Jadąc szklakiem wielkiej turystyki, do Karpacza a także Wałbrzycha, drogą 367 natrafisz na całkiem sporą Wystawę Sprzętu Radiolokacyjnego – Ekspozycja Plenerowa Skansenu Uzbrojenia Wojska Polskiego – Oddział Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze. To największy w Polsce kawałek ziemi, na którym wystawiono stacje radiolokacyjne, jeszcze do niedawna pilnujące polskiego nieba. Znajdziemy tu stacje produkcji polskiej: Justyna, Daniela, jak również radzieckie wysokościomierze serii PRW. Wszystkie zgromadzone tu egzemplarze były w programie studiów Wyższej Oficerskiej Szkoły Radiotechnicznej w Jeleniej Górze. Niestety dziś - nieistniejącej w praktyce...
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Dziś to tylko cudowne wspomnienie, bo w 2004 roku, Szkołę, a później Centrum Szkolenia rozwiązano jednym podpisem ministra. To kawał historii, chlubnej historii polskiego oręża z lat 1969 - 1997, gdy siłą i dumą Sił Powietrznych RP była Wyższa Oficerska Szkoła Radiotechniczna w Jeleniej Górze przy ul. Podchorążych 11. Dziś pozostał jedynie smutek i żal, że najlepsza uczelni wojskowa przełomu II/III RP została rozwiązana, a tak naprawdę... zdegradowana do skansenu zapomnienia (tak jak większość uczelni wojskowych po okresie przemian ustrojowych). Szkoda, bardzo szkoda, że ówcześni decydenci, z min. Szmajdzińskim na czele zapewniali o pozostaniu tej renomowanej palcówki, a wyszło jak zwykle.
Ku pokrzepieniu serc
Przypomnijmy, że Wyższa Oficerska Szkoła, rozkazem Ministra Obrony Narodowej zostaje powołana w sierpniu 1969 roku. Pierwszym komendantem zostaje płk Wacław Kazimierski. W czerwcu 1972 roku Szkoła zostaje podporządkowana Dowódcy Wojsk Obrony Powietrznej. W październiku 1972 roku obowiązki komendanta przyjmuje gen. pil. dr Julian Paździor, najlepszy, charyzmatyczny komendant, który z WOSR im. kpt. Sylwestra Bartosika uczynił wizytówkę SP RP. Kształcili się tu w cyklu stacjonarnym podchorążowie od I-IV rocznika. Bywało tak, iż atrakcyjność placówki i chęć zostania oficerem WP wymuszała "przygotowanie" aż trzech pierwszych roczników. Tak było z rocznikiem 1977-1981, gdzie początkowo chciało studiować ponad 400 (trzy kompanie, a ukończyła zaledwie jedna kompania podchorążych) kandydatów. Egzaminy, dla niektórych bardzo trudne, zweryfikowały tę liczbę do 2 kompanii (2 i 5 krt). Promocję w 1991r. świętowało jedynie 169 podporuczników Wojsk Radiotechnicznych (przed egzaminami końcowymi do Jeleniej Góry powrócili "już specjaliści" z Centrum Szkolenia Specjalistów Wojsk OPK m. Bemowo Piskie).
To był okres rozkwitu, a także łapczywego przyswajania wiedzy wojskowej, podstaw radiolokacji, teorii obwodów i sygnałów elektrycznych, a także miernictwa elektrycznego. Wykładowcy tacy jak: płk dr Olszewski, płk dr Kowalczyk, mjr Mrożniewski, mjr Wojtasik, kpt. Ziarko, mgr Barbara Kuźniar czy płk dr Stachula - to były ikony szkolnictwa wyższego, wspaniali pedagodzy, wymagający, ale też uczący w sposób wyjątkowy. A jeśli do dziś ich pamiętamy, to znaczy iż pozostawili po sobie trwały ślad w historii szkolnictwa wojskowego.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Warto też wspomnieć, że WOSR była także kuźnią talentów sportowych, a najlepsi sportowcy, reprezentanci szkoły byli oczkiem w głowie gen. dra Paździora. Tu wypada tylko wspomnieć o najlepszych sekcjach reprezentujących szkołę w Mistrzostwach Szkół i Uczelni Wojskowych. Było ich wiele, ale bez wątpienia sztandarową dyscypliną była sekcja podnoszenia ciężarów, kierowana przez mjr. Wojtasika. Zawodnicy tej sekcji zajmowali drużynowo I miejsca w Mistrzostwach Szkół i Uczelni Wojskowych (było ich wtedy 16, słownie: szesnaście), również indywidualnie, zawsze wysoko na pudle w mistrzostwach OPK. Zawodnicy startowali nawet w III lidze "Agrosudety" Jelenia Góra.
