Byliśmy już tu wcześniej, nigdy jednak nie było stosownej okazji, aby porozmawiać z proboszczem tej parafii, co więcej, wreszcie udało się nam dotrzeć do szubienicy na wzgórzu zwanym - nomen omen - "Straconka". Zarówno kościół, jeden z najstarszych na Dolnym Śląsku, jak i wspominane wzgórze leżą niedaleko, niemal przy głównej drodze z Jeleniej Góry do Karpacza. Ale o wszystkim już za chwilę...
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Kościół p.w. św. Jadwigi - najprawdopodobniej z XIV w.
Lokowany najprawdopodobniej w 1399 roku, jako kościołek drewniany, choć jest kilka hipotez mówiących o roku 1284 roku (czytaj: jelonka.com z 13 maja 2015 r.). W gotyckiej formie powstał na początku XIV w., ale był wielokrotnie niszczony i kilkakrotnie przebudowywany, jednak bez przeorientowania. Stan obecny pochodzi z okresu 1540-1543 r.
W gminie znajduje się także drugi kościół ewangelicki, ale w stanie umocnionej ruiny, bez szans na odbudowę.
Dzieje tych ziem były bardzo burzliwe, a protestanci i katolicy nie potrafili znaleźć wspólnego języka. Dlatego w początkowym okresie (koniec V dekady XVI w.) kościół św. Jadwigi przejęli w posiadanie protestanci.
Podczas wojny 30-letniej (1618-1648) w kościele i we wsi stacjonowały wojska cesarskie, które tłumiły bunty mieszkańców na tle religijnym. Nieposłuszeństwo wobec władzy karano śmiercią, o czym świadczy wzgórze Straconka. Po zaprowadzeniu "porządku" carskie władze ponownie oddały świątynię katolikom.
Kościół św. Jadwigi był jeszcze kilkakrotnie modernizowany, ale bez utraty pierwotnego charakteru. Dopiero w 1875 roku właściciele hrabiowskiego rodu, z pobliskiego Staniszowa, finansowali dalszą przebudowę. Świątynia ma gotyckie sklepienia okien, neogotyckie modyfikacje w kształcie tzw. przypór, sterczyn i kwiatonów. W środku kasetonowy sufit, wsparty na ośmiobocznym, centralnym filarze - poddany konserwacji w 1719 roku. W nawie głównej nad wejściem dobudowano emporę (pierwotnie była to loża kolatorska), gdzie obecnie stoją zabytkowe organy z XVI w.
W środku świątyni znajdziemy cenne zabytkowe figurki Madonny z 1450 r. (lub 1440 r.) oaz rzeźbę Chrystusa Frasobliwego z początku XVI w. (styl ludowy, renesansowy stall). To jedna z najładniejszych i najcenniejszych rzeźb na Dolnym Śląsku.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Ołtarz główny powstał ok. 1863 roku. Bardzo ciekawe są także witraże ufundowane przez mieszkańców. Jednym z najważniejszych jest witraż „Wdzięczni za powrót Sybiraków w 2009 r. ufundowany przez: Janinę Czekan, Marię Czuchra, Bronisława i Jana Tedzin, Romana i Ryszarda Reszko, Jana Krawca, Marię Makarewicz, Teresę Suska, Rozalię Wytrych, Zofię Zelek i Helenę Żukowską.
Obecnie świątynia jest pieczołowicie odrestaurowana, między innymi z dotacji Sejmiku Zarządu Województwa Dolnośląskiego, a prace konserwatorskie zrealizowano przy wsparciu finansowym Fundacji KGHM Polska Miedź. Okazuje się, że można pogodzić wodę z ogniem, niezależnie od kaprysów władzy. Co więcej, kościół ma zainstalowane ekologiczne ogrzewanie.
Na zewnętrznych murach kościoła zachowano 7 epitafiów okolicznych laborantów, a cmentarz wokół świątyni otoczony jest kamiennym murem, na którym wyrzeźbione są trzy krzyże pokutne.
ffot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Krzyże pokutne*
Na jednym widoczny jest miecz oraz odciśnięte stopy. Jedna z hipotez mówi, iż ryt ten oznacza zawód zmarłego szewca, na drugim uwieczniona jest kusza, zaś trzeci z nich, odkryty przypadkowo, dopiero po wojnie, nie jest oznakowany.
