Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy URC 2026 – polskie firmy podpisały list intencyjny

Nie milkną echa niefortunnej decyzji zarówno prezydenta Ukrainy, jak i Karola Nawrockiego. Zdaniem prof. Motyki znajdujemy się na równi pochyłej, a proces odbudowy zaufania wymaga czasu. Czy starczy go do zakończenia wojny w Ukrainie?

fot. AFP/ Wojciech Radwański

Zdaniem analityków wojna w Ukrainie zdecydowanie przechyla się na stronę bohaterskich żołnierzy ukraińskich, dronowe uderzenia w największe składy paliwa, rafinerie, powolne odcinanie Krymu od stałego lądu, to tylko niektóre działania strony ukraińskiej. Władimir Putin jest coraz bardziej przyparty do muru, dostaje niepełne informacje z frontu, a państwo – mówiąc kolokwialnie - jest coraz bardziej niewydolne. Reglamentacja paliwa na stacjach, strach przed ukraińskimi dronami, naloty na przedmieścia Moskwy, to tylko niektóre działania powodujące strach mieszkańców stolicy Rosji.

W tle, odbyła się już  Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy URC 2026, na której nie było rzecz jasna prezydenta Zełenskiego, bo jego zdaniem to Polska i Polacy ponoszą winę za tę napiętą sytuację między stronami. Trudno się z taką opinią zgodzić, zwłaszcza w obliczu żyjących świadków,  pamiętających rzeź na Wołyniu. Stało się, jak się stało, ale konferencja odbyła się i podpisano szereg ważnych umów, listów intencyjnych, były  gesty przyjaźni, rozmowy. Jak podawały media prezydent Nawrocki nie był obecny na tej konferencji, miał własny plan, a tak naprawdę nie dostał zaproszenia. Komentarz zbyteczny, pominiemy go przechodząc do najważniejszych punktów URC 2026.

Wspomniany list intencyjny  został podpisany w obecności ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna oraz wiceminister Elizy Zeidler. Sygnatariuszami byli przedstawiciele największych państwowych spółek energetycznych, w tym wiceprezes PGE Katarzyna Rozenfeld oraz prezesi Orlenu, Enei i Tauronu — Ireneusz Fąfara, Grzegorz Kinelski i Grzegorz Lot. List intencyjny, to ważny krok przy realizacji przyszłych projektów energetycznych, ale nadal nie idą za tym konkretne działania. Mieliśmy przykład przy wyborze partnerów polskich elektrowni atomowych - nie zrobiono nic, albo niewiele, zaś ludzie odpowiedzialni za ten proces brali potężne pieniądze.  Dziś zapominają także o CPK (obecna nazwa Port Polska) pod  Baranowem, upominając jednak stronę rządową przy  każdym potknięciu. Sam Jarosław Kaczyński zapomina, że miał operowane biodro bez kolejki, a dyrektor szpitala, jak chorągiewka witał pacjenta przed schodami do warszawskiej kliniki. 

Minister aktywów państwowych podkreślił, że odbudowa Ukrainy będzie jednym z największych projektów gospodarczych od zakończenia II wojny światowej. Przypomnijmy jednak, że w Iraku także byliśmy wiernymi sojusznikami Stanów Zjednoczony, ale nie dostaliśmy nawet małego źródełka z ropą.

- Nie wyobrażam sobie, żeby polskie firmy nie brały w nim udziału. Ta dzisiejsza inicjatywa połączenia sił firm energetycznych, największych spółek Skarbu Państwa do tego, żeby realizować takie projekty w relacjach z Ukrainą, jest tego naczelnym dowodem - powiedział Wojciech Balczun.

