Tunezja kojarzy się Polakom jako raj dla turystów. Optymiści zauważą jednak tylko dobre strony tego islamskiego zakątka Afryki Pn. Pesymiści wytoczą armaty przeciw uspokajającym komunikatom polskiej ambasady i MSZ. Niezależnie od wyważonych słów min. Sikorskiego, okres po tzw. jaśminowej rewolucji odcisnął jednak piętno na Tunezyjczykach.
fot. Krzysztof Golec, redakcja autoflesz.com
Tunezja bliska jest sercu większości Polaków, wszak to zaledwie 2,5 godziny lotu z Gdańska, zapewnione 2 tygodnie palącego słońca, do tego malownicze krajobrazy, zapierającą dech w piersiach kultura, bogata historia i… całkiem przystępne ceny dla rodaków (piwo 2 DT, pepsi-cola 0,33l 1,4 DT, chipsy 100g 2 DT, dezodorant 4-7 DT, jazda bryczką ok.4 km 3 DT, woda gazowana 500-600 milimów). Ale po kolei...
Tunezja bez prezydenta - parlamentarne wybory dopiero jesienią
Po tzw. jaśminowej rewolucji widać zmiany. I choć w Tunezji nie było tak naprawdę konstruktywnej opozycji, aż 23 lata rządów dyktatury b. prezydenta Ben Ali odcisnęło piętno na zwykłych ludziach. To oni, wykorzystali najnowsze nośniki informacji (Facebook, Internet) i wyszli na ulice. W Tunisie zginęło co najmniej kilkaset osób, los rannych i zaginionych nadal jest tajemnicą.
fot. Krzysztof Golec,autoflesz.com \ Tunezja widziana z lotu ptaka
Ben Ali opuścił kraj z żoną i uciekł z kilkoma tonami złota do Arabii Saudyjskiej, prosząc o azyl polityczny. Ten epizod wzburzył Tunezyjczyków, prawdę powiedziawszy, nadal nie chcą rozmawiać na tematy polityczne. Kraj był rządzony twardą ręką, wsparcia udzielał sam Kaddafi i byli prezydenci Francji. Trzeba bowiem wiedzieć, że od 1881 roku do 1956 r. trwał protektorat francuski (znacznie, znacznie wcześniej ok. 814 r. p.n.e. spichlerz Rzymu). Do dziś, obok obowiązującego j.arabskiego, francuski jest używany w urzędach, sklepach, hotelach i tłumnie odwiedzanych bazarach.
Tunezyjczycy nie zmienili się, nadal są bardzo otwarci dla Polaków, Rosjan, Czechów czy Słowaków. Nie chcą, a może nadal się boją rozmawiać o polityce. Jednak ich wystąpienia, sugestywne, wręcz burzliwe i krzykliwe, pod posterunkami policji czy urzędami kończą się barykadowaniem ulic i interwencją mundurowych.
Na lotniskach, dużych węzłach komunikacyjnych, a nawet hotelach ostentacyjnie stacjonują uzbrojeni funkcjonariusze i żołnierze specjalnych formacji. Choć nie ma oficjalnego zakazu robienia zdjęć, dyskretny agent, zwraca uwagą turyście. Jeśli nie posłuchasz, możesz pozbyć się karty pamięci, a nawet drogocennego Nikona czy Canona. Przyjęliśmy to do wiadomości, ale i nasza stanowczość stonowała reakcję agentów, zwłaszcza iż mieliśmy koszulki z logo sztuk walki (a umiejętności też nie od parady).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com \ Nebuel. glówna ulica
Na lotnisku, kiedyś nazywanym im. Zine El Abidine Ben Alego w Enfidii, nadal stacjonuje wojsko, a posterunki są wpisane w malowniczy krajobraz. Bądź pewny, że na tunezyjskie lotnisko, (czytaj: jak kiedyś w Krakowie niezauważenie wniesiono na płytę makietę pocisku typu „strzała”), nie przedostaniesz się niezauważony. Pierwszy kontakt z tym islamskim w 98 proc. krajem jest zaskakujący dla Polaka. Ale…
Nie spotkaliśmy przypadków niechęci czy agresji w stosunku do Polaków
Wręcz przeciwnie. Nawet policjant na dość sfatygowanym motocyklu bmw 1200R pozował chętnie do zdjęć i „przybił piątkę”. Co więcej, zaproponował nawet przejażdżkę tym mastodontem.
