Zamek w Mosznej - jeden z najpiękniejszych zamków w Polsce

Mówią, że to najładniejszy zamek w Polsce. Cóż, nie będziemy polemizować, bo pięknych zamków i pałaców w naszym kraju jest więcej, a wybór najpiękniejszego byłby potwornie trudny. Mówią też, że to nie zamek tylko pałac. Zatem umówmy się, przyjmując retorykę pani wpuszczającej turystów i gości na zamkowe podwoje – jeden z najpiękniejszych.  Natomiast z całą pewnością, zamek w Mosznej posiada walory historyczne,  artystyczne, a nawet ekologiczne, które powodują szturm zwiedzających na obiekty pałacowo-parkowe, wpisane na listę zabytków. My odwiedziliśmy to miejsce na początku sierpnia, dziś trochę żałujemy, bo alejka przepięknych azalii prowadząca do bramy głównej... zwyczajnie – przekwitła.

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com

Może zatem za rok, na przełomie maja i czerwca odwiedzimy  ten zamek raz jeszcze. Mówimy szczerze, to miejsce wciąga za sprawą tajemniczej aury, historii,  ciągle nierozwiązanych zagadek czy eklektystycznego stylu tej budowli. Niektórzy doszukują się Disneylandu, a nawet Neverlandu Michaela Jacksona, magicznej posiadłości króla muzyki pop. Niemniej, drugiego tak bajkowego zamku (który de facto nigdy nie był zamkiem obronnym) nie znajdziecie. Zapewne stąd ortodoksyjnie znawcy sztuki mówią o pałacu (a nie o zamku).

Jeśli macie sporo wolnego czasu, to koniecznie trzeba przyjechać tu na cały dzień, wykupić wycieczkę z przewodnikiem tzw. trasą ekstremalną i popuścić  wodze fantazji, zwłaszcza mając świadomość, iż dwukrotnie (niektóre źródła podają trzykrotnie) przebywał tu sam cesarz Wilhelm II.

Tu praktycznie jest wszystko czego potrzeba  gościom i zwiedzającym, a sam zamek to takie wielkie klocki Lego. Coś w tym jest magicznego, z całą pewnością, wystarczy tylko umieć patrzeć.  Zwiedzanie 99 wież, jest wprawdzie możliwe, ale raczej niewykonalne w tak okrojonym reżimie czasowym. Dlaczego zatem tylko 99, bo gdyby było ich sto, właściciel zamku musiałby utrzymywać garnizon grenadierów i pewnie szwadron koni. Nie byłoby to takie trudne, bo nieopodal, za  płotem, mieści się znana w kraju Stadnina w Mosznej. To kolejny, ciekawy - tym razem - dla miłośników jazdy konnej obiekt, zresztą też należący do rodziny Tiele-Wincklerów.

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com / widok zapiera dech w piersiach, specyficzny mikroklimat, aczkolwiek przydałby się specjalista (konserwator) obiektów wodnych na pełnym etacie...

99 wież i 365 pokoi
Jeśli zwiedzającym wydaje się, że liczba wież jest policzalna, to pewnie mają rację, jednak jak powiedzieliśmy wcześniej, a także ze względów hotelowo-administracyjnych niemożliwa do penetracji. Podobnie jest z apartamentami i pokojami gościnno-hotelowymi, w liczbie 365 (tyle ile dni w roku) - trasa także niemożliwa do zwiedzenia.
Dlaczego? Zamek, choć nigdy nie pełnił funkcji obronnej, przez cały rok przyjmuje rezerwacje gości z Niemiec, Polski, Czech, a także Wielkiej Brytanii (i innych krajów europejskich). Zdobyć tu rezerwację jest bardzo trudno, ale warto się starać, gdyż cały zespół pałacowo-parkowy, z 300- letnimi dębami czerwonymi, kasztanowcami, rododendronami, kanadyjskimi sosnami czy zespołem kanałów - godny jest kilku sesji fotograficznych. Tu, rzecz jasna za opłatą, przyjeżdżają pary ślubne na specjalne sesje ślubne. W takiej scenerii, z kuszącymi propozycjami diabła i nieodłącznym czyśćcu w przyzamkowej kaplicy ewangelickiej nowożeńcy przeżywają bajkowe chwile. Później... samo życie!

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / bajeczne wręcz krużganki, wspaniałe widoki na parki i fontanny to widok warty spędzenia tu choć jednego dnia... naprawdę warto!

Ciekawostki historyczne
Choć nie są to potwierdzone zapiski w zamkowej bibliografii, gdyż wspaniała Armia Czerwona,  w 1945 roku wyrzuciła księgozbiór z biblioteki hrabiego na dziedziniec zamkowy i... podpaliła! Posiłkujemy się więc opowiadaniami, legendami, wiedzą licznych tu przewodników. Prosimy jednak pamiętać, że panuje ostatnio moda na "odmładzanie" historycznych obiektów, jak również podawanie legend i opowiadań za prawdę historyczną. Wspominany zakon templariuszy w tle, zapewne nobilituje, ale niekoniecznie ma potwierdzenie w dokumentach źródłowych, jak niedawno opisywany zamek Karpniki.

