Można powiedzieć, że wcale nie takie nowe, a tanie - rzecz względna. W Polsce, tak naprawdę, nie zrobiło to dużego wrażenia na decydentach, choć już w 2008 roku premier Pawlak zrobił pierwszy krok na terenie fabryki Synthosu w Oświęcimiu, mającej produkować syntetyczną benzynę z… węgla.
fot. redakcja autoflesz.com
Ślady syntetycznej benzyny prowadzą do Polic
Do tej pory znane były co najmniej dwie metody pozyskiwania z węgla kamiennego syntetycznej benzyny. Pierwsza to metoda Biergusa, na bazie której Niemcy produkowali już w 1940 roku na masową skalę syntetyczną benzynę (wysokooktanowa) dla swojej armii i Luftwaffe. Nieco później dość znana była metoda Fischera-Tropscha, na bazie której Niemcy produkowali takie paliwa w Policach.
Po wojnie, dopiero w 2008 podjęto próby produkcji takiego paliwa w Oświęcimiu. Zdaniem naukowców metoda ta jest opłacalna, tania i możliwa do wdrożenia na szeroką skalę. Tak się właśnie produkuje syntetyczne paliwo w Republice Południowej Afryki, potentata w wytwarzaniu tego medium.
Inne próby, od czasu do czasu, są nagłaśniane przez media. Aczkolwiek w Polsce to temat dla entuzjastów a nie potencjalnych użytkowników taniego paliwa, które mogłoby kosztową ok. 1,50 zł za litr. Innymi słowy to temat podobny do sprężonego gazu ziemnego - jest nawet bardzo opłacalny w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Argentynie, ale nie w Polsce. Wolimy, a przynajmniej decydenci skazują nas na kopcące diesle. Nawet te niby nowoczesne, szczególnie autobusy (nie wymieniamy marki) potrafią puścić z dymem niespalone cząstki sadzy.
Badacze z USA też naginają głowy
Wróćmy jednak do meritum, a ślad amerykański znów jest widoczny.
- Badacze z USA opracowali proces łączenia węgla z gazem ziemnym i syntezy paliwa płynnego, czystszego i tańszego od dotąd stosowanych paliw syntetycznych - poinformował magazyn "Technology Review"
Proces opracowany przez naukowców pracujących dla firmy technologicznej SRI International z Menlo Park w Kalifornii podobno uporał się ze słabymi punktami poprzednio stosowanych metod wytwarzania syntetycznej benzyny z węgla.
Chemicy z SRI twierdzą, że ich proces otrzymywania czystego, syntetycznego paliwa pozwoli na wytworzenie litra paliwa lotniczego JET w cenie 74,5 centa/litr. Firma bierze udział w programie badawczym Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych Departamentu Obrony USA (DARPA) od 2008 roku. Śledzimy ten proces, o wynikach poinformujemy przy najbliższej nadarzającej się okazji.
Synteza prof. Nazimka – dwutlenek węgla (CO2) może być nawet opłacalny
Na koniec przedstawiamy prace prof. dr hab. Dobiesława Nazimka. Naukowiec z Uniwersytetu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie opracował technologię wytwarzania syntetycznej benzyny i oleju napędowego z… dwutlenku węgla. Tak, dokładnie tego samego, który pluje z rury wydechowej naszych samochodów, w większych lub mniejszych ilościach. Polak został nawet nominowany do nagrody włoskiego koncernu energetycznego ENI – to taki mały Nobel.
Syntetyczna benzyna i olej napędowy mogłyby uniezależnić Polskę od importu drogiej ropy naftowej. Brzmi pięknie, nieprawdaż? Słucha się tego jak news tvn-u o gazie łupkowym czy ropie naftowej z Karlina. Jeśli metoda byłaby tańsza w finalnym wydaniu, a litr paliwa kosztowałby 1,50 zł, to należałoby mówić już o rewolucji energetycznej; bez udziału i wpompowywania milionów euro w budowę polskiej elektrowni atomowej w… Gąskach.
Należy podkreślić, że prof. Nazimek podjął się wykonania szarlatańskiego pomysłu, takiego małego perpetuum mobile czyli wykorzystania wspomnianego dwutlenku węgla (również z największych polskich elektrowni) jako podstawowego pierwiastka do syntezy czystego paliwa. W efekcie, problemy emisji trujących gazów wymarłyby jak dinozaury, a praca profesora musiałaby zostać nagrodzona Nagrodą Nobla. Problem w tym, że państwo, koncerny naftowe, PGNiG czy PGE nie wspiera badań polskiego naukowca. Choć wydaje się to oczywiste, warto takie pomysły przedstawić w programie „Dragons’ Den”. Warto też sypnąć milionem złotych, aby zgarnąć kilka miliardów dolarów.
