Katastrofa wyborcza - 100 mln złotych wyrzucone w błoto!

Eksperyment, element frustracji czy przysłowiowa ostatnia deska ratunku byłego już prezydenta Bronisława Komorowskiego? Odpowiedzi jednoznacznej nie ma, ale wiadomo jednak było, iż  to referendum jakie na kolanie wyhodował były prezydent,  wydało żałosny obraz polskiej polityki, kunktatorstwa, megalomanii i politycznej buty. Obraz po niekonstytucyjnym referendum, przynajmniej w pkt. 1, to zlepek nieprzemyślanych decyzji, nieprecyzyjnych pytań, a także tzw. efekt tonącego.

fot. Super Express

Jeden z konstytucyjnych mędrców prof. Zoll powiedział wyraźnie, to referendum jest niekonstytucyjne, mimo to Senat i polityczni klakierzy przyklepali „wołanie o pomoc” byłego prezydenta.

Szkoda, bo wydano lekką ręką  ponad 100 mln złotych, na referendum które nie miało szans na 50 proc. próg wyborczy. Skoro tak, to dlaczego senatorowie wydali „pocałunek śmierci”. Pisaliśmy o tym jeszcze przed wyborami prezydenckimi, gdy Aleksander Kwaśniewski (a także Karolak, Lis, Wajda) poparł Bronisława Komorowskiego.
Dziś nie ma winnych, Wisła płynie nadal  z Krakowa do Gdańska (choć niemrawym nurtem płycizn i wysepek), a walka pomiędzy premier Kopacz i prezydentem Dudą zaostrza się do niepotrzebnych granic. Szkoda!

Frekwencja może nie przekroczyć 10 proc.
Odnosząc się do meritum sprawy niedzielnego referendum, to w regionie bydgoskim frekwencja wypadła tragicznie, można już zaryzykować (choć nie ma jeszcze oficjalnych wyników PKW), że katastrofalna. W niektórych okręgach sięgała zaledwie 6 proc. Z przeprowadzonych rozmów z głosującymi i członkami komisji (choć wypowiadali się z zachowaniem tajemnicy służbowej) wynika, że może wynieść co najwyżej 9,2  proc. To klęska, jak pod Waterloo.  W realnym odniesieniu -  nawet większa niż tegoroczna susza, która zacisnęła pętlę na szyi większości rolników.

Ale najciekawsze momenty dotyczyły samych wyborców, którzy przychodzili do urn chcąc oddać głos na zupełnie inne pytanie, w zdecydowanej większości dotyczące 6. latków. Brak świadomości, niezrozumiałe dla wyborcy pytania, a przede wszystkim źle przygotowane referendum, to właśnie pokłosie wspominanych 10 proc. Oczywiście referendum jest nieważne.  Ale to ogłosi dopiero późnym popołudniem przewodniczący PKW prof. Hemerliński.

JOW-y Pawła Kukiza
Wracając do pytań, to niewielu głosujących  wiedziało cokolwiek o JOW-ach. Przypomnijmy zatem o co walczył Paweł Kukiz?

W wyborach do Sejmu obowiązuje ordynacja proporcjonalna, a z 41 okręgów wyborczych wybiera się grupę posłów. Problem w tym, że liczba mandatów zależna jest od liczby mieszkańców w danym okręgu. Mówiąc prościej, wyborca wybiera listę wyborczą na której zakreślamy swojego kandydata . Ale ostateczna liczba posłów jest przeliczana  metoda d’Hondta na mandaty. Mandat z kolej dzieli się na partie (ugrupowania) na podstawie sumy głosów oddanych na obowiązujące w dniu głosowania listy. To dość zawiła operacja, trudna do ogarnięcia przez pana Kowalskiego czy Nowaka - o ile nie są matematyki. Nie mniej posłami zostają kandydaci uzyskujący  w ramach wspomnianej listy największą liczbę głosów. System ten ma wady, gdyż premiuje kandydatów zdobywających największą liczbę głosów. Małe i słabe partie często przepadają, zwłaszcza jeśli nie uzyskają tzw. progu wyborczego. Takie widmo krążyło na SLD, gdyż do niedawna partia Leszka Millera nie przekraczała 2 proc. Dziś to Zjednoczona Lewica, która jako koalicja musi osiągnąć 8 proc. próg wyborczy.

Z kolei  słynne JOW-y to ordynacja większościowa. Do Sejmu wchodzi jeden kandydat, czyli ten uzyskujący największe poparcie swoich wyborców. O to walczy Paweł Kukiz, ale słupki wyborcze Ruchu Kukiza spadają szybciej niż strumień wody Kamieńczyka w Szklarskiej Porębie – po tegorocznej suszy.