Jednym słowem, z ciepłym przywitaniem „jak się masz” możesz spotkać się na co dzień. Miejscowi, handlarze na targowiskach, a nawet hotelowi barmani powiedzą kilka słów po polsku – o ile sobie na to zasłużysz. Ale jak to zrobić? Tego nie wiemy, byliśmy po postu, naturalni.
Obcego wyczuwają na milę, byliśmy więc wielokrotnie zaczepiani w miejscach publicznych, nigdy nachalnie, czy z podtekstami prostackiej maniery. Młodzi handlarze bardzo chcieli wiedzieć, a raczej nauczyć się kilka podstawowych słów po polsku: (…) jak się masz, jak ci na imię, skąd jesteś, etc. Hitem ostatnich dni była nawet „Baba Jaga”, dlaczego właśnie ona, nadal nie wiemy.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com \ Hammamet, satcja Shell
Ciągnąć ten temat można do białego rana. Ale ramówka zmusza do skrótów i wyłuskania najciekawszych wątków. A jest ich trochę. Zatem cumujemy w Nabeul...
Błogi, hotelowy raj
Hotele, to najczęściej trzy- lub czterogwiazdkowe standardy. Nie można jednak przyrównać ich do polskich warunków czy oceny wg katalogu Michelin. My zwiedziliśmy co najmniej kilkanaście, ale spore wrażenie robił "Cheops" (olimpijska pływalnia, sklepy, bardzo zadbane obiekty, wieczorna animacja, świetna kuchnia) i "Les Pyramides" w Nabeul (miła obsługa, początkowo niesprawna klimatyzacja, nieurozmaicone jedzenie, znakomita lokalizacja, kreatywni animatorzy z „Jamajką” na czele, starannie czyszczony basen).
Ten ostatni hotel położony jest na samiutkim morzem, wystarczy przejść przez zamykaną bramkę (zawsze o 18.30) i rozłożyć plażowy majdan nad brzegiem. Fali nie ma jak nad polskim Bałtykiem, białego piasku też nie uświadczysz. Ale spokojna tafla wody i linia brzegowa, bez charakterystycznych meandrów, jak w Chorwacji jest do zaakceptowania. Do końca pobytu nie zaakceptujecie jednak sporego zasolenia morskiej wody, błogiego tumiwisizmu i wyśrubowanych cen na sprzęt wodny (jetski 45 DT/ 15 min., banan 35 DT/ osoby).
Z tym mają problem sami Tunezyjczycy, woda morska jest odsalana. Mimo to, czuć słonawy posmak, zwłaszcza podczas mycia zębów. Z oczywistych względów nie nadaje się do picia, nawet po przegotowaniu. Tylko szalony Bear Grylls „Skoła przetrwania” na Discovery powiedziałby, iż smakuje lepiej niż wyciśnięty płyn z trzewiów wielbłąda. Brrr! Robi się niesmacznie. Dlatego kanonem podstawowym jest świeża wodna pitna z naturalnych źródeł za 450-600 milimów lub naturalnie gazowana „Garci”; litr za ok. 800 milimów.
Pokojówka jest ważna, jeśli nie najważniejsza
Bynajmniej nie chodzi tu o podteksty w stylu znanego macho Straus-Khana. Warto zaprzyjaźnić się z tymi damami; pamiętaj zawsze chodzą razem. Najciekawiej jest właśnie podczas sprzątania. Pokojówki robią to dość ślamazarnie, z wykorzystaniem najprostszych technik (czytaj: mycie podłogi, patio jeśli zasłużysz, wymiana pościeli także). Ale trudno pracować przy 42 stopniowym upale, z „kiecką” od stóp do głowy i w szczelnej chuście! Pomyliłby się jednak ten, kto już myśli, że pokojowe wcale nie interesują się twoim „roomem”.