Jeśli wgłębić się mocniej w tę metodę, to dowiemy się, że oparta jest na sztucznej fotosyntezie, czyli reakcji podobnej do tej, jaką wykonują przez cały czas rośliny. Jeśli dodatkowo, nie uciekaliśmy z lekcji biologii w szkole podstawowej, to wiemy, iż efektem ubocznym takiej fotosyntezy jest tlen.
Prof. Nazimek zaprojektował instalację i przeprowadził sztuczną fotosyntezę. Potrzebne składniki: woda + dwutlenek węgla zostały przepuszczone przez katalizator z tlenku tytanu; dodatkowo użyto mocnego światła UV. W wyniku tej reakcji otrzymano metanol (alkohol metylowy o którym teraz głośno w Polsce i Czechach). Z całą pewnością to tylko skrót tej reakcji chemicznej, bo gdyby to było takie proste, to z pewnością brat czyjegoś szwagra już zająłby się tą technologią na swojej posiadłości np. w górach.
Wiodące technologie pozyskania syntetycznego paliwa z metanolu opatentował ExxonMobil
Teraz kolejna metoda produkcji syntetycznego paliwa z pozyskanego metanolu, która została opracowana przez koncern ExxonMobil. Już w 1985 r. koncern zbudował w Nowej Zelandii instalację, która produkuje ze wspominanego metanolu syntetyczną benzynę i ON. Podobnymi technologiami dysponuje Shell a także Statoil.
Jak twierdzi profesor i jego studenci, tak pozyskane paliwa nie różnią się niczym od tych wytwarzanych w rafinerii z ropy naftowej. Co ciekawe, na świecie jest co najmniej setka takich instalacji przetwarzania metanolu na skalę przemysłową. Ale, ale, nie wliczyliśmy do rachunku metody polskich „chemików” pracujących w szarej strefie. Wiemy, że od co najmniej kilku lat pracują nad pozyskaniem syntetycznej benzyny z… alkoholu gorzelnianego (zwykle z ziemniaków).
W czym zatem jest problem?
Dobre pytanie, samo pozyskanie metanolu nie jest tanie, a dostarczona energia do syntezy też kosztuje. Skąd zatem czerpać tę energię? To na razie pytanie z wieloma niewiadomymi. Dziś Polska produkuje energię elektryczną głównie z węgla kamiennego, brunatnego lub gazu ziemnego, ale wkrótce będzie musiała „pożyczać” energię od sąsiadów. Ratunkiem może być budowa elektrowni atomowych lub gazowych (np. z gazu łupkowego). Jednak po doświadczeniach z Fukushimy i Czarnobyla zdania samych naukowców są podzielone. Zieloni, a także mieszkańcy Gąsek czy Żarnowca nie chcą takich tykających bomb w swoim sąsiedztwie.
Z wyliczeń profesora Nazimka wynika, że pozyskanie syntetycznego paliwa, tylko z 10 proc. dwutlenku węgla tłoczonego do polskiej atmosfery, skutkowałoby wyprodukowaniem nawet 22 mln ton syntetycznej benzyny. Biopaliwa, pola rzepakowe czy problem z niszczeniem jednostek Diesla po zastosowaniu tego "wynalazku" (system common rail w reakcji na biopaliwo) praktycznie nie miałby miejsca.
Zatem dlaczego nikomu nie zależy na tym genialnym rozwiązaniu?
Chcielibyśmy usłyszeć odpowiedź od min. Rostowskiego, ekonomistów zaproszonych na Forum przez prezesa jednej z opozycyjnych partii, a także premiera rządu. Pytanie jest proste, 3x dlaczego:
- dlaczego w Polsce nie docenia się takich naukowców,
- dlaczego stawia się na przestarzałe technologie,
- wreszcie dlaczego nie wykorzystuje się nadarzającej szansy. Gwoli ścisłości dodajmy, że do metody prof. Nazimka kilku naukowców wyraziło uwagi krytyczne.
Wszystko wskazuje na to, że „Polak potrafi” tylko później nie ma siły przebicia. Dziś wiemy jak zaczyna, ale jeszcze lepiej wiemy jak kończy. Tak było z wynalazkami Lucjana Łagiewki, inż. Kowalskiego (turbinka do pf 126p i Poloneza), Jacka Karpińskiego (który wyprzedził samego Billa Gaetsa), Romana Kluski z Optimusa i wieloma innymi. Czy to samo spotka prof. Nazimka?
redakcja autoflesz.com
Źródło: Technology Review, wikipedia.pl, drewnozamiastbenzyny.pl