Moszna (niem. Mochen) w średniowieczu należała - najprawdopodobniej - do zakonu templariuszy. Sam zamek pochodzi z XVII wieku,  gdy rodzina Heinricha Leopolda von Seherr-Thossa zakupiła całą wieś z pałacem (w  1771 roku). W 1886 roku zamek (pałac)  kupił Hubert von Tiele-Winckler z Miechowic. Ale okres przyspieszonego rozwoju przypadł na lata po roku 1886, gdy spalony zamek (wtedy barokowy pałac) odbudował w ekspresowym tempie Franz Hubert Tiele-Winckler.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / schody z drzewa sandałowego, jeszcze do niedawna pachniały charakterystycznym zapachem, dziś stanowią atrakcję turystyczną przed wejściem do biblioteki i kancelarii hrabiego

Tu pojawiają się dość zawiłe koligacje, mezalianse, fortuny. Franz bowiem poślubił bogatą, bardzo bogatą Marię Aresin,  wdowę swojego pracodawcy hr. Aresina, magnata, przemysłowca, właściciela wielu kopalni, wsi. Wprawdzie była od niego starsza o 14 lat, ale wybrała właśnie jego spośród innych zalotników. Oprócz bajońskiego majątku była wykształcona, piękna  i... zakochana.

Z kolei młody Franz Hubert miał niemal wszystko, za wyjątkiem tytułu szlacheckiego, ale i to stało się faktem w 1895 roku, gdy cesarz Wilhelm II nadał mu tytuł hrabiego. Para wniosła na zamek świeży powiew radości, kreatywnego myślenia, kilka nowinek technicznych.

Franz obracał się już wówczas w gronie arystokratycznych rodów, zabiegał także o przyjazd samego cesarza do Mosznej. Stało się to dwukrotnie w  1911 oraz rok później, co zostało zapisane w „Kronice polowań”.  Z tej okazji hrabia dobudował skrzydło zachodnie w stylu neorenesansowym. Budowa postępowała tak szybko, że sam cesarz podejrzewał hrabiego o pakt z diabłem. Franz Winckler nie zaprzeczał. Kazał nawet wyrzeźbić w piaskowcu postać diabła (niestety nie przetrwał do naszych czasów). Inne zwierzęta, które kochał hrabia (lwy, tygrysy),  nadal świetnie wychodzą w kadrze Nikonów, Canonów a także smartfonów. Nie sprawdzaliśmy tylko iPhone'a7 - gdyż w Polsce pojawi się dopiero pod koniec września br.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Jak głosi legenda hrabia był nie tylko bogaty, ale także nie stronił od nurtów masońskich. Interesował się nowinkami technicznymi, w tym agregatami prądotwórczymi i samochodami. Niestety nie zachował się żaden z klasyków, w tym zabytkowy Adler najprawdopodobniej z 1901 roku. Dziś wiemy, że zamek posiadał własne źródło zasilania, ogrzewanie, sieć kanałów i bardzo dobrą lokalizację (obecnie zaledwie 20 km od A4, 30 km od Opola). W jednej z wież zamkowych znajduje się zbiornik na wodę, gdyż jak powiedzieliśmy zamek miał CO (centralne ogrzewanie), a woda wydobywana ze studni głębinowej (z użyciem średniej mocy hydroforu) trafiała najpierw do zbiornika a później rozprowadzana była w sieci CO po zamku. Agregaty są sprawne do dziś!

Armia Czerwona i czasy obecne
Wspomnieliśmy jednak o zakończeniu II wojny światowej. Gdy sowieci w szybkim tempie zbliżali się do wsi rodzina Wincklerów pośpiesznie opuściła zamek, nie zabierając kosztowności, obrazów czy dzieł sztuki. Armia Czerwona urządziła tu swoją kwaterę główną, a czas umilała sobie  w naturalny sposób. Pijane burdy, demolka wszystkiego co można było zniszczyć (w tym drogocenne kryształowe lustra, księgozbiór biblioteki hrabiego, gobeliny, a nawet obrazy przodków), to tylko pierwszy etap degrengolady. Później dzieło zniszczenia kontynuowali szabrownicy i okoliczni mieszkańcy. Nawet dziś można zobaczyć wartościowe, pałacowe rzeczy w ich "ogródkach".

