zagwarantować, że ceny zostaną utrzymane na dotychczasowym poziomie. To wyborcza iluzja. Ponadto Polska jest przymuszana do wybudowania elektrowni atomowych, bo za kilka lat będziemy musieli importować prąd od sąsiadów. Problem w tym, że znów zarobi na tym grupa ludzi mieniących się elitami politycznymi. Niewykluczone, że to ci sami, co weszko w układ polskich autostrad, których przejechani na odcinku 100 km kosztuje... 18.50 zł!
Można też postawić kolejne pytanie, dlaczego nie wykorzystuje się z dwutlenku węgla syntetycznej benzyny. Metoda prof. Nazimka z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej z Lublina była i jest nadal bardzo obiecująca. Ponadto niemal całkowicie zaniechaliśmy produkcję syntetycznej benzyny z węgla. To nasze patenty, ale znów zapomniane, szkoda!
Radość premier Kopacz studzi Konrad Szymański, b.europoseł, który wyjaśnia, iż w konkluzjach ze szczytu nie ma mowy o miliardach. Wskazano tylko procentowe ilości darmowych uprawnień.
- W moim przekonaniu są one nieproporcjonalnie małe w stosunku do nowego celu redukcyjnego, czyli 40 proc. do 2030 roku - powiedział Szymański
Pieniądze, które mamy rzekomo dostać na modernizację energetyki wyasygnuje Europejski Bank Inwestycyjny. Dziś trudno powiedzieć, czy główny księgowy banku będzie tak hojny jak powiedziała to pani premier.
redakcja autoflesz.com
