Tajemniczy Trójkąt: Głuszyca, Jedlina-Zdrój, Walim niedaleko Wałbrzycha, to dopiero początek sensacyjnej opowieści. Część druga czeka na swoich odkrywców, jak gaz łupkowy w Polsce. Dziś znacznie więcej informacji o skrytej tajemnicy III Rzeszy, a jednocześnie wyjątkowej atrakcji Dolnego Śląska - podziemnego miasta Osówka, gmina Głuszyca.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Potwierdzeniem tego faktu jest nagroda Kapituły Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej, która już w 2006 roku rozstrzygnęła konkurs na najciekawszą atrakcję turystyczną tego regionu - "Podziemne Miasto Osówka - Trasa Turystyczna".
Szarlatańskie wręcz teorie i hipotezy
Do dziś ścierają się teorie naukowców, historyków i poszukiwaczy skarbów na temat budowy tego sekretnego trójkąta (choć nie jest to dokładne określenie, z uwagi na dalsze, nadal nieodkryte kazamaty i sztolnie). Jedni twierdzą, że od 1943 r. budowano tu ostatnią kwaterę Hitlera, inni wskazują na tajne centrum naukowo-badawcze nad nową bronią. Nasz przewodnik dopowiada - „jądrowa”. Dodajmy, że „Wilczy Szaniec” przy tym obiekcie wygląda jak chińska zabawka.
Powiemy krótko, wracając z zamku Książ trzeba tu przyjechać, aby na własne oczy zobaczyć udostępnione do zwiedzania kazamaty, labirynty, sztolnie. Metro Warszawskie, to w porównaniu z tą sekretną inwestycją jest tylko zwykłą budowlą hydrotechniczną, zresztą na skutek błędów geofizycznych spartoloną na samym starcie.
Osówka, będąca najciekawszym ogniwem tego łańcucha, udostępnionym do zwiedzania, poraża perfekcyjnymi rozwiązaniami technicznymi, rozmachem, systemami odwadniającymi i napowietrzania, wydrążonymi w litej skale granitowych korytarzy. Kto to wymyślił, zaprojektował, nadzorował? Nie kto inny, tylko Albert Speer, nadworny architekt Adolfa Hitlera. Zdaniem wielu rozmówców, w tym przewodników i historyków, to genialny architekt, który w pewnym momencie swojego życia zaprzedał duszę diabłu.
Podziemne kazamaty, a dokładniej pozostałe labirynty (nadal nieodkryte) gminy Głuszyca i Wałbrzycha należy traktować jako tzw. Złoty Trójkąt prowadzący bezpośrednio do zamku Książ.
- W linii prostej z Osówki do Książa jest 11 km. Niestety, nadal podziemne przejścia czekają na swoich odkrywców – mówi przewodnik
Tajemnice podziemnego miasta docenili filmowcy
Jednym z najważniejszych i najdroższych był serial Bogusława Wołoszańskiego „Tajemnica twierdzy szyfrów”. Kolejnym był horror „Pora mroku”, ostatnim rosyjski film „ Norymberga”. Po każdym z tych dzieł sztuki filmowej scenarzyści pozostawiali rekwizyty, jak na przykład reaktor atomowy, stare samochody czy rozdzielnie wysokiego napięcia. W większości tych labiryntów oglądać można oryginalne stropy, wzmocnienia, szyby, rusztowania kanały wentylacyjne czy rozpoczęte urobiska. Wygląda to tak, jakby Niemcy celowo pozostawili tylko to, co miała zastać Armia Czerwona.
Kilka zaskakujących teorii planu RIESE
Powiedzieliśmy na samym początku, że w podziemiach zamku Książ szykowano Hitlerowi schrony mogące wytrzymać wybuch jądrowy. Logistycznie rozpracowano ten podziemny świat jak w najlepszym filmie science fiction. Nie jest tajemnicą, że pomiędzy zamkiem i co najmniej pięcioma kompleksami, jak ten w Osówce kursowały kolejki wąskotorowe z mijankami, jak we wspominanej już rzez nas "Pętli Boryszyńskiej". Niestety, teoria – jak dotąd – nie znalazła potwierdzenia w faktach, planach budowy czy zeznaniach świadków. Czyżby celowo?