Wszystko zależy od pierwszego poznania. Jak z pierwszą miłością, albo zaiskrzy, albo będziesz się motał bracie z niesprawną klimą i wszechwładną telewizja arabską Al Jazeera. Jednak, jeśli zaiskrzy (wystarczy zostawić skromny napiwek), masz codzienną obsługę z… wymianą pościeli i ręczników. Bracie, tak nie obsłużą Cię nawet w warszawskim Sheratonie!
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Spytacie dlaczego? Odpowiedz jest prosta. Przeciętna pensja pokojówki to 200 DT (1DT ok. 2,10 PLN), a średnia pensja w Tunezji to 300 DT. Jedynie lekarze, bankowcy, policjanci czy właściciele firm budowlanych zarabiają znacznie więcej. Wystarczy powiedzieć, że luksusowe wille i takie same samochody pojawiają się tam częściej niż deszcze nad tunezyjskim niebem. Toyota Camry, Porsche Cayenne czy „najpodlejszy” Hyundai Sonata, to juz stały wizerunek każdego większego miasta i willi z basenem.
Dobrnęliśmy do motoryzacyjnego szaleństwa
Specjalnie zostawiliśmy ten temat na deser. Powiemy wprost, przeważają samochody francuskie, szczególnie Renault i… Dacia. Logan 1.5 dCi jest najczęściej wykorzystywany jako tania taksówka. Za przysłowiowe 11 DT zawiozą Ciebie w dowolne miejsce oddalone nawet o 80 km (np. z Nabeul do Hammamet na niedzielną mszę). Katolickich kościołów nie ma, najbliższy we wspomnianym Hammamet, dominują meczety i muzułmańska muzyka.
Jeśli myślicie, że miejscowi dbają o samochody jak Polacy, Belgowie czy Niemcy, to ponownie jesteście w błędzie. Autka są poobijane, z urwanymi błotnikami i zderzakami. Nawet Mercedesowi i BMW nie przepuszczą. Tu jeździ się na grubość lakieru, a parkuje byle gdzie. Linia ciągła, zakaz parkowania, skrzyżowanie, a nawet wydzielone zatoczki na rondzie są po to, aby wszystko ignorować. Zebry dla pieszych, owszem są, ale dla trąbiących właścicieli czterech kółek i lawirujących pomiędzy nimi skuterów; czasem nawet osłów i... wielblądów.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Te ostatnie jednoślady (najczęściej Peugeot 50 ccm) wyglądaj jak padnięte koguty po walce. Urwane błotniki, brakujące lampy, strzaskane osłony silnika, hamulce – owszem były, tylko w dniu zakupu. Najciekawsze jest to, że nikt nie robi z tego problemu, a czystość aut (raczej to co zwykle pod kurzem, błotem i ptasimi odchodami) to codzienność. Sami widzieliśmy obrazek, jak całkiem ładna Arabka otworzyła tylne drzwi Renault Symbol. Miała pecha, bo zaparkowała przy słupku. I co – walnęło coś, a ona nawet nie była zainteresowana, iż właśnie pojechała po lakierze i wykonała klasyczne harakiri. To normalne i nie wzbudza żadnego zainteresowania miejscowych. Polak już by się zapłakał i smalił cholewki do ubezpieczyciela.
Benzyna tańsza o połowę
Jeszcze przed rewolucją benzyna kosztował kilkaset milimów. Dziś trzeba zapłacić 1,05 DT, olej napędowy kosztuje ok. 900 milimów. Stacje benzynowe nie rosną jak grzyby po deszczu, przeważa Shell, Total i nieznane bliżej arabskie kantory. Dosłownie, bo trudno nazwać te przybytki stacjami tankowania. Nawet w PRL-u mieliśmy ciekawsze rozwiązania. Trudno nam mówić o jakości paliwa, ale miejscowi nie narzekają.