Zaletą jest to, że w tym systemie nie ma  list wyborczych i słynnych „jedynek”. Wyborcy głosują tylko na kandydatów. Trzeba jednak dodać, że  w tym systemie kraj musiałby zostać podzielony na 460 okręgów.

JOW-y mają być, zdaniem Kukiza, panaceum na upartyjnienie polityki. Jednak zapomina, iż może dojść do takiej sytuacji, gdzie wyborcy nie będą mieli swoich przedstawicieli w Sejmie. Czasem „mierny, ale wierny” bierze wszystko.Powoduje to sytuację, że pozostali kandydaci, mogący do tej pory uzyskać mandaty,  nie mają żadnych Sans.

Mówiąc najprościej, wyborca głosuje bezpośrednio na osobę, a nie na partię, przez co lepiej realizuje się postulat demokracji bezpośredniej,  obywatele mają większy wpływ na skład Sejmu czy Senatu. Pomimo dość jasno wygłoszonych przez Kukiza zalet JOW-ów (uniemożliwienie fałszerstw, ograniczenie biurokracji czy rozszczelnienie tzw. efektu zabetonowania) ten system też nie jest doskonały.

Wyście awaryjne?
Pamiętamy zapewne doskonale zrealizowana komedię z Bożeną Dykiel "Wyście awaryjne". Jeśli tak, to łatwiej jest zrozumieć problem polskiej polityki. Chyba... Tak czy owak czasami trzeba znaleźć wyjście awaryjne, zwłaszcza iż pomysł Kukiza nie jest lekiem na całe zło. Co zatem byłoby panaceum na bolączki Kukiza, marzenie o władzy Jarosława Kaczyńskiego i utrzymanie się przy władzy premier Kopacz i jej aparatczyków? Cóż, może po prostu rozliczanie posłów senatorów, ministrów premierów i prezydentów. Przykład idzie prosto z góry np. Silvio Berlusconi (Włochy), Otto Pereza (Gwatemala), Zin el-Abidin Ben Ali (Tunezja) czy Muhammada Mursi (Egipt).

Nie powinno być tak, że taki urzędnik państwowy – nawet zdymisjonowany – dostaje odprawę, ochronę BOR-u przez kilka miesięcy, a nierozliczone kilometrówki i kolacyjki na koszt podatników ma w...  Na to nas nie stać, tak samo, jak na wyrzucanie 100 mln złotych na katastrofalne referendum.

System głosowania nadal niedoskonały
System głosowania, pomimo informatyzacji, szybkiego przesyłania protokołów OKW do PKW nadal jest  niewydolny w ostatnim punkcie tj. rozliczania komisji przed komisarzem wyborczym. Pomimo zakończenie prac OKW i zamknięcia lokali o godz. 22.00, przewodniczący i zastępca każdej komisji musi rozliczyć się z kart do głosowania, spisów wyborców, pieczęci i innych detali referendum. Od wielu lat trwa to długo, nawet bardzo długo.

- Wróciłam do domy dopiero o godz. czwartej rano, pomimo sprawnego i pozbawionego błędów protokołu z głosowania. Ale to już normalka w punktach zbiorczych, niezliczona liczba kursów samochodów z kurierem, logistyczne braki, aby w godziwych warunkach zabezpieczyć kolejkowe czekanie na rozliczenie referendum, czy wyborów – powiedział pani Dorota, jedna z przewodniczących komisji w Bydgoszczy

- Fakt dostajemy 40 złotych więcej niż członek komisji, ale do domu wróciłam o piątej rano, padnięta. Niemal zawsze mówię sobie – nigdy więcej. Ale w końcu przełamuję trudności, a prace w komisji wykonuję  nie dla pieniędzy  – dodała pani Dorota

 

- przeczytaj: Polska po wyborach

 

redakcja autoflesz.com

Z ostatniej chwili: Państwowa Komisja Wyborcza (przewodniczący prof. Wojciech Hemerliński) podała oficjalne wyniki wczorajszego referendum. Frekwencja wyniosła zaledwie 7,8 proc. Za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych opowiedziało się 78,75 proc. głosujących, za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii opowiedziało się 17,37 proc., a 82,63 proc. było przeciw. Za rozstrzyganiem wątpliwości związanych z prawem podatkowym na korzyść podatnika głosowało 94,51 proc. Z uwagi na zbyt niską frekwencję referendum nie jest wiążące.

Delegatura Krajowego Biura Wyborczego w Bydgoszczy podała frekwencję wyborczą, która wyniosła 7,48 proc. Pytanie 1 - 46.173 głosy TAK/ 12687 NIE; pytanie 2 - 10.208 TAK/ 48.731 NIE, pytanie 3 -  55.272 TAK/ 3425 NIE.

Publish modules to the "offcanvas" position.