Jadąc do Albanii miałam o tym kraju określone wyobrażenia i związane z tym oczekiwania. Bazą do tego była wiedza zaczerpnięta z przewodników, wiadomości wyczytane w Internecie, jak i łapczywie wychwytywane relacje ludzi, którzy już odwiedzili ten kraj. Miałam też świadomość, że to tak zwany ostatni dzwonek, by te oczekiwania zostały spełnione. Czego się więc spodziewałam? Oczywiście stereotypowego obrazu i atmosfery kraju z postkomunistyczną ponurością taką, którą pamiętam z naszych realiów sprzed dwudziestu paru lat, tylko jakby obserwowaną za pomocą zmiennoogniskowego obiektywu.
fot. Maria Zdziarska | Zamek Skanderbega w Kruji \ Kruja posiada bardzo bogatą historię. Średniowieczna stolica państwa albańskiego, założona przez bohatera narodowego Albanii. Zamek lokowano w VI wieku, jest symbolem średniowiecznej historii walk narodu albańskiego o niepodległość pod wodzą Skanderbega.
Jednak jak to zwykle z podróżami bywa, pomimo przygotowania, nie obeszło się bez zdziwień i zaskoczeń.
Tirana
Pierwszego zdziwienia doznałam w stolicy Albanii. Tirana zaskoczyła mnie niespodziewanie niską, jak na stolicę, zabudową. Gdzieniegdzie tylko, jak akcenty z nowego świata, wybijają się nowoczesne konstrukcje budowlane, będące dowodem, że zmiany nadchodzą, ale bardzo powoli. Ta niska zabudowa to nie maniera architektoniczna budowniczych epoki socjalizmu, ale wymogi narzucone przez ówczesnego wodza kraju Envera Hodżę. Ten opętany wizją napaści imperialistycznej przywódca, na nieszczęście dla własnego kraju, sprawujący rządy aż przez pięćdziesiąt lat (od końca drugiej wojny światowej) zabronił stawiania budynków wyższych niż trzy kondygnacje, by zapobiec w ten sposób różnym, zazwyczaj wydumanym zagrożeniom, jak na przykład zamach snajpera!
Spektrum jego paranoi było wielorakie w skutkach i w zasadzie obejmowało wszelkie dziedziny ówczesnego życia Albańczyków. Przykładem może tu być chociażby sieć drogowa pozbawiona dłuższych, prostych odcinków. Irracjonalne łuki, zakręty i krzywizny miały uniemożliwić lądowanie na nich samolotów, należących do „ustawicznie czyhających” na taką możliwość, wrogów imperialistycznych. Najbardziej spektakularną egzemplifikacją atmosfery tamtej epoki są bunkry, które w czasie „świetności” komunistycznej „zdobiły” ten kraj w setkach tysięcy sztuk. Różne źródła podają trochę odbiegające liczby, jednak zazwyczaj oscylują one w granicach 600 tys. umocnień wojskowych.
Jak wspomniałam bunkry do dziś są wszechobecne. Trudno zresztą, by przy takiej ich pierwotnej liczbie, wziąwszy pod uwagę, że to kraj zajmujący niecałe 29 tys. km kwadratowych i liczący ok.3,2 mln ludności, stały się niewidoczne. W zasadzie nikt w dzisiejszych czasach się nimi nie zajmuje, nie rozbiera, ot w większości nadal stoją w miejscach, w których kiedyś miały być ostoją bezpieczeństwa dla ludności, totalnie izolowanego wówczas narodu. Niewątpliwe jest, że zlikwidowanie tak ogromnej liczby bunkrów, które w dużej części były tzw. konstrukcjami umocnionymi, nie jest sprawą prostą, a przede wszystkim tanią. Przeciętny Albańczyk posiada obecnie, zdecydowanie bardziej palące finansowo potrzeby, niż likwidacja bunkra, który kiedyś został tam postawiony na jego posesji, czy w zagrodzie, zazwyczaj bez jego woli, ale za to z wykorzystaniem jego pracy i wkładu finansowego, tym bardziej że on sam zdążył się już do widoku tego obiektu przyzwyczaić.

