Warto zwiedzić - Zamek Kliczków i "Royal Wedding Day"

Zamek Kliczków (niem. Schloss Klitschdarf), w samym sercu Borów Dolnośląskich, istnieje według dokumentów źródłowych od 1297r., aczkolwiek na samym początku było to tylko  założenie  obronne stanowiące jedno z ogniw ufortyfikowanego łańcucha warowni (strażnic) granicznych. Jego fundatorem był książę świdnicko-jaworski Bolko I Surowy. Zamek przetrwał zawieruchę wojenną niemal bez większych szkód, resztę dopełniła - jak w przypadku Mosznej - niezwyciężona Armia Czerwona i szabrownicy.

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com 

Wystarczy zboczyć z autostrady A4 – 12 km od Bolesławca, aby dobrze utrzymaną drogą dwupasmową dojechać pod samą bramę zamku z ciekawa historią, pięknie odrestaurowanymi pokojami, salami bankietowymi, a nawet basenem i SPA. My skorzystaliśmy z dość rzadkiej okazji, aby bliżej spenetrować zakamarki, sale reprezentacyjne, czy stylową restaurację.
Tą okazją był „Royal Wedding Day”czyli targi ślubne, które przyciągnęły na zamek sporą liczbę zwiedzających i gości. Były oczywiście atrakcje, przepiękne suknie ślubne, obrączki, garnitury, a nawet porady specjalistów. Miejsce przednie, doskonały pomysł, aczkolwiek niewspółmiernie mała reklama nie ściągnęła oddziałów TV Wrocław. Nam się udało wykorzystać ten czas niemal do maksimum, a pogoda i sprzyjający klimat targów był wystarczającą nagrodą. Cóż, przeboleliśmy nawet chroniczny brak śniegu.

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com 

Choć zamek jest udostępniany turystom, to nie wszędzie można przyłożyć oko kamery. Latem jest tu przepięknie, jesienią kolorowo, zimą nastrojowo, nawet bez śniegu i ogniska. Dużym walorem tego miejsca jest zadbany park, płynąca nieopodal, rwąca Kwisa, a także ośrodek jeździecki i korty tenisowe. Na dokładkę goście hotelowi znajdą pojemny parking, monitorowany (ponoć bezpłatny, ale w dniu targowym widniała kartka o opłacie w recepcji). Miejscowa obsługa zamku werbowana jest z samego Kliczkowa, a także Bolesławca, choć można przesłać swoje CV także z innych zakątków Polski.

Kuchnia jest chwalona w całej okolicy. Jednym słowem kolejny zamek warty obejrzenia, polecenia i zarezerwowania noclegu. Ceny nie są małe, ale nie czarujmy się, niemal stale obsługuje się tu niemieckich gości, VIP-ów czy organizuje sympozja. Za apartament hotelowy trzeba zapłacić 589 zł, komnaty zamkowe 699 zł, a najtańszy apartament zamkowy to 399 zł.

- Klasa i ekskluzywność ośrodka znane są już w całej Polsce, a noc spędzona w komnatach zamkowych i w rustykalnych izbach folwarcznych to nie tylko komfort, ale również niesamowita przygoda i doznania, których nie dają inne ośrodki o podobnej klasie i standardzie – piszą właściciele tego obiektu

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com  / dziedziniec zamkowy

Napiszemy też co nieco o historii tego miejsca, bo jest nie mniej ciekawa, jak sam zamek. O bytności wojsk rosyjskich wspomnieliśmy, ale stacjonowało tu także wojsko polskie, które w okresie PRL-u nadgorliwie atakowało mury propagandą komunistyczną.* Do dziś znajdziemy tu komunistyczne malunki specjalnie  odkryte (pozostawione) dla potomnych.

*/ JW 5430 

Szczypta historii
Dając wiarę zachowanym dokumentom źródłowym pierwotne założenia drewniane wzniesiono tu na wysokiej skarpie nieopodal rwącej rzeki Kwisy. Jednak upadek Księstwa Świdnicko-Jaworskiego pod koniec XIV wieku zmienił przeznaczenie warowni obronnej na założenie zamkowo-folwarczne (choć śmiało można mówić o pałacu) zarządzane przez kolejnych lenników króla czeskiego (ród rycerski von Kittlitz, a później von Zedlitzowie).

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com  

Pierwszymi właścicielami, trwale związanymi z Kliczkowem byli Rechenbergowie władający włościami przez ponad 300 lat. Najprawdopodobniej, to Kacper Średni Rechenberg zlecił przebudowę zamku na renesansowy dwór, co więcej, na dokładkę ufundował cenny ołtarz w kościele pw. Trzech Króli w Kliczkowie (położony tuż za murem okalającym zamek). Kliczków przeżywał w tym czasie rozkwit, otrzymał nawet prawa miejskie w 1610 r.,  dzięki Kacprowi Młodszemu von Rechenberg. Warto przypomnieć, że już wtedy Kliczków i renesansowy dwór mieli własny browar, słodownię, młyn (dziś jest elektrownia wodna) i stajnie książęce. O pozycji kliczkowskich włości może świadczyć także fakt wizyty samego króla czeskiego Macieja w 1611 r. 

