Półwysep Koreański a najnowocześniejsza broń na świecie - kto i czym dysponuje

Półwysep Koreański, nadal nie rozbite w perzynę tzw. Państwo Islamskie, a także Afganistan -  to najbardziej zapalne punkty świata.  Kora Pn. zaś już udowodniła, zresztą przy biernej postawie ONZ i Sprzymierzonych, iż jest państwem atomowym.  Dziś okazuje się, że  przywódca skansenu komunistycznego wysyła mocny przekaz, ba nawet grozi, iż zatopi Japonię i obróci w pył Stany Zjednoczone. Przedstawmy zatem nowinki techniczne, jakimi dysponuje najsilniejsza armia na świecie.

 fot. US Navy / jedną z cech wyróżniających ten niszczyciel jest możliwość... zanurzenia(!)

Korea Pn. kolejne atomowe mocarstwo?
O tym, że Korea Pn. ma broń atomową wiedział już b. prezydent Obama, bagatelizował jednak problem, a jeśli już dochodziło do konfliktów pomiędzy Korea Pn. a Południową, to wysyłał tylko ostrzegawcze  sygnały: głównie  samoloty F-15, F-35 (Lockheed Martin F-35 Lightning II), bombowce B2 czy lotniskowce. To jednak nie zadziałało na wyobraźnię Kim Dzong Una,  który systematycznie rozwijał nie tylko potencjał nuklearny, ale także środki jego przenoszenia. Wystrzelenie pod koniec listopada rakiety Hwasong – 15, zdolnej skutecznie razić cele w Stanach Zjednoczonych, Japonii czy Rosji przyjęto w Korei Pn. entuzjastycznie. Zupełnie nie do śmiechu było wśród Sprzymierzonych. Znów Rada Bezpieczeństwa ONZ pogroziła  palcem, a Chiny i Rosja rozgrywają swoje interesy. I tyle.

Prezydent Trump od kilku miesięcy mówi, że wszystkie karty są na stole. Nikt jednak nie chce rozpoczynać wojny jądrowej z... szaleńcem” zdolnym do unicestwienia nie tylko rodaków, ale także milionów niewinnych ludzi na amerykańskim kontynencie. Ale czy tylko amerykańskim? I tu zaczyna się problem...

Donald Trump zachowuje się jak Chuck Norris - strażnik z Teksasu
Ameryka już tak pewnie nie oznajmia, iż rozpocznie kolejną wojnę, jak w Iraku czy Afganistanie. Tak naprawdę niewielu wie, na co stać nieobliczalnego przywódcę trzymającego czerwony guzik od wyrzutni w Pjongjangu.
Co jeszcze wiemy, otóż z doniesień  stacji CNBC, w północnokoreański program zbrojeń jądrowych zaangażowani są... irańscy specjaliści. Co więcej, podczas ostatnich demonstracji siły byli oni obserwatorami u Kima. Dla  świta zewnętrznego współpraca militarna między Pjongjang a  Iranem owiana jest ścisłą tajemnicą. Jednak wywiad amerykański i izraelski wie, iż ściślejsze stosunki pomiędzy tymi państwami zostały nawiązane jeszcze w czasie wojny irańsko-irackiej (1980). Wówczas Korea Pn. dostarczała Iranowi radzieckie rakiety, karabinki Kałasznikowa, a nawet  broń zdolną do niszczenia czołgów.  Wywiad izraelski nie wyklucza nawet posiadania  silników rakietowych wyprodukowanych w Iranie, a także tych najnowszych dostarczonych przez zakłady rakietowe Jużmasz (ukr. Piwdenmasz) ze wschodniej Ukrainy.  Oficjalnie nikt się nie przyznaje do naruszenia embarga nałożonego na Koreę Pn. Stany Zjednoczone ponownie zaostrzyły sankcje a Chiny znacznie obniżyły wymianę handlową z Pjongjang. W dość ostrym tonie wypowiedział się na temat ewentualnego zagrożenia papież Franciszek. Tylko czy to wystarczy?

fot. US Navy

Można oczywiście postawić pytanie, dlaczego Ameryka stawia się w roli szeryfa lub jak kto woli -  strażnika wolności na całym świecie? Cóż, wracamy do wcześniejszej tezy dot. czysto biznesowych spraw. Takie konflikty, to także wymiana zapasów broni, a szczególnie amunicji konwencjonalnej. Po trzecie wreszcie,  każdy z przywódców Sprzymierzonych będzie gładko mówił  i przekonywał o słuszności czy lojalności wobec wuja Sama, a tak naprawdę myśli li tylko o korzyściach energetycznych czy gospodarczych.

