"Gdy Bóg zakończył stwarzanie Skandynawii, zostały Mu najpiękniejsze części krain Północy. Wrzucił je do Bałtyku i tak powstał Bornholm". Podczas jednego z ostatnich weekendów października mieliśmy okazję spenetrować tę wyjątkowo uroczą i ekologiczną wyspę należącą do Danii.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com\ Bornholm jakiego nie znacie - zupełnie inny świat na wyciągnięcie ręki
Nie była to li tyko wycieczka krajoznawcza. Naszym celem nadrzędnym było dotarcie do źródeł czystej energii, sprawdzenie ekologicznych rozwiązań na trasie Nexo, Gudhjem, Allinge i Ronne. Przy okazji warto, co nieco, powiedzieć o tutejszej kulturze, atrakcjach turystycznych i rozwiązaniach komunikacyjnych.
Ekologia ponad wszystko
Należąca do Danii „zielona wyspa” leży zaledwie 103 km od polskiego Wybrzeża Bałtyku. W sezonie można tam płynąc promem z Polski przez Szwecję, z niemieckiego Sassnitz do Ronne (od kwietnia do października) lub katamaranem „Jantar” z Kołobrzegu do Nexo. Warunkiem dobrego rejsu jest spokojne morze, obligatoryjne rozstanie z nierozłączną Nokią (totalny brak zasięgu, gdy chcesz opisać ważnej dla Ciebie osobie, niepowtarzalny wschód i zachód słońca na Bałtyku) i chęć poznania intrygującego kawałka świata, specjalnie wyróżnionego przez Stwórcę. Amatorzy lotów mogą skorzystać z kilku połączeń lotniczych do Airportu Ronne Bornholm (ostatnio uruchomiono lot z Gdańska liniami Blekingeflyg, ponadto Warszawa-Kopenhaga-Ronne liniami SAS i LOT). O walorach i atrakcjach nieco później, ten dział poświęcimy ekologicznym rozwiązaniom spotkanym na wyspie.
W każdej portowej marinie spotkacie przyjazną duszę, wojskowy porządek i praktyczne rozwiązania. Chociaż mało tu jeździ samochodów elektrycznych, dość często można spotkać skutery i ciągniki portowe zasilane energią elektryczną. Ich ładowanie odbywa się bezpośrednio z kilku portowych paneli, umożliwiających podłączenie wtyczki sieciowej do odbiornika czystej energii.
Rozwiązania nietypowe dla samochodów elektrycznych, jak Toyota Prius plug-in, Honda Jazz hybrid czy Chevrolet Volt są do opanowania po zastosowaniu tzw. przejściówki. Koszt przejechania 100 km (w przeliczeniu na złotówki to ok. 5 zł, w Polsce już 7 zł).
Benzyna Pb95, niestety jest tu bardzo droga i kosztuje 11,59 DKK, ON 10,76 DKK (1 DKK = ok. 0,57 PLN). Gazu LPG i CNG tu nie uświadczysz, dostępne są jedynie butle turystyczne.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Jak rozwiązano ogrzewanie?
Wyspa na południowo-zachodniej części Bałtyku jest niezwykle czystą, mało zamieszkałą enklawą (ok. 45 tys. głównie rdzennych Bornholmczyków). Podstawowym źródłem ogrzewania jest olej opałowy, pellety, a także ekogroszek i drewno.
Elektrownie wiatrowe są szczodrze dotowane przez państwo. Niestety nie zasilą całej wyspy. Ostatnio, coraz śmielej mieszkańcy wykorzystują ogrzewanie solarowe. Trzeba też wiedzieć, że ciepły, niemal śródziemnomorski klimat (rosną tu nawet figowce), z dużym nasłonecznieniem, sprzyja tego typu inwestycjom.
Podstawowym źródłem energii elektrycznej jest elektrownia w Ronne (zasilana energią odnawialną). Jeśli to nie wystarczy np. w sytuacjach krytycznych, pod dnem Bałtyku Duńczycy poprowadzili linie energetyczne przesyłające prąd prosto ze Szwecji.