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / ewangelicka kaplica z lożą hrabiego

Długo, bardzo długo władza wprowadzała tu swoje porządki i zaufanych ludzi. Znamy to choćby z czasów dzisiejszych i obsadzania stanowisk w radach nadzorczych wielkich korporacji ludźmi marnymi, ale wiernymi. Najważniejsze, iż nie doszło do przekazania całości na słynne  w tym czasie PGR-y; ten ruch zaowocował dość dobrym stanem obiektu, aczkolwiek brak zarządcy przez wiele lat spowodował dość silne zawilgocenie obiektu, szczególnie krypt i podziemi. W okresie PRL-u było tu sanatorium a od 1996 roku Centrum Terapii Nerwic (Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej, przeniesiony w 2013 roku).

Legendy zamkowe - pakt z diabłem?
Pod koniec XX wieku, podczas prac budowlanych odkryto ruiny starego grodu. Konserwator zabytków przypisał to wydarzenie do starego zamku należącego do wspomnianego zakonu templariuszy. Dość głośno było nawet o podziemnym przejściu do pobliskiego zamku (ruin obecnie)  w Chrzelicach. Niestety, podobnie jak w przypadku obiektów RIESE nie znaleziono tych korytarzy.

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com / wyjście ze skrzydła wschodniego

Zamkowe legendy - gdyby mogły mówić - opowiedziałyby  też o angielskiej guwernantce, zbałamuconej przez jednego z rodu Wincklerów. Ostatnia jej wola dotyczyła pochówku w ojczystym kraju. Niestety Wincklerowie postanowili pochować ją na zamkowej wyspie. Odtąd jej dusza błąka się przy świetle księżyca. Znana też jest historia służącej, która zakochała się w bogatym panu. Pohańbiona,  powiesiła się na jednym z wielkich dębów w przypałacowym  parku.

Ciekawostką jest też ewangelicka kaplica, w której specjalną lożę miał hrabia. Gdy wkroczyła tu wspomniana Armia Czerwona urządziła sobie z tego sakralnego obiektu... stajnię. Konie wprowadzano po schodach bezpośrednio do kaplicy. Przewodnik, bardziej dociekliwym obserwatorom pokazywał ślady końskich podków. Ale to już znamy, gdy Kaligula wprowadził do rzymskiego senatu konia i... mianował go konsulem!

W kaplicznej krypcie nie chowano zmarłych z rodu Wincklerów, gdyż panowały tu warunki dużej wilgotności. Na pobliskim cmentarzu zaś można oddać cześć ostatnim władcom tego zamku (dziś stoi monument). Franz Hubert zmarł w 1922 roku, a winda - obsługująca to skrzydło zamku do jego biblioteki (na drugim pietrze) - zatrzymała się na amen. Ci co próbowali ja usprawnić ginęli w tajemniczych okolicznościach. Spytacie dlaczego? Podobno jednym z punktów paktu z diabłem było to, że po śmierci hrabiego nikt nie będzie mógł z windy korzystać.

Kolejną ciekawostką jest także status zamku, rząd polski porozumiał się ze spadkobiercami mieszkającymi w Niemczech. Obecnie zamkiem zarządza spółka "Moszna Zamek". Jej właścicielem jest samorząd województwa opolskiego i stara się dysponować nim tak, aby nie przynosił strat materialnych i prestiżowych. Obecnie jest to hotel, w tym hrabiowskie apartamenty, sauna, SPA.

Największą atrakcją w zamku (oprócz biblioteki hrabiego) jest scena teatralna, gdzie  znani artyści chętnie występują (a wirtuozi fortepianu dają także koncerty).  Sala ma bardzo dobrą akustykę i niespotykany mir przodków rodziny Tiele-Wincklerów.

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com/ marmury kosztowały majątek, ale Franz wiedział jak pomnażać konto rodziny...

Niespotykane w Polsce (lub rzadko spotykane) są także kolorowe marmury i granity, ten w sali widowiskowej (zielony) został specjalnie sprowadzony z Afryki. Najbogatsi panowie, a zwłaszcza właściciele rodowych posiadłości prześcigali się w  wytwornym wykańczaniu detali np. marmury w pomieszczeniach biurowych hrabiego, drzwi wejściowe, schody z "pachnącego" drewna (drewno sandałowe czy tujowe z Pn. Afryki), pozłacane tapety, ogromne łazienki z równie potężnymi bateriami, witraże  czy wspomniane marmury i granity. Wszystko to znajdziecie w apartamentach hrabiowskich (Biały i Czarny), jeśli będą wolne.

Sporo mówi się o podwyższeniu standardu hotelowych usług, ale to pieśń  kolejnych lat i dodatków unijnych. Firmy które zgłosiły się do przetargu żądają więcej niż samorząd woj. opolskiego mógłby wydać na zamek w Mosznej.

- przeczytaj:

 

redakcja autoflesz.com

Wykorzystywanie materiału i zdjęć, bez zgody autora i redakcji autoflesz.com - zabronione, chronione prawem autorskim 
podstawa: ustawa o prawie autorskim  i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 63

 

 

Publish modules to the "offcanvas" position.