Podpisany list intencyjny nie jest nadal żadną umową, ale ma skoordynować działania największych krajowych firm paliwowo-energetycznych przy odbudowie i modernizacji ukraińskiego systemu energetycznego. Jak to się przełoży na konkretne działania w niedalekiej przyszłości... zobaczymy. Interesującym problemem staje się w tym świetle proces wyborczy w Ukrainie. Wołodymyr Zełenski ma duże szanse – po tym politycznym zwarciu – na reelekcję, teraz popiera go znaczna część Ukraińców. Należy też pamiętać, że zarówno Polska, jaki i Węgry w tej napiętej - obecnie sytuacji -  po nadaniu jednostce wojskowej tytułu ”Bohaterów UPA” wcale nie muszą zagłosować za przystąpieniem Ukrainy do Unii Europejskiej.

Na Kremlu zaś, tylko Władimir Putin cieszy się z takiego obrotu sytuacji. Prawdę powiedziawszy już ma swoiste  déjà vu, co więcej,  musi uważać na swoją głowę, gdyż jest oskarżony przez MTK w Hadze o zbrodnie wojenne.

redakcja autoflesz.com

 

Z ostatniej chwili:

- Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować - oświadczył w niedzielę Wołodymyr Zełenski. Z okazji Dnia Konstytucji Ukrainy prezydent poinformował o złożeniu projektu ustawy o Panteonie Narodowym. Słowa te padają w cieniu poważnego sporu z Polską, to już nie jest zwarcie, to policzek wymierzony Polsce i Polakom.

Działalność Ukraińskiej Powstańczej Armii stanowi od lat jeden z najbardziej spornych tematów między Warszawą a Kijowem. Zgodnie z ustaleniami polskich historyków w lipcu 1943 roku oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków. Zbrodnia ta, będąca kulminacją tragicznych wydarzeń na Wołyniu, jest przez Polskę klasyfikowana jako ludobójstwo.

Strona ukraińska ocenia inaczej. Wielu  polityków i badaczy przedstawia  te traumatyczne wydarzenia  jako element symetrycznego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony. Dlaczego? OUN i UPA funkcjonują w ukraińskiej  historii - przede wszystkim - jako symbole powojennego oporu antysowieckiego oraz organizacje walczące o niepodległość kraju. /źródło: Kamila Gurgul, wp.pl/

Wdzięczność, czyżby była nieznana stronie ukraińskiej?*

*/  Wdzięczność to emocja oraz świadoma postawa doceniania dobra w życiu. To nie tylko zwykłe „dziękuję”, ale głębokie poczucie uznania dla ludzi, doświadczeń czy drobnych codziennych momentów, które pozwala czerpać większą satysfakcję z życia i budować odporność psychiczną.

Czyżby Wołodymyr Zełenski zapomniał pierwszą wizytę w Białym Domu (28 lutego 2025),  gdzie sam prezydent Trump przypomniał mu o wdzięczności, a efektem tej nieudanej wizyty było wyproszenie gościa z Gabinetu Owalnego? Dziś zamiast poważnych rozmów o wspólnej przeszłości i przyszłości pomiędzy Karolem Nawrockim i prezydentem Ukrainy mamy potężny impas. Oczywiście Zełenski nie musi za wszystko dziękować, ale to,  co zrobili Polacy dla uciekających przed wojną  Ukraińców jest czymś więcej niż tylko spełnieniem dobrego uczynku. Co więcej, strony, jak również prezydenci polskich miast zapominają, jak  spontanicznie Polacy pomagali Ukraińcom, jak wozili  cale rodziny z Centrum Pomocy pod  wskazane kwatery, jak poświęcali swój czas, aby wykonać kilka kursów dziennie prywatnymi samochodami (bezpłatnie), aby dowieźć na miejsce np. matkę z dzieckiem. Czy było chociaż słowo dziękuję?

Dziś nadal wykorzystuje się tragedię Wołynia do celów politycznych, a powinni tą sprawą zająć się historycy,  nie politycy. Niestety IPN i jej ówczesny prezes Karol Nawrocki nie zrobił w tej sprawie nic, albo niewiele. Być może słupki procentowe w kampanii przedwyborczej skoczą prawej stronie, ale niesmak, brak profesjonalizmu, znajomości podstawowych zasad dyplomacji... pozostanie. 

Publish modules to the "offcanvas" position.