Najmniejsze wyspy wokół... wyspy
To kolejny cud jakim Stwórca obdarował Bornholm. Dwie malutkie wysepki Christianso oraz Fredrikso widać jedynie przy dobrej widoczności z portu Gudhjem. Pierwsza z nich, zamieszkała jedynie przez 45 mieszkańców, jest jednocześnie wojskową bazą morską Danii. Nie ma tu samochodów, autobusów ani pociągów. Wojskowy komendant zabronił nawet hodowli... psów i kotów, w obawie przed zanieczyszczeniem środowiska. Przy odrobinie autoironii można rzec, że nie ma tu niczego, jak kiedyś w dość popularnym klipie kandydata na prezydenta. Tymczasem są tu ludzie, artyści, malarze i poeci.
Niewielu udaje się tu wytrzymać do końca życia. Ale jeśli myślicie, że to skazańcy zamku If, jak w powieści „Hrabia Monte Christo” A. Duma, to błąd. To tacy zapaleńcy jak Robinson Crusoe, często z duszą artysty i lekkoducha. Nawet jedyny lekarz sam nie wie, czy siedzi tu za karę czy z potęgi miłości. Podobno przygnało tu tego przystojniaka za piękną, a przede wszystkim rezolutną, córką komendanta.
Atrakcje turystyczne Bornholmu
Nie uwierzycie, ale najlepszym sposobem poznania Bornholmu jest samo poznanie. Świetnie pomaga w tym rower (wynajęcie ok. 65 DKK od osoby na cały dzień). Niemal 250 km ścieżek rowerowych; skrajne punkty wyspy dzieli zaledwie... 40 km. Wytrawni rowerzyści pokonują ten dystans lajtowo, pomiędzy pierwszym a drugim śniadaniem. Niezwykle dokładnie oznaczono trasy dla cyklistów.
Jeśli nie chcesz dalej jechać, bo natrafiłeś np. na Sommerfuglepark (park motyli) znajdziesz miejsce na odpoczynek na polu namiotowym, hostelu (tanie hoteliki) czy urokliwym pensjonacie. Jeśli masz jeszcze więcej szczęścia, możesz znaleźć kwaterę u mieszkających tu Polaków (oprócz rdzennej ludności wyspę zamieszkują też Szwedzi, Niemcy a także Polacy i... liczni artyści z bogatą przeszłością). Zapłacisz wtedy ok. 100 DKK, zamiast 200-300 DKK na kwaterze (ważne: nie chcą przyjmować na jedną noc).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Ceny mogą szokować, ale są adekwatne do miejscowych zarobków. Promy, katamaran (z Kołobrzegu) bezproblemowo zabiera rowery, a nawet skutery i motocykle. Można je także wypożyczyć w każdym porcie i marinie. Czy warto zatem targać z Polski, każdy musi przeanalizować sam.
Wrażliwi na uroki pogody i bardziej wymagający kierowcy mogą wypożyczyć także samochody; w Nexo doba kosztuje 399 PLN (tu bezproblemowo zapłacisz złotówkami). Ciekawostką jest tu benzyna Pb 92, niestety jej cena niewiele się różni od Pb 95.
Stacje paliw (Shell, Statoil TF24, Netto) są niemal tak samo wyposażone jak w Polsce, z tą jednak różnicą, że toalety i prysznice są bezpłatne. Bez problemu mogą z nich korzystać inwalidzi na wózkach. Dla rodzin z małymi dziećmi kuszącą propozycją odpoczynku i regeneracji sił są domy typu Novasol (przed sezonem, maj ok. 1199 zł za tydzień dla 4 osób, w szczycie sezonu 4 osoby zapłacą 1444 zł).
Wyspa kusi bogactwem runa leśnego, można tu zbierać wyjątkowe okazy najsmaczniejszych grzybów (w szczególności rydze i prawdziwki). Prawda jest taka, że miejscowi nie traktują grzybów za narodowy przysmak. To Polacy penetrują lasy Almindingen (sztuczny kompleks o pow. 2400 ha). W tym samym kompleksie rozgrywane są słynne biegi na orientację (szczególnie we wrześniu).
W Almindingen znajduje się również największe na wyspie skupisko jezior. Największe to Batemose, ze wzniesieniem Rytterknaeten (najwyższy punkt wyspy 162 m n.p.m.).