fot. Maria Zdziarska \ Centrum Tirany z postkomunistycznym akcentem
Na zlikwidowanie tych bunkrów, które kiedyś miały służyć społeczeństwu, poza miejscem ich zamieszkania, były wówczas postawione w miejscach tzw. publicznych, często dla miasta strategicznych, zazwyczaj bardzo potężnych i wizualnie okazałych, brakuje funduszy w państwowej kasie. Niektóre z nich są wykorzystywane obecnie jako spichlerze, komórki czy magazyny, większość jednak zupełnie nie znalazła praktycznego zastosowania. Te ostatnie są więc dla Albańczyków elementem będącym przypomnieniem epoki, która skończyła się dwadzieścia lat temu, a dla przybysza z zewnątrz stanowi niewątpliwą atrakcję turystyczną.
Motoryzacja
Motoryzacja w Albanii to osobny, trochę folklorystyczny dla zwykłego Europejczyka, rozdział. Na ten folklor składa się trio w postaci: dróg, samochodów i kierowców. O drogach można powiedzieć tylko tyle, że są jakościowo złe, poza miastami pokrzywione (o czym wspomniałam przy okazji opisywania obsesji Hodży) i zupełnie nieprzystosowane do zwiększającej się, z roku na rok, liczby ich użytkowników.

fot. Maria Zdziarska \ stacje benzynowe wymagają przyzwyczajenia, ale są też i te lepiej wyposazone jak Lukoil
Samochody jeżdżące po tych drogach są zazwyczaj kiepskie jakościowo i mocno nadszarpnięte zębem czasu, co nie jest spowodowane faktem, że od początku swojej świetności przemierzały albańskie drogi. Zdecydowanie tam nie jeździły, ponieważ za czasów rządów Envera Hodży, tak zwany szary obywatel nie miał nie tylko możliwości finansowych, ale przede wszystkim prawa do posiadania czterech kółek. Trudno nam sobie wyobrazić jakość życia ówczesnego Albańczyka, jeśli do informacji o zakazie posiadania samochodów prywatnych dodamy tę, o braku jakiejkolwiek sieci komunikacji miejskiej. Takiej komunikacji nie posiadała wówczas nawet Tirana, miasto będące przecież stolicą kraju.
Jeżdżące dzisiaj po albańskich drogach samochody to, jak już wspomniałam, stare modele, z dużym przebiegiem, co jest spowodowane małą zasobnością portfeli ich właścicieli, sprowadzone w większości z Włoch lub krajów byłej Jugosławii.
Teraz o trzecim aspekcie, czyli umiejętnościach kierowców. Te ostatnie pozostawiają wiele do życzenia, co przyznają nawet miejscowi, tłumacząc to wieloletnim brakiem doświadczeń motoryzacyjnych. Jeśli dodamy do tego fakt, że przestrzeganie przepisów drogowych jest przez tamtejszych kierowców traktowane bardziej jako opcja, niż konieczność, jak i to, że Albańczycy upodobali sobie markę, która kojarzy im się z luksusem, więc i prestiżem czyli Mercedesy, a to modele raczej niemałe gabarytowo. Połączywszy te trzy podstawowe aspekty związane z motoryzacją, nie trzeba mieć dużej wyobraźni by zdać sobie sprawę, że poruszanie się po albańskiej jezdni ma więcej wspólnego z ekwilibrystyką niż z kontrolowaną jazdą pojazdem zmechanizowanym. Miałam okazję obserwować takie wyczyny na zupełnie nieprzygotowanej na obecny wysyp samochodów, drogowej infrastrukturze tirańskiej i muszę przyznać, że byłam pełna podziwu dla umiejętności i spokoju jaki zachowywali kierowcy z którymi podróżowałam, wobec nieprzewidywalnych zachowań innych użytkowników drogi.
Ciekawym spostrzeżeniem w temacie motoryzacji jest nieproporcjonalnie duża, jak na standardy europejskie, w stosunku do zarejestrowanych pojazdów, liczba myjni samochodowych. Myjnie te jednak nie stoją bezczynnie, co wynika z mentalności Albańczyków, dla których samochód jest nie tylko odzwierciedleniem ich statusu życiowego, ale również definiuje ich jako ludzi. Dbałość więc o estetykę samochodu jest dla nich wymogiem kulturowym.