Proboszcz kościoła ks. Zbigniew Kulesza, zwrócił uwagę na wspomniany cmentarny mur i resztki XVII– wiecznego pręgierza, gdzie chłostano przestępców i złodziejaszków.
Jak powiedział ks. proboszcz, morderca (zabójca) musiał zapłacić daninę na rzecz osieroconej rodziny, co więcej musiał ją utrzymać. Karę darowano, ale zasądzona danina i złożoność takiej formy skruchy była wystarczająca pokutą. Tylko w powiecie jeleniogórskim mamy aż 36 krzyży pokutnych (umiejscowione od Bolesławca aż po Złotoryję).
*/ Krzyże pokutne to znak skruchy. Stawiany najczęściej w miejscu zbrodni przez samego sprawcę, jako znak pokuty, symbol zadośćuczynienia. Winowajca mógł uniknąć kary, jeżeli zgodę na to wyraziła rodzina ofiary, pod rygorem kilku warunków. Morderca musiał opłacić pogrzeb ofiary, zapłacić rodzinie tzw. kwotę pokutną, zamówić msze święte w intencji ofiary, łożyć na utrzymanie jej dzieci, odbyć pokutną pielgrzymkę do sanktuarium i złożyć w kościele określoną ilość wosku. Tradycja zaczęła zanikać wraz z umacnianiem się struktur państwowych i rosnącej przewagi prawa stanowionego nad prawem boskim.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Według ks. proboszcza podobnie postępowali Indianie, niestety dziś ten zwyczaj także wymarł, gdyż nawet oni muszą podporządkować się prawu stanowionemu.
Laboranci (destylatorzy) – najprawdopodobniej przybyli z Czech, gdzie studiowali medycynę, jednak ze względu na prześladowania religijne musieli uciekać z Pragi. Trafili do Karpacza, a później do Miłkowa (ślady prowadzą także do pobliskich Płuczek) uchylając rąbka tajemnicy miejscowym medykom, a nawet prostym ludziom. Głównie zajmowali się medycyną niekonwencjonalną, ziołolecznictwem, dali też początek jedynej w swoim rodzaju organizacji cechowej zrzeszającej specjalistów medycyny naturalnej. Nazywano ich destylatorami a później laborantami. Ich sława szybko rozeszła się w całej Europie, gdyż potrafili leczyć także ciężkie choroby zakaźne jak ospa czy tyfus. Pacjentami laborantów była też rodzina hrabiego von Reuss z pobliskiego Staniszowa, która wspierała finansowo działalność cechu.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Choć źródła tego nie potwierdzają, słynny staniszowski likier ziołowy „Echt Stonsdorfer” z recepturą Christiana Körnera (opracowany już w 1810 r.) mógł być modyfikowany we współpracy z laborantami.
Główny ośrodek cechu był w Karpaczu, który na przełomie XVIII i XIX w. należał do parafii w Miłkowie. Laboranci założyli swój odrębny cech, co więcej, figurowali w księgach kościelnych w Miłkowie, byli też chowani na przykościelnym cmentarzu. Ostatni mistrz cechu Ernst August Zoelfel zmarł w Karpaczu w 1884 r. a jego muzeum otworzono przy ul. Konstytucji 3 Maja 26. Bogate tablice nagrobne zachowano na murze zewnętrznym kościoła św. Jadwigi.
Szubienica - wzgórze "Straconka"
Jadąc drogą nr 366 z Jeleniej Góry do Karpacza przejeżdżamy przez rondo w kierunku Ścięgien. To kilka, zaledwie 2-3 km od Miłkowa. Mijamy po lewej stronie wzgórze, gdzie latem harcerze mają swój obóz i parkujemy na parkingu prywatnym należącym do niewielkiego zakładu (nie przeganiają, ani nie każą płacić myta). Z tego miejsca widać już szubienicę.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Dziś to już ruina o słusznej średnicy ok. 5,3 m ukryta w lesie (latem), zimą widoczna z parkingu. Najprawdopodobniej pochodzi z 1677 roku i ukrywa jeszcze szkielety straceńców, najczęściej złodziei, hochsztaplerów i buntowników. Śmierć przez powieszenie była hańbą dla straceńca, ścięcie mieczem uważano za karę honorową, bez zniesławienia i pogardy dla winowajcy.
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: „Kościoły i kaplice Kotliny Jeleniogórskiej”, Wojciech Kapałczyński, Romuald M. Sołdek, Wrocław, 2011