Jedynie z pamiętników Speera wiemy, że obiekt ten i pozostałe (nieodkryte) wchodziły w kompleks wojenny o specjalnym przeznaczeniu RIESE („olbrzym”).
Jeśli chodzi o teorie wykorzystania tych podziemnych obiektów do produkcji bomby atomowej, to tylko można spekulować i wysuwać sensacyjne hipotezy. Jedyne co udało się nam ustalić, a potwierdzają to przewodnicy i badacze przygód, już w 1943 roku niemieccy fizycy dość często składali tu wizyty. Z całą pewnością nie odwiedzali li tylko zamku Książ i skazanej na banicję księżnej Daisy (zmarła w czerwcu 1943 roku). Ponadto, w pobliskiej Głuszycy znajdowały się złoża uranu, a w Mieroszwie prowadzono szeroko zaawansowane badania nad wzbogacaniem ciężkiej wody. Zatem koncepcja budowy niemieckiej bomby atomowej była całkiem realna, zabrakło niewiele, zwłaszcza czasu. Ale jak wiemy „niewiele” - czasem zmienia bieg historii.
Wątek korupcyjny
Wspominaliśmy o genialnym architekcie Albercie Speerze. Budowle takie jak te wyssał z mlekiem matki. Ktoś je jednak musiał fizycznie budować. Okazało się, że Niemcy nie mieli z tym najmniejszego problemu. Katorżniczą pracę wykonywali więźniowie z pobliskiego obozu KL Gross-Rosen.
Nie ma na to dowodów, ale do wspomnianej budowli, korytarzy, wartowni i specjalistycznych schronów potrzebowano specjalnego cementu, sprowadzanego również z Włoch. Specjaliści wyliczyli, że zużyto tu znacznie, znacznie więcej betonu, stali, wiązań niż na podobne budowle w rejonie 'Wilczego Szańca”. Jednak wiele transportów z budowlanym kruszcem w ogóle tu nie dotarło. Zatem gdzie?
Pojawiają się niejasności, domniemania, spekulacje, że musiały być jeszcze inne budowle tego typu lub doszło do... korupcji.
Naszym zdaniem księgowi Hitlera nie tolerowali fuszerki, a zdrajców i ich rodziny czekała parszywa śmierć (powieszenie na... strunie fortepianowej). Czy zatem Speer kombinował, jak budowniczowie polskich autostrad? Jak powiedzieliśmy nie ma na to dowodów, świadków, jakichkolwiek zapisków czy planów. Przynajmniej ludzie z którymi rozmawialiśmy nic o tym nie wiedzą...
Wątek katorżniczej pracy więźniów z KL Gross-Rosen
Niemcy, w tym Organizacja Todta (Organizaton Todt)* przy takich budowlach szczególnego przeznaczenia nie tolerowała jakichkolwiek świadków, w tym więźniów. Dochodziło zatem do egzekucji, likwidowania niewygodnych świadków żywej historii. Esesmani z tej organizacji mieszkali w pobliskim pałacu Jedlinka (dziś zespół pałacowo-hotelowy Jedlinka w Jedlinie-Zdrój).
*/ Organizacja Todta była jedną ze specjalistycznych formacji powołanych w 1938 r. do budowy tajnych urządzeń wojskowych. Nazwa pochodzi od nazwiska generalnego pełnomocnika do spraw regulacji gospodarki wojennej, Fritza Todta. Na terenach budowy zatrudniano setki tysięcy robotników przymusowych, jeńców wojennych, jak i więźniów obozów koncentracyjnych.
Więźniowie byli najtańsza siłą roboczą, pracowali ponad siły, nie mieli żadnych praw tylko obowiązki. Więźniowie Gross-Rosen już stąd nie wychodzili na własnych nogach.
