Dlaczego nagłośniono medialnie kłopoty Toyoty dotyczące tzw. samoprzyspieszania?

Media nie mogą sobie darować, że Toyota nadal jest największym producentem aut na świecie. Jakby tego było mało w niektórych mainstreamowych mediach pojawiają się odgrzewane tematy z przeszłości przypominające o tzw. samoprzyspieszeniu w niektórych modelach Toyoty a także Lexusa. Nic lub prawie nic nie mówi się o największym skandalu ostatnich lat związanym z aferą dieselgate Volkswagena.

 fot. autoflesz.com

 

Wyjaśniamy zatem, że problem tzw. samoprzyspieszających aut dotyczył kilku modeli Toyoty i Lexusa, pierwszy sygnał amerykańskie media dostały po tym, jak niejaki pan James Sikes właściciel hybrydowego Priusa nie mógł zatrzymać auta. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce zdarzenia zapytali dlaczego nie wyłączył silnika, nie wrzuciła biegu w pozycję „neutral”. Odpowiedzi były mało sensowne. Były też inne przypadki np. właścicielki Land Cruisera ze skrzynią automatyczna, która twierdziła, że nie mogła zatrzymać SUV-a, ale miała czas na telefon do nowojorskiej policji.

Sprawa nabierała rozpędu, podjęto medialną burzę przeciwko Toyocie, a w Polsce dyżurne magazyny jechały po największym producencie aut na świecie, jak po łysej kobyle.

Toyota nie zostawiła problemu samym sobie, badaniem niby wadliwych samochodów zajęła się NHTSA, przebadano też Priusa  pana Sikesa, ale niezależni specjaliści nie stwierdzili wady samoprzyspieszania, zacinania się pedału gazu czy podwiniętego dywanika (bo i takie oskarżenia padały). Afera wisiała w powietrzu, bo problem dotyczył 6,5 mln samochodów, nawet w Polsce przeprowadzono akcję serwisową. Nie stwierdzono jednak żadnego przypadku o którym grzmiały media.

Toyota kompleksowa badała problem nie tylko z udziałem NHTSA, ale także specjalistów NASA. Problemem zajął się także prof. Craig Hoff z Uniwersytetu Ketteringa. Niestety, wszyscy rozkładali ręce, nie stwierdzono żadnej wady fabrycznej, ani rzekomego samoprzyspieszania.

Po kilkunastu miesiącach dochodzenia stwierdzono ponad wszelką wątpliwość,  że to kierowcy, są winni wypadkom, jakim na przełomie lat 2009 i 2010 ulegały samochody Toyoty w Stanach Zjednoczonych. Niektórzy próbowali ugrać przy tej okazji... wymianę samochodu. Nie mniej śledztwo zarządzone przez prezydenta Obamę doprowadziło do przebadania na okoliczność samoprzyspieszania ok.  8 mln samochodów.

Akio Toyoda wraz z prawnikami koncernu wydali oświadczenie, że w samochodach koncernu (przebadano 78 zgłoszonych przypadków) nie znaleziono  żadnego błędu. Jak było do przewidzenia, właściciele Toyot (a także media) nie uwierzyli w tę wersję. Nie uwierzył też sam prezydent Obama. Dlaczego, bo to idealny moment, aby włożyć kij w mrowiska, a dokładniej w mający  problemy koncern GM. Warto przypomnieć, że właśnie od 2008 roku Toyota przeskoczyła General Motors i stała się liderem  motoryzacyjnym.

Nie mniej, równolegle toczyły się sprawy sądowe, w których Toyota poszła na ugodę, co więcej,  wypacając nawet kilkadziesiąt mln dolarów (dokładna wartość jest tajemnicą). Co było dalej? Otóż zarówno NASA, jak i Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uniewinnił japoński koncern. Tu przypomnijmy, że sam prezydent Toyoty Akio Toyoda stawił się na przesłuchanie w Kongresie Stanów Zjednoczonych.

Wspomnieliśmy o 78 zgłoszonych przepadkach samoprzyspieszania, otóż w 77 przypadkach, to kierowca ponosił winę, a jeden przypadek dotyczył wspomnianego dywanika – to wynik śledztwa.

Na koniec warto tylko dodać, że na fali medialnej histerii mediów, nawet nie zamieszczono sprostowania, nie opublikowano uniewinnienia. Jednym słowem dominacja Toyoty na motoryzacyjnym firmamencie jest solą w oku dla pozostałych graczy ubiegających się o koronę.

A Volkswagen? Cóż, przypomnijmy jedynie aferę silników 2.0TDI, 1.4 TSI. Nigdy też nie ogłoszona akcji serwisowej np. w VW Passacie B5 – nieszczelności kabiny i przedostawanie się wody na wycieraczki, w skrajnych wypadkach woda może zniszczyć serwomechanizm (i układ wspomagania hamulców). Były też afery ze skrzyniami dwusprzęgłowymi  produkowanymi i eksploatowanymi w Chinach.

Jedną z kolejnych wpadek były usterki układu ESP w Passatach B6/B7, model 3C. W niektórych egzemplarzach wyprodukowanych pomiędzy 27.04. i 14.10.2015 r. możliwe jest zacięcie się jednego lub wielu tłoków pompy jednostki hydraulicznej ESP. Zacinanie się tłoków może być przyczyną zmniejszenia przyrostu ciśnienia lub jego obniżenia w układzie hydraulicznym, a to może prowadzić do sytuacji niebezpiecznych.

Ostatnia afera "diselgate", to tylko epitafium dla kulejącego giganta. Jeszcze gorzej jest w ocenie wypłaty odszkodowania dla Europejczyków, w tym Polaków uwielbiających Volkswagena. Koncern z Wolfsburga powiedział wprost, że nie ma podstaw do zapłaty. 

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.