Albania - europejski kraj
Wprawdzie Enver Hodża zmarł w 1985 roku, jednakże pięćdziesięcioletni okres jego rządów, doprowadził ten europejski przecież kraj, do totalnej izolacji zarówno gospodarczej jaki i informacyjnej. Nie mogło to pozostać bez wpływu nie tylko na stan kraju jak i mentalność żyjących tam ludzi. Piętno polityki Hodży odcisnęło się na tyle głęboko, że ani daty jego śmierci, ani początku rządów jego następcy Ramizy Alia, który jeszcze jako I sekretarz KP Albanii próbował przeprowadzać w kraju powolną demokratyzację, nie można uznać za zaczątek przemian.
fot. Maria Zdziarska \ pomnik G.W. Busha postawiony na pamiątkę wizyty prezydenta USA w 2007 roku
Zanim Albania weszła na drogę demokratycznych przemian musiało jeszcze upłynąć kilka lat. Za początek kierunku tych przemian można uznać symboliczną datę 20 lutego 1991 roku, kiedy to obalono pomnik Hodży w Tiranie.
Albania od paru lat otwiera się na Europę. Wprawdzie poziom życia przeciętnego Albańczyka jest ciągle jednym z najniższych w Europie, jednak od 2003 roku kraj ten programowo dokonuje przemian umożliwiających stanie się docelowo członkiem Unii Europejskiej. Poparcie tej idei przez obywateli Albanii jest zaskakująco duże (przeszło 90%).
Przykładem na to jak bardzo Albańczycy chcą się obecnie czuć integralną częścią Europy, może być odpowiedź na pytanie jakie zadałam oprowadzającemu mnie Albańczykowi, mężczyźnie w tak zwanym średnim wieku. Jako przewodnik był on bardzo otwarty, ciekawie i profesjonalnie opowiadał o swoim kraju, jak i chętnie odpowiadał na różne dodatkowe pytania, jednakże gdy zapytałam czy w Albanii funkcjonuje rynek kapitałowy reprezentowany przez giełdę (odpowiednik naszej GPW), przewodnik wyraźnie się obruszył i sucho stwierdził - oczywiście - dodając, że przecież Albania to normalny europejski kraj!
Widząc tę reakcję przeprosiłam, oczywiście za nietakt tłumacząc się moim brakiem wiedzy w tym kierunku, jednak mając możliwość dopytania, po powrocie, osób mocno orientujących się w światowych rynkach kapitałowych, upewniłam się w przypuszczeniach, że uznanie giełdy albańskiej na równi z innymi funkcjonującymi w Europie giełdami, na tę chwilę, to drobne nadużycie. Dla tzw. londyńskiego City, jako światowego centrum finansowego, giełda albańska jest ciągle czymś bardzo egzotycznym. Jednakże dzięki temu pytaniu i sposobie odpowiedzi na nie zrozumiałam jak bardzo Albańczykom zależy na tym, by odejść od wizerunku sprzed przemian i skończyć z postrzeganiem ich kraju jako zamkniętego w klatce skansenu, a zacząć odbierać Albanię, jak to wyraził przewodnik, jako normalny europejski kraj.

fot. Maria Zdziarska \ droga do Tirany
Ekumenizm
O powrocie do normalności może świadczyć i to, iż pomimo półwiecznej programowej i bardzo drastycznej laicyzacji za czasów Hodży, gdzie blisko dwa tysiące świątyń, bez względu na ich rodzaj zamieniono na magazyny, hale targowe, kina i tym podobne obiekty, w Albanii wyraźnie odczuwa się powrót do religijności.
W tym kraju najliczniej reprezentowane są obecnie trzy religie: islam, prawosławie i katolicyzm. Według relacji wspomnianego albańskiego przewodnika, podział ten kształtuje się procentowo następująco: mniej więcej 50% muzułmanie, 30% prawosławni i 20% katolicy. Symptomatycznym jest, że w tym wieloreligijnym kraju pojęcie ekumenizmu nie jest wyświechtanym, niewiele znaczącym słowem. Islam jak i dwie funkcjonujące tam religie chrześcijańskie, a pewnie i wiele innych, mniejszych odłamów religijnych, współistnieją zgodnie nie tylko formalnie. Dowodem na to jest stawianie różnych świątyń obok siebie tak, że zazwyczaj w miastach, meczet sąsiaduje z cerkwią i kościołem.
