Wielu komentatorów jawnym głosem mówi, że nieudany pucz w Turcji to sprytnie rozegrana batalia o wszystko... za wiedzą i przyzwoleniem prezydenta Tayyipa Recepa Erdogana, który w ten niby demokratyczny sposób, chciał dalszej islamizacji kraju nad Bosforem. I choć to spore uproszczenie, przeszkodą była armia, która nie sympatyzowała z Rosją i poczynaniami prezydenta. Dziś kilka dni po nieudanym puczu, Erdogan robi czystki nie tylko w armii, ale także w sądownictwie i policji. Głośno się mówi o przywróceniu kary śmierci (obowiązującej jeszcze 12 lat temu). A to oznacza jedno, Turcja odchodzi od wartości, jakimi kieruje się Unia Europejska.
fot. Reuters
Wyraźny sygnał dla prezydenta Erdogana dała kanclerz Angela Merkel, która powiedziała wprost, jeśli Turcja przywróci karę śmierci, oddali się od Unii. Pani kanclerz przynajmniej powiedziała, a Donald Tusk... nabrał wody w usta. Problem polega na tym, że Erdogan, najprawdopodobniej grał (i dalej gra) na dwa fronty, chciał wyciągnąć wszystko z Brukseli np. w sprawie imigrantów i uchodźców z Afryki (chciał 5 mld euro, dostał 3 mld, Polska przekazała 71,2 mln euro wsparcia!). Dziś pokazał tę drugą stronę mocy, wyciągając rękę w stronę Kremla.
Po puczu żołnierze Erdogana aresztowali dwóch pilotów tureckich, którzy strącili samolot Su-24 nad Syrią, w listopadzie ubiegłego roku. Wtedy po incydencie, turecki prezydent odpierał zarzuty min. Ławrowa, dziś zmienia front.
Przypomnijmy, 24 listopada ub. roku SP Turcji zestrzeliły rosyjski samolot myśliwsko-bombowy Su-24. Doszło do tego przy granicy turecko-syryjskiej. Turecka armia informowała wtedy, że maszyna naruszyła przestrzeń powietrzną kraju, a jej pilot nie reagował na wezwania. Rosja w reakcji na to zdarzenie zerwała kontakty wojskowe z Turcją. Było gorąco, po czym nastąpiła tzw. równia pochyła...
Rosja ustanowiła embargo na import żywności z kraju nad Bosforem, zawiesiła bilateralną współpracę z Ankarą w sferze gospodarczej, ograniczyła relacje naukowo-techniczne, zerwała wspomniane kontakty wojskowe, ograniczyła ruch turystyczny. Erdogan był hardy i nieustępliwy i nie zamierzał przepraszać za to Putina. Do czasu...
Pierwszym sygnałem normalizacji stosunków dwustronnych był list Erdogana do Putina, wysłany pocztą dyplomatyczną pod koniec czerwca. Pomysł Erdogana wypalił, Rosja przyjęła przeprosiny i zapowiedziała początek procesu normalizacji stosunków handlowo-gospodarczych. Pucz, najprawdopodobniej, to pokłosie tej drugiej połowy charyzmatycznego prezydenta, jak Dr. Jekyll i Mr. Hyde. Co więcej, Erdogan już zapowiedział, że pod koniec sierpnia jedzie z oficjalną wizytą do Moskwy.
Tymczasem Sojusz rozgrywa partię szachów i analizuje różne posunięcia Turcji. Ale już dziś widać, że ten duży kraj to nie Polska, Komisja Wenecka tam nie przyjedzie i nie postawi w pion prezydenta i premiera, jak nad Wisłą. Kolejnym asem w rękawie Erdogana są bazy NATO w Turcji - podczas puczu - jedna z nich nie miała prądu i pozwolenia na jakiekolwiek loty w przestrzeni powietrznej Turcji. Zarówno Barack Obama, jak i John Kerry.... nabrali wody w usta – w przenośni i dosłownie.
Teraz już wszystkie zainteresowane strony nadają jawnym tekstem, że tylko demokratyczny rozwój sytuacji w Turcji zyska przyzwolenie prezydenta Erdogana. Tak naprawdę, turecki przywódca ma w nosie, co powie Angela Merkel, coraz słabszy - po atakach terrorystycznych - Francois Hollande czy Barack Obama, a z Rosją, Chinami liczyć się będzie bardziej niż z miliardami euro wpompowanymi z Brukseli na uszczelnienie granicy przed imigrantami.
O tym wie zarówno ustępujący prezydent Obama, jaki i Angela Merkel. Już kard. Richelieu powiedział, że "bohaterowie wygrywają bitwy, ale to zwycięzcy piszą historię".
Unia Europejska się chwieje, choć daje iluzoryczne sygnały, iż Ukraina i Turcja może być członkiem tego gremium. Nie po drodze jest to Angeli Merkel, głównej rozgrywającej tę partię pokera. Poza tym brak wyrazistego stanowiska samego Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej, problemy samej Unii po Brexicie i jeszcze kłopoty z nasilającymi się atakami terrorystycznymi, czy nowa falą imigrantów – to dużo ważniejsze sprawy do opanowania. Nie mniej na tej płaszczyźnie ścierają się poglądy, a nawet padają głowy puczystów i... niestety sprawdza się przepowiednia Nostradamusa dot. wojny Zachodu z Kalifatem Wielkiego Talibanu (czytaj: imperium islamskie). Każdy ma tu swoje interesy i sprawy do załatwienia. A słynna "flanka wschodnia"? Cóż, życie samo zmienia bieg wydarzeń... naszym zdaniem już pęka jak bańka mydlana.
Zemsta, jak w przypadku Erdogana, ma niestety słodki smak. Odczuwamy wprawdzie krótkotrwałą przyjemność, a nawet oczyszczenie (katharsis), które w perspektywie czasu pozostawi smak goryczy. Były burmistrz Stambułu, ortodoksyjny muzułmanin, jeszcze nie raz zaskoczy Europę...
- przeczytaj także:
Nieudany zamach stanu w Turcji?
redakcja autoflesz.com![]()
Z ostatniej chwili: według amerykańskiej wywiadowni jeden z najbliższych współpracowników Erdogana i szef Narodowej Organizacji Wywiadu (MIT) Hakan Fidan najprawdopodobniej zdobył informacje o przygotowywanym przez wojskowych zamachu stanu. Listy buntowników były już przygotowane przed rozpoczęciem przyspieszonego puczu.