Polska, a przynajmniej rządzące elity liczyły na więcej
Jak powiedzieliśmy,  to tylko interesy, które spaliły na panewce w przypadku udziału polskiego kontyngentu w Libii i Iraku,  a ostatnio w Afganistanie. Przypomnijmy, iż  w Afganistanie nikt jeszcze nie wygrał, ani Rosja, ani wcześniej Brytyjczycy, ani Sprzymierzeni.  Jednak to problem większego kalibru, a każdy z głównodowodzących powie, iż to poligon wojenny, misja, zdobywanie doświadczenia i takie tam niewiele znaczące słowa. A o tym, że giną tam żołnierze, już  zrobiło się cicho nawet w telewizji. Co więcej, min. Macierewicz poddał nawet pod wątpliwość status weterana!  

Liczą się środki rażenia a nie liczba karabinków automatycznych
Wróćmy jednak do najsilniejszej armii na świecie, posiadającej  arsenał atomowy zdolny do rozbicia w pył całą kulę ziemską (i to kilkakrotnie), wiemy także o atomowych okrętach podwodnych Ohio/Trident zdolnych do wystrzelenia 14 głowic nuklearnych w dowolnym punkcie na Ziemi,  także. Jednak  nadal  istotnym czynnikiem na współczesnym teatrze działań wojennych jest żołnierz, żołnierz-specjalista zdolny do obsługi najnowocześniejszego sprzętu. Nie chodzi tu rzecz jasna o MSBS „Grot” dla Wojsk Obrony Terytorialnej. Tak naprawdę  Terytorialsi - z całym szacunkiem - to ani żołnierz, ani specjalista, choć pan minister ma zupełnie odmienne zdanie. Warto też zauważyć, nie na tym teatrze działań wojennych nie jest ważna liczba karabinów tylko środki rażenia. Czas kawalerii i szabel, jak w filmie „Hubal" w reż. Bohdana Poręby już się skończył.

fot. Lance Cpl. Christopher O'Quin/marines.mil/  Bell AH-1Z Viper. Śmigłowiec ten miał być jednym z kandydatów na następcę polskich Mi-24 w ramach programu „Kruk”

Ten problem dokładnie  wyjaśnił w ostatnim programie „Kropka nad i” gen. Skrzypczak. Według niego Polska nadal nie ma takich środków, a dyslokacja szpicy wschodniej, w rzeczy samej,  jest nawet na rękę Rosji.  

Czym zatem dysponują Amerykanie?
O strategicznym lotnictwie i okrętach podwodnych nieco powiedzieliśmy, ale to nie załatwia sprawy. Nadal potrzebny jest żołnierz i środki do jego szybkiej dyslokacji.

Takim cudem techniki okrzyknięto śmigłowiec szturmowy Bell AH-1Z Viper. Niektórym kojarzy się ta maszyna z Dodge’ami Viper, ale to tylko nietrafne porównanie, choć obaj ważniacy kąsają jak żmija swoich przeciwników.  Bell AH-1Z Viper wyposażony jest  w system HOCAS (ang. Hands on Collective and Stick), umożliwiający pilotaż  bez odrywania rąk dowódcy maszyny  od steru; jak w F-16. Śmigłowiec wyposażony jest także w najnowocześniejszy system termowizyjny firmy Lockheed Martin, a działania nocne nie są przeszkodą na współczesnym polu walki.

fot. materiały prasowe/ Bell AH-1Z Viper. Podstawowy śmigłowiec United States Marine Corps