W grafiku oficjalnych dni wolnych od pracy uwzględniono również święta właściwe dla każdego z podstawowych wyznań. Przeciętny Albańczyk świętuje więc częściej niż Europejczyk z innego kraju. To świętowanie to nie tylko dodatkowy dzień wolny od pracy, ale i współuczestniczenie w obchodach sąsiadujących z nim wyznawców innych niż jego religii. Zapraszanie do wspólnego świętowania sąsiadów, bez względu na ich wyznanie, jest w Albanii powszechnym zwyczajem.
Albańskie piramidy finansowe
Dla niektórych zapewne będzie to zaskoczeniem, ale aktualny w naszym kraju obecnie temat piramid finansowych kojarzy się również z Albanią. Nie wiem jak wielu naszych rodaków posiada wiedzę albo wręcz pamięta, że w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, piramidy finansowe doprowadziły Albanię na skraj wojny domowej. W tamtych latach w lawinowo piętrzących się piramidach finansowych, bezpowrotnie, utopiło przeszło miliard dolarów, mnóstwo obywateli tego kraju. Tak duże zainwestowane pieniądze to w większości krwawica albańskich gastarbeiterów, którzy dla polepszenia swojej i swoich rodzin przyszłości wyjeżdżali w celach zarobkowych, najczęściej do Włoch i Grecji.
Spektakularny upadek tej bańki piramidowej miał swoje apogeum w 1997 roku. Zginęło wówczas, na skutek walk jak i samosądów, kilka tysięcy osób. Do tego należy doliczyć straty gospodarcze spowodowane zniszczeniami będącymi zarówno następstwem walk jaki i świadomym niszczeniem mienia. Smutną pamiątką z tych wydarzeń jest postawiony w Tiranie obok piramidy, będącej dawnym Mauzoleum Hodży - „Dzwon Pokoju”, którego odlew został wytopiony z łusek nabojów, wystrzelonych podczas rozruchów mających miejsce w 1997 roku.
Dodać należy, że sytuacja w kraju została opanowana dzięki interwencji ONZ, a pieniądze obywateli, co oczywiste, przepadły bezpowrotnie. Szkoda, że z tej lekcji, która zdarzyła się tak niedawno na naszym kontynencie, nie wszyscy wyciągnęli naukę i wnioski, o czym świadczy afera na miarę Amber Gold i kilka mniej spektakularnych.
Skanderbeg - bohater narodowy
Gdy myślę o naszym kraju w kontekście bohaterów narodowych, potrafię wymienić ich bez ustawiania hierarchii, jednym tchem, co najmniej kilku, może nawet kilkunastu. Każda epoka historyczna, każde wydarzenie mające wpływ na dzieje naszego państwa wyłoniło choć jedną postać, która do dziś zasługuje na gloryfikację w postaci pomnika, czy nazwanie ulicy jej imieniem.

fot. Maria Zdziarska \ pomnik Skanderbega na placu jego imienia w Tiranie
Albania ma w zasadzie jednego niekwestionowanego przez żadnego Albańczyka bohatera narodowego. Jest nim Jerzy Kastriota Skanderbeg.
Skanderbeg był zarówno wyjątkowo utalentowanym władcą, jak i bardzo dobrym, niektórzy uznają, że wręcz genialnym wodzem. Ten żyjący w XV wieku przedstawiciel arystokratycznego, albańskiego rodu zasłynął tym, że przez ćwierć wieku walczył bohatersko przeciw Imperium Osmańskiemu. Pamięć o nim jest w Albanii na tyle żywa, że prawie każde miasto w tym kraju ma plac nazwany jego imieniem, jeśli nie plac to ulicę, postawiono też wiele pomników poświęconych Skanderbegowi. Największy stoi w Tiranie na jej głównym placu, który oczywiście nazwany został placem Skanderbega.