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com  

Okres wojny trzydziestoletniej, toczące się spory spadkowe, odcisnęły swoje piętno na włościach zamkowych i nieporadnych działaniach ówczesnego właściciela Hansa von Rechenberg. To on sprzedaje posiadłość rodzinie von Schellendorf, która zawiaduje zamkiem przez dwa pokolenia.

W 1747 r. dobra kliczkowskie kupił okazyjnie Seyfried von Promnitz, bogacz i właściciel kilku znaczących majątków, młynów w okolicy. Dwadzieścia lat później posiadłość przejął Jan Christian hrabia zu Solms-Baruth, który ożenił się z wdową hrabiną Promnitz,  wnoszącą posiadłość jako wiano w ten związek. Spadkobierca, syn Jan Henryk Fryderyk hrabia zu Solms -Tecklenburg podjął próby modernizacji posiadłości.

Kolejni spadkobiercy, w tym Fryderyk zu Solms-Baruth, zlecił przebudowę zamku dwóm berlińskim architektom: Heinrichowi Kayserowi oraz Karlowi von Grossheimowi.  Dobudowane wieże, kondygnacje, sale balowe można podziwiać obecnie. Otoczenie pałacu zaprojektował od początku Edward Petzold, który założył 80-hektarowy park w stylu angielskim, rodowe mauzoleum i cmentarz dla... koni księcia. Do dziś można spotkać tu podniszczone monumenty, które służyły sowieckim żołnierzom, jako... tarcze strzelnicze! 

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com  

Ciekawostką tego miejsca jest przytaczana opowieść o pobycie cesarza Wilhelm II (i to czterokrotnie). Podobno klimat Borów Dolnośląskich pozytywnie wpływał na Jego Cesarską Mość, ale tak poważnie był zapalonym myśliwym. Mało kto wie, że rodzina ostatniego właściciela Kliczkowa była w doskonałych stosunkach z księżną Daisy von Pless, panią na pobliskim Książu.

Wieża Jenny
Czy pamiętacie jedną z najważniejszych piosenek Edyty Bartosiewicz „Jenny”. 

- Rozpalona Jenny jest nieobliczalna, nieprzewidywalna i nie daje się ograniczać. A o czym myśli wie tylko ona - Edyta, która staje się matką i opiekunką swojej szalonej odsłony – napisała Katarzyna Sudoł w opracowaniu do tej piosenki 

Ale skąd ten tytuł? Prześledźmy, czy nie ma tu pewnej zbieżności. W 1810 roku przebudowę zamku zainicjował hr. Hans Heinrich Hermann. Jedną z ważniejszych modernizacji była wieża o neogotyckim charakterze. Nazwano ją "Jenny", od imienia córki hrabiego. Gwoli ścisłości, Jenny także była na swój sposób wyalienowana, wręcz nieprzewidywalna, co więcej, utalentowana muzycznie.

Na zamku zaś zapoczątkowano solidne zmiany, nastąpiła eklektyczna kompilacja łącząca w sobie włoski i francuski renesans, angielski gotyk, a nawet niemiecki manieryzm.

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com

II wojna światowa
W okresie II wojny światowej, zaraz po zamachu na Hitlera rozpoczęło się polowanie na czarownice, zamek przejęło gestapo, członków rodziny aresztowano, a w lochach urządzono tymczasowe kazamaty. Nieżyjący świadkowie wspominali, że dokonano w tutejszych lasach kilku egzekucji.

Jak wspomnieliśmy na początku zamek nie ucierpiał w czasie działań wojennych, ale został całkowicie rozgrabiony przez wojska sowieckie, a później przez szabrowników. Przez następne 25 lat obiektem zarządzało m.in. Nadleśnictwo Bolesławiec oraz Ludowe Wojsko Polskie. Nastąpił smutny okres degrengolady zamku, założeń parkowych i zabudowań folwarcznych. Nowe życie miała tchnąć w to miejsce nawet Politechnika Wrocławska, ale na chęciach się skończyło.

Dopiero w latach 90. ubiegłego wieku zamek od gminy Osiecznica kupiła firma Integer SA specjalizująca się w konserwacji zabytków. Obiekt zaczął wstawać z kolan, a w 1999 roku zapadła decyzja o odbudowie i adaptacji obiektu na cele konferencyjno-wypoczynkowe. Ogrom prac może przerażać, jednak dla wybitnych fachowców, menadżerów, by nie powiedzieć wizjonerów,  to bardzo dobrze zainwestowane pieniądze. Na mapie „Pałaców i Ogrodów” Dolnego Śląska przybyła zaś kolejna perełka do skarbnicy historii Polski.