Jeśli tak, to muszą królować samochody z jednostkami Diesla. I tak jest. Najwięcej zauważyliśmy pikapów Isuzu, popularnością dorównywały Toyoty Hilux i Nissany Navara. Jeśli mowa o osobowych, to jak powiedzieliśmy nieco wcześniej, dominuje marka Renault, tuż za nią są Peugeoty, Dacia, Citroen, Kia i Hyundai. Ople, Fiaty i Volkswageny widuje się okazjonalnie.
Jak nam powiedział jeden Arab, warsztatów samochodowych z prawdziwego zdarzenia jest mało. Istniejące to średniowiecze, obok straganów z owocami i punktów wulkanizacji. Ale ponoć Arabowie, to mistrzowie prowizorki. Przypomnijmy, że sam Lech Wałęsa mówił, iż prowizorki są najtrwalsze. Coś w tym jest.
Muzułmanki i ich stroje, miejsca warte podpatrzenia
Odmienna kultura, bogata przeszłość, wpływ dawnych cywilizacji widać na każdym kroku. Tunezja znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Aż osiem miejsc: Kartagina, Medina w Tunisie, Sousse i Kairuan, El Jem, Kerkouane, Dougga i Rezerwat Ichkeul warto odwiedzić z aparatem fotograficznym. Miejscowi przewodnicy, mają jednak odmienną listę. Z pewnością znajduje się na niej: Sahara i Berberowie (tubylcy mieszkający na pustyni warunkach średniowiecza), Sidi Bou Said, port El Kontaoul, Dżerba (Tahiti Morza Śródziemnego), kraina Berberów (Matmata), słone jezioro Chott El Jerid, (250 km długości, 80 km szerokości).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
W każdym z tych miejsc zobaczymy muzułmanki. Ich codzienne stroje, kolorowe, szare i czarne są rozpoznawalne jak stroje Armaniego, Bossa czy Lagerfelda. Jak nam powiedział miejscowy przewodnik, te czarne wskazują na ortodoksyjny sposób życia zgodnie z obowiązującymi kanonami islamu. Zwykle to mniej wykształcone kobiety, wychowujące dzieci, traktujące swojego męża jak guru. Nie rozmawialiśmy na tematy wielożeństwa, to sprawa bardzo intymna i osobista dla każdej muzułmańskiej rodziny. Ponadto, kilka żon wymaga odpowiedniego statusu społecznego jej wybranka, nie każdy może sobie pozwolić na taki „luksus”. Jeśli czytelnicy mają więcej informacji na ten temat, czekamy na ciąg dalszy.
Mimo to, kobiety nie żyją jak zakonnice w rozwiązanym niedawno klasztorze w Kazimierzu n.Wisłą. Bezproblemowo wykonują swoje hierarchiczne obowiązki, kierują samochodami, a nawet (z całym szacunkiem dla emancypantek) zajmują wyższe stanowiska w bankach i nadmorskich kurortach. Seniorki, handlują nawet złotem na bazarowych straganach.
Na co zwrócić uwagę
- Nawet po rewolucji, Tunezja jest bezpiecznym krajem. Wszędzie jednak panuje pozorny chaos i przerażający brud. Jeśli się do tego przyzwyczaisz, dobrniesz do końca swojej podróży w tym ciekawym zakątku świata.
- Jeśli lecisz czarterem z lotniska Gdańsk-Rębiechowo zaparkuj swój samochód na strzeżonym parkingu. W żadnym wypadku nie zostawiaj na stacji benzynowej. Po powrocie możesz zostać bez kół. W korzystniejszym wariancie nie masz powietrza bracie.