Pilot ma także ultranowoczesny hełm Top Owl (nazwa zaczerpnięta od głowy sowy; firmy Thales) wyposażony w wyświetlacze HMSD, rozbudowany, cyfrowy kokpit oraz najnowocześniejsze uzbrojenie. W kokpicie siedzi dwóch pilotów, obaj mogą zamiennie pełnić wszystkie funkcje, łącznie z obsługą uzbrojenia:  trzylufowe działko kal. 20 mm i uzbrojenia podwieszanego na 6 węzłach zewnętrznych tj.  kierowane i niekierowane pociski rakietowe 70 mm, rakiety przeciwpancerne Hellfire i pociski powietrze-powietrze AIM-9.
Obecnie, wersję znacznie zubożoną zakupili już Rumuni, podobnie jak słynne baterie „Patriot”. Nasze wojska nadal są bez najnowszych śmigłowców, a zerwanie kontraktu na Caracale odbiło się  czkawką na najwyższym szczeblu. I nie ociepliło tego przekazu nawet czułe powitanie naszej pani premier przez prezydenta Francji, podczas ostatniej wizyty w Paryżu. Ocieplać  stosunki dyplomatyczne to może para książęca, premier musi jechać z misją, konkretną misją...

Działko elektromagnetyczne
To broń jak z kosmosu, dotąd była jedynie fikcją sprytnie przeniesioną na ekran filmowy z udziałem Arnolda Schwarzeneggera ("Egzekutor", reż. Chuck Russell). Jednak Stany Zjednoczone i najprawdopodobniej Rosja mają taką broń w swoim arsenale.

Ta broń może porazić falą elektromagnetyczną (o częstotliwości rzędu 94 GHz)  przeciwnika na odległość ok. 500 m. odczuwalna jest silna emisja cieplna granicząca z poparzeniem. Broń ta może skutecznie unicestwić komputery pokładowe  samolotów bojowych,  radarów naziemnych czy wyrzutni pocisków balistycznych (a w konsekwencji całe okablowanie). Kim Dzong Un może nawet nie wie (lub udaje, że nie wie), że ewentualny atak jądrowy może wywołać natychmiastowy kontratak z użyciem tej broni nowej generacji.
Broń elektromagnetyczna może także miotać pociskami większego kalibru używając silnego pola magnetycznego. Do tej pory czynnikiem inicjującym wystrzelenie takiego naboju (nabój składa się ze spłonki, ładunku prochowego i pocisku) był... stary jak Chiny proch strzelniczy (obecnie nitrocelulozowy).

fot. John F. Williams_defense.gov/ działko elektromagnetyczne

Przy okazji warto zwrócić uwagę na prędkość początkową pocisku wylatującego z lufy, dla słynnego 7,62 mm karabinka AK było to ok. 715-730 m/s, w przypadku działka elektromagnetycznego może to być już 2700 m/s!

Zagrożenie ze strony Korei Pn. mocno przyspieszyło badania nad wdrożeniem tego typu broni do arsenału bojowego także innych państw NATO. Formalnie tej broni nie ma jeszcze wiele innych mocarstw, ale specjaliści wiedzą swoje. Dla przykładu - CHAMP (Counter-electronics High-powered Microwave Advanced Missile Project), tj. samosterujący  pocisk uwalniany z luku bombowego B-52 może już odbić się czkawką na śniadanie nieprzewidywalnego Kima. I choć zasięg stacjonarnych dział elektromagnetycznych nadal jest niewielki, a celność wymaga dalszej pracy, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak nowoczesną broń użyć np. w Korei Pn. Problem w tym, kto pierwszy wylicytuje asa z rękawa.

USS Zumwalt - najpotężniejszy i najnowszy niszczyciel
Amerykanie nakładają  klauzulę tajności na dokładne wyposażenie najnowszego i największego niszczyciela USS Zumwalt, ale najprawdopodobniej właśnie tam znajdziemy broń elektromagnetyczną, jak również  działka szybkostrzelne (co najmniej 10-16 pocisków na sekundę!). Niszczyciel ten przygotowany jest do wojny kosmicznej z wykorzystaniem lasera, wspominanej broni elektromagnetycznej (a także jego pochodnej tzw. railgun).

Cała reszta oparta na sztucznych satelitach, specjalnych rodzajach bomb konwencjonalnych, a także broni laserowej i elektromagnetycznej. Do tego arsenału trzeba zaliczyć także tajemnice NASA. Całość, rzecz jasna jest utajniona.

 

redakcja autoflesz.com

Źródło: Bloomberg, materiały US Navy

Publish modules to the "offcanvas" position.