Ciekawostką jest tu Dolina Echa (Ekkodalen); warto zwrócić uwagę na jej niezwykły krajobraz oraz możliwości akustyczne. Podobno można usłyszeć szept zakochanych, rozstawionych naprzeciwko siebie, na dużej odległości. Nie sprawdzaliśmy, jakoś te zakochane pary odreagowywały "bujany" rejs po Bałtyku, zawierzyliśmy naszej przewodniczce na słowo.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Przysmaki prosto z wyspy
Homara jada się nie zawsze i nie tylko w najlepszych restauracjach znanych z „Czerwonego przewodnika Michelin”. W Listed zjesz ten przysmak na białym obrusie, w Hummerhytten spałaszujesz niemal wszystko z serii owoce morza (jednak pamiętaj: homar kanadyjski kosztuje tu 179 DKK).
Wędzarnie w Listed, Svaneke i Hasle należą do najlepszych. A już szczytem wyrafinowania jest Hasle Røgeri - przyjrzeć się tu można procesowi wędzenia sławnych bornholmerów, tj. wędzonych śledzi. Przysmakiem serwowanym na miejscu jest „Słońce nad Bornholmem” (Sol over Bornholm) - to świeżo uwędzony śledź z surowym żółtkiem, rzodkiewką, szczypiorkiem i porcją chleba. Niestety, tu trzeba płacić duńską walutą.
Równie dobrą markę (Svaneke&Bolcher) mają słodycze ze Svaneke, produkowane w tradycyjny sposób od wielu lat. Turyści są nawet częstowani miejscowymi pysznościami, w tym gorącą czekoladą. Jeśli już zrobiło się Wam słodko można zmienić lokal i skosztować miejscowego Bjerne Bryg (bardzo mocne) lub delikatnego Tuborga (ok.20 DKK za 0,5 l).
Z kolei w Ronne kupimy i zjemy krojony ser Oste-Hjornet, naszym zdaniem jeden z najlepszych na świecie. Miejscowi zachwalają także ser wędzony z Fionii, ale nie próbowaliśmy tego przysmaku; ponoć z miejscowym piwem smakuje pysznie.
Zabytki – mapka w rękę i jazda przed siebie
Trudno wymienić wszystkie. Ale niewątpliwie sporo atrakcji czeka nas w Gudhjem, to perełka Bornholmu. Jadąc cały czas linią brzegową Bornholmu trudno nie oprzeć się wyjątkowo pięknym widokom, miejscom pamięci narodowej, a także odmienną kulturą i religią. O potędze i historii tego wyjątkowo interesującego miejsca świadczy zamek w Hammershaus, a właściwie jego ruiny. Ten trzynastowieczny warowny zamek, z fosą i kamiennym akweduktem (unikalny w skali europejskiej) ma ciekawą historię, przechodził z rąk do rąk, był ciężkim więzieniem, by wreszcie zostać wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Stąd rozciąga się klifowe wybrzeże i panorama Bałtyku; to trzeba zobaczyć, koniecznie sfotografować, niestety trudniej opisać jednym zdaniem. Powiemy jedynie - urokliwe miejsce w słoneczny, jesienny poranek.
Jeśli starczy Wam czasu i samozaparcia warto trafić do Osterlars, tu znajduje się Centrum Średniowiecza (zajęcie dla całej rodziny, pokaz broni i uzbrojenia, nauka strzelania z dawnej broni, pokazy walki rycerskiej).
Jadąc płaskimi jak szwedzki stół drogami szybkiego ruchu (nadal nie wiemy jak oni to robią), z wydzielonymi poboczami dla rowerzystów, nie możecie zapomnieć o zwiedzaniu rotundowych kościołów w stylu romańskim (Ostelars, Olsker, Nylars, Nyker). Datowane są na lata 1150-1200 i nadal zachowane w pełnej okazałości. Nasza przewodniczka, Polka z duńskim paszportem, też nie wiedziała dlaczego budowane były w takiej formie. Jedna z hipotez zakładała funkcje obronne, ale dziś została podważona. Inni dopatrują się tu wpływu zakonu Templariuszy. Często odbywają się tu uroczystości ślubne w obrządku protestanckim. Być może dlatego, przyciśnięty do białego muru, nasz kierowca podpowiedział, że świetnie tu schładza się Borholmer Aqvavit, 40 proc. wódka z posmakiem kopru i kminku.