Skanderbeg, jak przystało na bohatera, był i jest również natchnieniem dla wielu artystów pióra, pędzla jaki twórców muzyki. W mieście Kruja, gdzie Skanderbeg przyszedł na świat powstało w 1982 roku muzeum jemu poświęcone. Jednak nie tylko na tak wzniosłych dowodach pamięci o swoim bohaterze poprzestają Albańczycy.
Tradycyjny koniak albański (o ile trunek, który nie powstał we Francji w miejscowości czy szerzej okręgu - Cognac na miano koniaku zasługuje), jaki przywiozłam z pobytu tam, też nazywa się Skanderbeg, a to tylko jeden z przykładów współczesnego, marketingowego wykorzystania popularności tej postaci.
Jakkolwiek by nie oceniać, w szczególności tej komercyjnej, popularności Skanderbega, nie sposób nie zgodzić się z tym, że jego zasługi wybiegają daleko poza Albanię. Jego bohaterstwo, determinacja i zmysł wodzowski uchroniły Półwysep Bałkański przed islamizacją Turków, dzięki czemu zostało wówczas ocalone chrześcijaństwo na tych terenach, będących symbolicznymi wrotami ówczesnej Europy.
Można sobie postawić patetyczne pytanie o to, jak dzisiaj wyglądałaby Europa, gdyby nie zjawił się w odpowiednim czasie Jerzy Kastriota Skanderbeg? Przecież nawet dla tych Albańczyków, którzy wyznają islam, a takich jak pisałam jest większość, Skanderbeg był i jest symbolem związków kultury albańskiej z Europą.
Pomijając jednak cały patos, można uznać, że bezdyskusyjnym jest, iż ten borykający się ciągle z różnymi problemami, a starający się o wejście do Unii Europejskiej kraj, dzięki postaci Skanderbega wniósł wielkie zasługi dla zachowania status quo piętnastowiecznej Europy i jej chrześcijańskiej kultury.
fot. Maria Zdziarska \ "Dzwon Pokoju" odlany z przetopionych łusek po krachu finansowych piramid
Idąc dalej tym tropem można postawić tezę, że Europa ma ciągle niespłacony dług wobec tego kraju, a więc jest jemu winna pomoc w nadrabianiu straconych przez reżim lat.
Postscriptum
Czy po powrocie mogę uznać, że moje oczekiwania jako turystki zostały spełnione? Czy przeżyłam swoiste deja wu zapamiętane z czasów polskiej rzeczywistości komunistycznej?
W jakimś sensie tak. Jednak poza szarością i klimatami postkomunistycznymi, jakie trudno zobaczyć w innym europejskim kraju, przynajmniej na zachód od naszych granic, widziałam dążenie do zmian. Kierunek tych zmian jest ściśle określony. Można by powiedzieć, że zmian ku Europie, ale przecież to od zawsze europejski kraj. Zmian w kierunku wyrównywania różnic, z innymi krajami rozwiniętej Europy.
Jednak, gdy Albania już wyrówna te różnice, czy nie zatraci - jak większość europejskich krajów swojej niesamowitej indywidualności i odrębności - pokaże czas. Jedno pewne. Nie nastąpi to szybko.
Kto chce więc zaczerpnąć specyficznego, niepowtarzalnego klimatu tego kraju niech nie zwleka. Ja polecam i dodam, że Albania, poza swoistą, tak atrakcyjną dla turysty szukającego odmienności, postkomunistyczną atmosferą, ma do zaoferowania ekskluzywne uroki przyrodnicze, bo to przecież kraj mórz (Jońskiego i Adriatyku), jezior i pięknych dzikich gór.
Turystycznie, na ten moment, Albania to ciągle takie miejsce w Europie, gdzie można doświadczyć czegoś odmiennego. Jak długo jeszcze?
Na koniec o cenach benzyny. Należą do najtańszych w Europie, jednak za ich jakość ręczyć nie mogę. Benzyna E95 kosztuje ok. 195 ALL (ok. 5,73 zł/litr, LPG ok. 2,64 zł/litr). Stacje benzynowe są, jednak do wystroju obiektów naszego Orlenu, Statoil czy Shella brakuje więcej niż "trochę".
Autor: Maria Zdziarska
{nice1}











