Afera „dieselgate” wstrząsnęła właścicielami „kręconych” aut także w Niemczech. Volkswagen, dzięki swoim prawnikom, był niemal pewien, że sprawa się rozmyje, jak mydło pozostawione w mokrej mydelniczce. Jakkolwiek finalizowane są sprawy roszczeniowe w USA, to niemieccy kierowcy nie chcą odpuścić dumnemu koncernowi.

Sprawa nabiera rumieńców także w Niemczech, a premier Bawarii Horst Seehofer nie wykluczył umożliwienia składania pozwów zbiorowych przeciwko producentom samochodów. Przypomnijmy, że UOKiK w Polsce także złożył taki pozew, ale sprawa nie nabrała spodziewanego wydźwięku. Do czasu, bo czym się różnią kierowcy w USA od tych w Polsce czy na Słowacji. No może tym, że zarabiają mniej, znacznie mniej od właścicieli trefnych aut za Oceanem. Więc niby dlaczego mieliby ponosić konsekwencje, za świadome działania koncernu w sprawie szkodliwej emisji spalin.
Należy też dodać, że niemieccy producenci aut, jak BMW czy Mercedes-Benz są wstrzemięźliwi wobec afery ponad 11 mln aut Volkswagena. Obowiązuje ich „klauzula sumienia” znana choćby z Polski, jak w głośnej sprawie prof. Hazana. Należy też podkreślić, że sama afera ma drugi podtekst – wizerunkowy. Mimo to nie wszyscy kierowcy chcą o tym pamiętać i kupują niemieckie Volkswageny, jak eliksir na pryszcze.
Jakby tego było mało o manipulacje oskarżane są także m.in. firmy Porsche i Audi należące do koncernu Volkswagena. Jednak w mediach obowiązuje kolejna klauzula milczenia. Dlaczego?
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Bloomberg