Tego nie znajdziecie w przewodnikach
Bornholm kusi młodych dogodnymi warunkami osadnictwa. Dom do remontu można tu kupić za 500 tys. DKK, oczywiście w dogodnym systemie ratalnym. Problem jest tylko jeden, ciężko tu o pracę. Miejscowi zatrudniają się tylko w sezonie, średnia pensja to ok. 19 tys. DKK. Pomoc państwa, czyli zasiłek na poziomie miesięcznej pensji nie jest najlepszym rozwiązaniem. Tak jak w Polsce, nie jest wieczny i trzeba się meldować na każde żądanie magistratu.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Służba zdrowia nie jest tu wcale lepsza od naszej, najlepiej leczyć się prywatnie, albo... nie chorować! Najlepsze są tu tyko Domy Opieki Społecznej. Spytacie dlaczego? Bo jak fiskus ściąga z podatnika... nawet 60 proc. podatku, to ma chyba prawo taki senior na godne spędzenie "jesieni życia". Nasza przewodniczka też nie zamierza tu pracować bite 40 lat do pełnej emerytury, "jesień życia" chce spędzić w Polsce.
Tak to już jest. Narzekamy, biadolimy na swoje gniazdo jadąc za chlebem, a na starość ciągnie nas do matecznika.
Samochody i salony funkcjonują tak jak w Polsce. Nie opłaca się jednak miejscowym sprowadzać aut, ani ze Szwecji, ani z Niemczech. Podatki, akcyza, opłaty dodatkowe zaniżają atrakcyjność takiego zakupu.
Miejscowe auta rożnych marek nie są też wcale atrakcyjne dla Polaków. Tutejsze ceny i sposób traktowania samochodu, jako typowego środka transportu, zniechęca.
Przestępczość, praktycznie nie istnieje. Nie uwierzycie, ale nawet najdrobniejsze przypadki, występki, czyny zabronione załatwiane są w trybie natychmiastowej wykonalności. Nie widzieliśmy patroli policji, municypalnych i parkingowych. Nikt tu nie żeruje na turystach, nie zakłada blokad na koła, nie awanturuje się o miejsca na parkingu, nie ma opóźnionych pociągów (bo ich faktycznie nie ma). Nawet kierowcy liniowych autobusów nie zatrzasną Ci drzwi przed nosem, a taksówkarze mają obowiązek pomóc przy załadunku bagażu.
A podobieństwa? Z pewnością Morze Bałtyckie, ten sam zachód i wschód słońca, ta sama sztormowa fala, jednakowo zakochani w sobie ludzie. Widzieliśmy nawet scenkę nadającą się do kolejnego melodramatu Luca Bessona "Wielki Błękit", jak młoda Dunka tkliwe żegnała Polaka odpływającego do kołobrzeskiego portu na tygodniową wachtę. To wszystko warto zobaczyć, widzieć i czuć.
Co jeszcze podpatrzyliśmy. Młodzi Bornholmianie, uwielbiający spotkania w miejscowej marinie, głośną muzykę z tuningowanych zestawów car audio i charakterystyczny... pisk opon Hond Accord, Opli Vectra i Peugeotów 207 w szpanerskim pokazie.
Żyje się tu zupełnie inaczej. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, nikt nie pobiera opłat za wejście do zamku, ani za korzystanie z toalety i miejsca na parkingu. Pojemników na odpadki i śmieci, w każdej marinie, jest więcej niż w Krakowie pod Barbakanem czy na Starym Mieście w Warszawie.
Co więcej, morska woda jest naturalnym płynem technologicznym, a w kranie płynie wyłącznie najlepsza woda... mineralna, smakująca jak Kropla Beskidu, Muszynianka czy Żywiec Zdrój.
Po takim rekonesansie, najprawdopodobniej wrócimy tu za rok, jak kiedyś śpiewały „Czerwone Gitary”. Jeśli pamiętacie - z charyzmatycznym Krzysztofem Klenczonem.
Autor: Krzysztof Golec, autoflesz.com
obsługa własna | 2011-10-17 22:52, autoflesz