- Praca ponad siły, strawa zupy z brukwi, zakaźne choroby, szybko przetrzebiły szeregi przymusowych robotników. Umieralność była zatrważająca – opowiadał przewodnik z Osówki
- Więźniowie traktowani byli jak zwierzęta. Aby zataić faktyczną umieralność, nowym więźniom nadawano te same numery – opowiadał przewodnik
Rozkazy, zwłaszcza Hitlera trzeba było wykonywać, nikt w tym czasie nie odważył się przeciwstawić tyranowi; zwłaszcza po nieudanym zamachu w „Wilczym Szańcu”. Front robót był przeogromny, do tego skumulowany na szybko upływającym czasie. Hitler i jego świta nie wierzyła jeszcze (lub tylko udawała), że to może być początek końca "panowania na światem". Cóż, do Aleksandra Wielkiego tyranowi było jeszcze daleko...
Pomimo widma kolejnych porażek, Hitler żądał natychmiastowych wyników i przyspieszenia prac nad kryptonimem RIESE. Z kolei Speer początkowo zakładał, że kilka tysięcy więźniów załatwi sprawę w kompleksie Głuszyca. W tym aspekcie się mocno pomylił, niemal do samego końca pracowało tu blisko 27-30 tys. robotników, więźniów, esesmanów. Nie jest tajemnicą, że przy najcięższych wyrobiskach pracowali także więźniowie z innych filii obozu KL Gross-Rosen*, w tym Jeleniej Góry (po wojnie baraki Celwiskozy).
*/ kryptonimem KL Riese określano sieć podobozów podległych KL Gross-Rosen. Funkcje komendanta pełnił SS-Hauptsturmführer Albert Lütkemeyer
Podsumowanie: niezależnie od ścierających się teorii i hipotez mamy swój ogląd na ten tajemniczy skrawek Polski i sekretne tajemnice III Rzeszy. To co do tej pory odkryto w kompleksie o kryptonimie RIESE w Górach Sowich poraża wyobraźnię młodego człowieka, który dotrze tu podczas wakacyjnej wędrówki. Osówka nadal jest niezamieszkała, a pobliskie Kolce, gdzie najprawdopodobniej ukryto kolejne labirynty i skarby III Rzeszy czeka na kolejnych odkrywców.
Trudno nam zrozumieć, że tyle lat po wojnie Góry Sowie skrywają nadal mroczne tajemnice III Rzeszy. To raj dla badaczy i poszukiwaczy przygód, dodajmy nie mniej ekscytujący niż piramidy egipskie. Zamek Książ i inne miejscowości wielokrotnie przywoływanego planu RIESE: Olszyniec, Walim, Głuszca, Kolce, Osówka, Soboń to także gotowy scenariusz do pełnometrażowego filmu sensacyjnego. Może kiedyś powstanie jak feniks z popiołów.
Jak dojechać?
Najłatwiej z Wałbrzycha w kierunku Kłodzka. Niestety nie kursują tam autobusy ani busy, ale to świetna wyprawa rowerowa. Jeśli wyjedziemy z zamku Książ - nie trzeba tarabanić się przez centrum Wałbrzycha, tylko kierować swoje kółka na obwodnicę - Wałbrzyska Specjalna Strefa Ekonomiczna (fabryka Toyoty, zakłady armatury sanitarnej Cersanit, Toyota Nowakowski). Dalej charakterystyczne znaki drogowe informują o kierunku jazdy; z Książa jest ok. 21 km.
Na miejscu w Osówce mamy parking, budynek sztabowy z restauracją i kasami; nie zapomniano o miejscu zabaw dla dzieci. Wejście do podziemi to nagła zmiana temperatury i wilgotności, dlatego zalecana jest ciepła odzież i sportowe obuwie (organizator zabezpiecza kaski bhp).
Ceny biletów:
- dorośli 14 zł,
- ulowy 12 zł,
- grupy zorganizowane 11 zł
Organizator przygotował kilka tras zwiedzania np. trasa historyczna (dla wszystkich) trwa godzinę, trasa ekstremalna (z pokonywaniem przeszkód wodnych, wiszących mostów, przeprawa łodzią desantowa) zajmuje 1,5 godziny. Jest też trasa ekspedycji Riese ze zwiedzaniem umocnień i obiektów naziemnych (siłownia, centralny punkt dowodzenia, budynki specjalne) - co najmniej 3 godziny dobrej zabawy i kontaktu z historią.
{nice1}