Dyplom inżyniera, to nie była jazda po bandzie
Wśród sceptyków umocniła się opinia lansowana dla poprawienia swojego ego, iż "(...) nie matura, tylko chęć szczera zrobi z ciebie oficera". Przepraszamy za skojarzenia, ale to najczęściej wypowiadają ludzie, którzy tak jak księża zabierają głos na temat wychowania dziecka czy problemów małżeńskiej alkowy. Ludzie, którzy dzięki nadopiekuńczej roli matki i ojca zrobili wszystko, aby ich dziecko uniknęło - jeszcze do niedawna - poboru czy przeszkolenia wojskowego. Są też tacy, co pamiętają stan wojenny i jak mantrę powtarzają wypaczenia tego okresu. Cóż, zostawmy to historii... Dziś, nawet nie potrafimy osądzić czy płk Kukliński był zdrajcą, czy bohaterem narodowym. Dziś poddajemy się lansowanym teoriom niektórych dziennikarzy, ludziom z politycznego świecznika, którzy w stanie wojennym (i później) "kapowali", pisali donosy i jakże często przyjmowali za to (jeszcze) wynagrodzenie.
Jak powiedzieliśmy nauka sprzętu radiolokacyjnego, to nie była bułka z masłem, cztery lata studiów, praktyka zawodowa i na koniec wykonanie pracy dyplomowej. Nie było, jak teraz np. w technikum czy „na licencjacie” praca dyplomowa – li tylko pisana, a właściwie przepisana. Wówczas trzeba było wykonać konkretną pracę koncepcyjną z zakresy objętego programem studiów, czyli np. praktyczny model odbiornika, system naprowadzania rakiet czy elementy edukacyjne dla przyszłych podchorążych. Do tego praca teoretyczna, a na koniec trzeba było jeszcze to obronić przed czyhąjącym na błędy gremium ekspertów. Tu sportowcy nie mieli lekko, taryfy ulgowej nie miał nikt, ale byli też tacy co godzili naukę i sport wyczynowy.
Zatem z żalem przyjęliśmy informację, którą przekazał nam pan Stanisław – kustosz tego miejsca, iż skansen w okolicach Łomnicy zawiera część radiolokacyjnego bogactwa - wtedy do zabezpieczenia obrony powietrznej kraju. Tak naprawdę nikomu już niepotrzebnego, z trudem ocalonego od zapomnienia. Wtedy była to codzienna służba, utrzymywanie sprzętu r/lok w gotowości bojowej, szkolenie młodych żołnierzy (planszety, dyżury bojowe, aparatura automatycznego naprowadzania dopiero wchodziła do służby). Sprzęt r/lok musiał być sprawny, dowódców nie interesowały problemy rodzinne oficerów, czy zarwane noce podczas usprawniania nadajnika, odbiornika czy systemu antenowego – sprzęt musiał być w gotowości 5-8 min. do pełnego uruchomienia. I koniec!
Polska myśl techniczna
W omawianym okresie nadal dominowały stacje radiolokacyjne produkcji radzieckiej, głownie wysokościomierze i hybrydy tj. połączenie wysokościomierza z odległościomierzem np. Zofia IV. Był to także okres wprowadzania polskiego sprzętu r/lok z RAWAR-u, głównie odległościomierze Justyna (mobilna), Justyna (przewoźna), Justyna ML czy Daniela (wysokościomierz + odległościomierz). Koniec lat 90. ubiegłego wieku, to także pierwsze stacje radiolokacyjne z cyfrową obróbką sygnałów jak wspomniana Justyna ML, Daniela czy nieco później NUR 31. Polski sprzęt był wtedy awangardą radiolokacji, niestety pod względem awaryjności nie dorównywał stacjom radzieckim - uważanych za nieco przestarzałe, ale bezawaryjne.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / wóz nadawczy, z urządzeniem rozpoznania aktywnego swój-obcy NRZ-20, LFB (lampa z falą bieżącą) i wzmacniaczami parametrycznymi zwiększającymi możliwości toru odbiorczego. Stacja dwukanałowa, z mocą w impulsie 2,5 MW
Często goście odwiedzający skansen w Łomnicy zadają pytanie, jakie parametry miały te stacje. Na tamte czasy, rewelacyjne: np. Justyna z dużą anteną (przewoźna) potrafiła wykryć obiekt (statek powietrzny) z odległości 400-450 km na wysokości przelotowej tj. ok. 10 tys. metrów. Ale to była bułka z masłem, znacznie trudniej wykryć echo obiektu lecącego na małej i bardzo małej wysokości. Najlepsze stacje rozlokowane w miejscu, gdzie kąty zakrycia nie były duże, potrafiły wykryć samolot lecący na wysokości 90-100 m z odległości 75-, a nawet 100 km. Tak było np. z jedną z najlepszych stacji stacjonujących w JW 3637 Osielsko, która na zawodach użyteczno-bojowych w latach 90. ubiegłego wieku zadziwiła wszystkich kontrolujących. Zezwolono bowiem na start Iskry, lecącej Doliną Wisły, którą mógł -według kontrolujących - wykryć li tylko... przypadek (wtedy wystawiano także obserwatora do powiadamiania o ewentualnym przelocie).
