Nie trudno się domyślić, że bossowie Volkswagena, pomimo wizerunkowej klapy, będą starali się sprzedać niechciane za Oceanem auta z silnikami TDI. W USA na taki ruch czeka 67 tys. - niemal nieużywanych - Volkswagenów z rocznika 2015. Gdzie trafią? Odpowiedź nie jest trudna...
fot.jacuzzibusguy
Koncern z Wolfsburga tylko czeka na taką zgodę. Gdzie zatem trafia te modele? Zdecydowana większość już ma port przeznaczenia. Z całą pewnością będzie to Rotterdam, Hamburg i Gdynia. Nasi kierowcy nic sobie nie robią z oszustwa największego koncernu samochodowego na świecie i kupują na potęgę wszystko co ma logo z dwiema literkami "VW" To taki magnes i wabik na polskiego klienta. Kiedyś takim hitem sprzedażowym były amerykańskie Wranglery, Rifle, Lee czy koszule non-iron. Tymczasem Amerykanie, oddając te auta dealerom, często wykręcali co można było wykręcić z seryjnego ukompletowania. Mimo to dealerzy przyjmowali tak zdekompletowane samochody.
Auta z silnikami TDI, głównie serii EA189, emitują nadmierne ilości tlenków azotu, a podczas badań technicznych -wyposażone w specjalne układy- maskowały tę przypadłości. Rzecznik Volkswagena poinformował Agencję Reutersa, iż po usunięciu trefnego oprogramowania, dwuletnie modele będą gotowe do podróży przez ocean. Volkswagen bowiem dogadał się z organizacją EPA, która pierwsza wytoczyła zarzuty o oszustwo w dziale zawyżonych emisji spalin. I to był początek afery dieselgate, która ujrzała światło dzienne dzięki amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska.
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Bloomberg