- Jeśli wypożyczysz samochód z tzw. niebieska tablicą, miejscowi specjalnie polują na jelenia. Nie zdziw się, jak będą Cię mijać z prawej strony, zajeżdżać drogę, blokować czy trąbić. Tu to normalność. Gorzej, jeśli Cię „stukną”.
- Nigdy nie akceptuj ceny proponowanej przez Araba, musisz handlować. To w dobrym tonie. Nie rób tego tylko w markecie, musisz zapłacić tyle ile wyświetlił skaner.
- Nie połakom się na tunezyjskie piwo, takiego napitku nie zaserwują Ci nawet na dworcu w Kutnie. Skosztuj jednak daktylowego likieru i tunezyjskiej whisky, obowiązkowo sypanej kawy z mlekiem. Alkohol jest tu wskazany, zabija florę bakteryjną i stanowi naturalny filtr dla Europejczyka. Dzieci mogą wypić całkiem smaczny zamiennik pepsi-colę, zapobiega biegunce.
- Nie korzystaj z usług miejscowych naciągaczy, oferujących wycieczki, karawanę wielbłądów czy jazdę quadami. Zwykle to nieubezpieczone eventy, niewiele tańsze od tych oferowanych przez biuro podróży.
- W razie ukąszenia przez nieznane owady powodujące rumień, obowiązkowo zgłoś wizytę lekarza. Zapłacisz w hotelu 50 DT+ medykamenty. Po powrocie do Polski ubezpieczalnia zwróci Ci wydaną sumę. Pamiętaj, aby zażądać zaświadczenia od udzielającego pomocy doktora, przechowaj receptę z pieczątką apteki. Nie lekceważ żadnego ukąszenia, dla alergików może być niebezpieczne („Komarol” lub podobny specyfik zadziała tylko na tutejszego kota, choć… nie jest to takie pewne).
- Nie kupuj mięsa na bazarach. Choć jest badane, może zawierać bakterie powodujące biegunkę. W przetworzone mięso i żywność zaopatruj się w państwowym markecie. Już wiedzą, że trzeba zakładać rękawiczki i zapakować w papier, a nie gazetę.
- Pamiętaj o higienie stóp. Grzybica atakuje w hotelowych prysznicach i basenach. Dawaj drobne napiwki pokojówkom. Masz święty spokój, podwójną poduszkę i pewność, że nic nie zniknie z pokoju. Uspokajamy, nie zanotowano w naszym hoteli żadnej kradzieży.
- Na pokładzie samolotu wypełnij wizę pobytową, żądają tego celnicy na lotnisku Enfidia i każdym innym w tym kraju. Bez niej strzelający wzrokiem urzędnik celny wyśle Ciebie na koniec kolejki lub do tłumacza.
- Nie poddawaj się presji bagażowych na lotnisku. Są etatowymi pracownikami, chętnie zaopiekują się twoim bagażem, ale na koniec zażądają 3 dolarów! Nie ufaj do końca rezydentce w sprawach logistyki. Jej główny cel to kasować dinary lub dolary za wycieczki. Informacja o zepsutej klimatyzacji, z pewnością nie dotrze do recepcji hotelu.
Od redakcji: bardzo ważnym elementem takiej podroży jest samochód, a dokładniej jego zabezpieczenie na czas pobytu. W tym miejscu informujemy, że jest i na to sposób. Dosłownie przy lotnisku możemy zamówić sobie strzeżony parking. My trafiliśmy na parking lotniskowy "Akacja" przy ul. Słowackiego 273. Właścicielka pani Beata Młyńska dowozi i odwozi swoich klientów pod sam terminal w Rębiechowie. Obsługa parkingowa, pierwsza klasa. Polecamy ten parking innym, cena za 2-tygodnie pobytu 105 zł. Przy odbiorze klient otrzymuje kupon rabatowy stałego pobytu na rok następny.
Autor: Krzysztof Golec, AutoFlesz | 2011-07-10 19:59