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com  / fot.1 dobudowana wieża Jenny

Stalag 308
Ostatnim panem na Kliczkowie (do 1944 roku) był hr. Friedrich III zu Solms-Baruth, zagorzały przeciwnik faszyzmu i nazizmu. Po wspominanym, nieudanym zamachu na Hitlera w 1944 r., gestapo przystąpiło do inwigilowania hrabiego i jego rodziny. Przyczynić się do tego miała także nieprzekupna osobowość hrabiego, który nie wydał zgody na (nieformalny) Stalag 308,  w którym więziono rosyjskich jeńców wojennych, jak również konflikt z niejakim Fritzem Lehmannem, szefem NSDAP w Bolesławcu. Trzeba wiedzieć, iż z posiadłością hr. Solms-Barutha graniczył poligon w Neuhammer (obecnie Świętoszów i... znany poligon wojskowy).

Wspomnieliśmy wcześniej o fakcie rozstrzelania co najmniej kilku Polaków w Borze Dolnośląskim. Z udokumentowanych źródeł dowiadujemy się, że na prośbę samego hrabiego miejscowy nadleśniczy (inne źródła mówią o pracowniku leśnym i miejscowym rzeźniku) pomagał rosyjskim jeńcom dostarczając żywność na teren stalagu. Pomoc zakończyła się tragicznie, on i jego rodzina została rozstrzelana przez żołnierzy SS. Niestety, Friedrich III zu Solms-Baruth został zmuszony do opuszczenia posiadłości pod groźbą śmierci (i podpisania zrzeczenia na okoliczność pozostawionego majątku).  Podobno pozostawionym zamkiem miał interesować się sam Himmler. Hrabia zmarł w RPA w późnych latach 50. ubiegłego wieku, a do dziś toczą się przed niemieckimi sądami rozprawy spadkowe za pozostawione mienie. Niestety, w większości przypadków są niekorzystne dla spadkobierców.

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com

Co jeszcze warto zwiedzić w Kliczkowie?

Zwiedzić się tego nie da, ale na zamku dość często odbywają się degustacje win, ponoć chętnych jest więcej niż mogą pomieścić piwnice zamkowe. Dodajmy tylko, że zamkowi somelierzy i bariści należą do eity.

  • elektrownię wodną "Kliczków";
  • kościół z XIV w. pw. Pokłonu Trzech Króli fundowany przez Rechenbergów;
  • jezioro Błękitka z d. kopalnią kwarcytu;
  • tzw. szewską grotę;
  • cmentarz koni
  • Park Petzolda z 1881 roku z unikalnym drzewostanem (miłorząb, platany, daglezja, cisy  czy dąb szypułkowy).

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com

Na koniec zwróćcie jeszcze uwagę na przepiękne piece i kominki, ponoć zachowane jako oryginały, tego bowiem nie mogli (lub nie zdążyli zniszczyć) żołnierze Armii Czerwonej. Kafle to dziś majątek i przedstawiają podobną wartość, jak te w Pałacu Lubomirskich w Nieborowie, o których wspaniale opowiada Anna Ewa Czerwińska,  kurator Muzeum w Nieborowie i Arkadii MNW.

Zamiast zakończenia
Jeden z największych zamków Dolnego Ślaska, dziś obiekt konferencyjno-hotelowy, nominowany do "TOP 10 hoteli w zamkach w Polsce". W okresie gdy stał tu jeszcze gród warowny, a później zamek, sporą atrakcja była głęboka fosa i zwodzony most. Dziś są li tylko pozostałości i przęsła hydrotechnicznej budowli. Obiekt wprawdzie nie jest ulubionym miejscem filmowców, jak Czocha, ale kręcono tu sceny do serialu "Komisja morderstw" (2016 r.). W 2016 roku National Geografic nominował  zamek  w edycji konkursu "7 nowych cudów Polski".

fot. Krzysztof Golec ©, autoflesz.com

Warto dodać, że jeszcze w latach 60. ubiegłego stulecia w kliczkowskich dobrach można było zwiedzać mauzoleum rodzinne ostatnich właścicieli olbrzymiego majątku. Krypta z takiego samego marmuru, jak ta na Wawelu dla tragicznie zmarłej  śp. Pary Prezydenckiej, została dokumentnie rozszabrowana i zbeszczeszczona. Ostatecznie zniknęła z zabudowań parkowo-pałacowych w późnych latach 70. ubiegłego wieku.

 

 

redakcja autoflesz.com

 

 

Publish modules to the "offcanvas" position.