Niestety przypadku nie było, tylko sumienna służba składów osobowych i znakomicie przygotowanego sprzętu dowodzonego przez: śp. kpt. inż. Marka Babicza, st.chor. sztab. Andrzeja Stankiewicza, kpt. mgr Andrzeja Brejskiego, st.chor. Bogdana Paprockiego, st. chor. Stanisława Winklewskiego i wielu, wielu innych oficerów, chorążych i podoficerów kampanii radiotechnicznej w Osielsku. Nie można też zapominać o żołnierzach służby zasadniczej odbywających tu dwuletnią służbę, którzy potrafili "prowadzić" jednoczenie nawet 32 statki powietrzne. Dziś obiekt w Osielsku nie istnieje, tzw. górka została rozszabrowana (i zrównana z wysoką trawą), a teren kompanii zdewastowano. Tak Agencja Minia Wojskowego i inne podmioty odpowiedzialne za wojskową infrastrukturę nie ocaliły od zapomnienia miejsc, dla których służba Polsce była wartością nadrzędną. Dziś byłoby to idealne miejsce do zwiedzania i pokazywania dla młodych i najmłodszych, którzy nadal żyją w wirtualnym świecie smartfonów i konsoli do gier.
Prawdopodobnie ta stacja radiolokacyjna z JW 3637 (na zdjęciu) jest teraz na terenie skansenu (nr seryjny RO 51270 ME2). Nie mogliśmy tego sprawdzić, gdyż zwiedzającym udostępniono tylko wóz antenowy, bez wozu odbiorczego i nadawczego (brakuje też dwóch agregatów PAD-100, wzmacniaczy parametrycznych i innych cech identyfikacyjnych).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Godziny otwarcia - do poprawki
Z przykrością stwierdzamy, że godziny otwarcia terenu Wystawy są też niefortunnie dobrane, od czerwca-sierpnia w godz, od. 10.00-15.00. Warto nad tym się pochylić, mocniej rozpropagować to miejsce, włączyć je do przewodników, opisów, ciekawych miejsc wartych zwiedzenia. Podpowiadamy też, w Jeleniej Górze żyje wielu b. podchorążych, oficerów rezerwy, którzy chętnie opisaliby ten epizod w przewodnikach. Ocalić od zapomnienia - to nasz obowiązek! Tylko czy kogoś to obchodzi?
Wierzymy, że Prezydent Miasta przemyśli ten temat raz jeszcze, a za rok będziemy mieli znacznie ciekawsze informacje. Może też być tak, że skansen zostanie przeniesiony w inne miejsce (?).
Warto dodać, że dyslokacja (rozlokowanie z przynależnymi pasami taktycznymi, strzelnicami, torem do nauki jazdy, torem przeszkód tzw. małpi gaj) WOSR była najlepsza w Polsce, jeśli nie w Europie. Obecnie działa tu Kolegium Karkonoskie (od 2010 roku przemianowane rozporządzeniem RM na Karkonoską Państwową Szkołę Wyższą w Jeleniej Górze), a koszarowce... przekształcono na mieszkania pod wynajem. Cóż, należałoby zapytać, czy to nadal jest wojsko, czy tylko odcinanie kuponów od Dni Chwały Polskiego Oręża.
- przeczytaj koniecznie:
Dolina Pałaców i Ogrodów - zimowy rekonesans
Krzysztof Golec, redakcja autoflesz.com![]()
Od redakcji: materiał ten poświęcamy wielu znanym i nieznanym dowódcom, inżynierom sprzętu r/lokacyjnego, podoficerom, szefom kompanii, a także zwykłym żołnierzom, dla których "służba", to był zaszczyt SŁUŻENIA POLSCE! Taką właśnie ikoną w WP w tamtym okresie była Jednostka Wojskowa 3637 Osielsko dowodzona przez mjr. Mikielewicza. Niektórzy z absolwentów WOSR w Jeleniej Górze zostali właśnie tu przydzieleni do pełnienia dalszej służby wojskowej.