Andrzej Mazur - ja tylko oszczędzam pieniądze klientów, czyli przekładka "anglika" po polsku /archiwum/

Dostajemy bardzo dużo listów dotyczących sprowadzania samochodów z kierownicą po prawej stronie, możliwości tzw. przekładki konkretnego modelu, wykonania badań diagnostycznych, zarejestrowania, jak również ceny usługi. Materiał zamieszczony w pierwszym artykule (Sprowadzanie aut z Wielkiej Brytanii, czyli przekładka 'anglika' po polsku) został nawet hitem dekady. Dlatego zgodnie z obietnicą powracamy do tego tematu, prosząc o porady eksperta, który wyraził chęć i zgodę na opublikowanie swoich doświadczeń. Dodajmy, kilkuletnich doświadczeń z "anglikami". Dziś gościmy w warsztacie samochodowym Andrzeja Mazura, PHU Mazurek, Wąsosz k.Góry.

 

fot. PHU Mazurek \  Andrzej Mazur w czapce

Przekładki samochodów z kierownicą po prawek stronie to chyba niszowa działalność na polskim rynku. Zapytam wprost, czy to opłacalny interes?

Istotnie, to typowa nisza na polskim rynku. Za tego typu działalność brali się ludzie, niekoniecznie fachowcy w branży, wykorzystując swoje pięć minut. Boom był jeszcze kilkanaście miesięcy temu, dziś to głównie poprawki.

Zważywszy na dość skomplikowany proces technologiczny tzw. przekładek nie każdy mistrz palnika i młotka potrafi profesjonalnie wykonać taką usługę. Czy specjalizacja jest w tej branży konieczna?

Nie mogę odpowiadać za innych fachowców parających się tym problemem. Ale dziś, gdy "przełożyłem" 1500 Volkswagenów i Audi, wiem to, czego wcześniej nie nauczyłbym się w żadnej szkole. Praktyka czyni mistrza, ale wymagane jest samodoskonalenie, studiowanie literatury, czytanie schematów, wykorzystanie oprogramowania. Nieuniknione jest także rozwiązywanie trudnych problemów. Nie chwaląc się, właśnie takie wyzwania lubimy najbardziej w codziennej pracy.

W tej branży jest mnóstwo czeladników, nawet solidnych rzemieślników, ale dotąd nie natrafiłem na artystów. To niemal podobnie jak u gazowników montujących "wybuchowe" instalacje LPG/CNG. Jak pan zaczynał?

Można powiedzieć, że to przypadek rzucił mnie w wir zagadnień obejmujących przeróbki samochodów z kierownicą po prawej stronie. Znacznie wcześniej byłem zawodowym kierowcą tras międzynarodowych, prywatnie zapalonym majsterkowiczem. Taki Adam Słodowy, który w przypływie chandry potrafił rozłożyć, a później złożyć budzik dziadka czy naprawić kombajn na polu. I to tylko dlatego, aby nie gapić się bez celu w ekran telewizora.

Faktycznie, to kolega, niejako zmusił mnie do podjęcia wyzwania i sprawdzenia się z nowo sprowadzonym modelem z Anglii. Była to Vectra B. Nie miałem wtedy żadnego porządnego warsztatu, kombinowałem, uczyłem się, załatwiałem potrzebne części. Byłem nawet zadowolony z tej pracy, ale do perfekcji brakowało wiele. Dziś mam własny warsztat i zatrudniam pięciu pracowników. Każdy z nich wie, co do niego należy.

Wiem, że nowy zakład w Wąsoszu nie jest pokazowym serwisem importera Opla czy Volkswagena, ale do wszystkiego dochodziłem sam. Jednak oglądając inne podobne warsztaty nie muszę się wstydzić swojego miejsca pracy i jego wyposażenia.

Trudno zaprzeczyć, ale od początku wiedziałem, iż będą to samochody niemieckie (dop. red. - Volkswagen, Audi, Opel, Skoda i Seat, a także Mercedes). Po drodze była nawet Laguna I, Peugeot 406, Honda Civic, Volvo i kilkadziesiąt dostawczych vanów.

Auto Gaz Holandia

Auta niemieckie, są dość trudnym przeciwnikiem, ale jak wcześniej powiedziałem lubię duże wyzwania. Z drugiej zaś strony nadają się znakomicie do modyfikacji. Dla przykładu ściana grodziowa jest wklejana i skręcana. Nie ma więc konieczności naruszania struktury materiału i ewentualnego zagrożenia podczas zderzenia czołowego. Niestety wspomniana ściana grodziowa nie jest uniwersalna, oznacza to, iż musi być zastąpiona inną z otworem montażowym po lewej stronie. Przed końcowym okablowaniem wersji europejskiej i osadzeniem przegrody malujemy ten element w kolorze nadwozia. Unikamy jednak lakierowania powłok zewnętrznych ze względu na technologiczny (ograniczony) czas modyfikacji i brak bezpyłowej lakierni.

Jeśli zdarzają się auta z naniesionym kodem fabrycznym lub VIN na elementach podlegających wymianie. Co wtedy robicie?

To proste. Nie modyfikujemy takich modeli.

Zatem w pana warsztacie obwiązuje specjalizacja. Jakich aut nie przerabiacie?

Nie można robić przekładek wszystkich modeli. Wiąże się to z procesem technologicznym, zaopatrywaniem w części, wyszukiwaniem podzespołów, czy specjalistycznym oprogramowaniem komputera. Dlatego klienci Toyoty, Mitsubishi, Suzuki, Isuzu czy Nissana - przynajmniej na razie - nie znajdą rozwiązania swoich problemów.

Uzupełnię jeszcze. Nie zajmuję się samochodami Fiata - z całym szacunkiem, są zbyt proste do przeróbki.

Wspomniał pan o logistyce i załatwianiu potrzebnych części i podzespołów do modyfikacji. Gdzie się zaopatruje PHU Mazurek?

Nie zaskakuję swoich klientów, części pochodzą z demontażu, Allegro, ogłoszeń, a nawet aukcji. Oczywiście wszystkie wstawiane elementy są pełnosprawne, z bezterminową gwarancją firmy. W stałej gotowości mamy najpotrzebniejsze elementy w magazynie. Klient nie powinien nas zaskoczyć.

Jak długo trwa przekładka. Co w tym czasie robi właściciel auta?

Mamy ściśle dopracowany schemat każdej modyfikacji. Jeśli klient dostarczy auto o godz. 8.00 już następnego dnia ok. godz. 16-18.00 może cieszyć się nowym wcieleniem swojej zabawki. W tym czasie odwozimy go na nasz koszt do skromnego hotelu w Wąsoszu.

Co gwarantuje firma Mazurek w ramach modyfikacji?

Niektórzy powiedzą, że to niemożliwe. Ale dla mnie niemożliwe - to przeniesienie Mount Everestu do Polski. Dlatego zamiast jałowej dyskusji proponujemy: części i akcesoria, napełnienie i serwis układu klimatyzacji, regulację zbieżności, gwarancję, przegląd techniczny na stacji diagnostycznej uprawniający do zarejestrowania pojazdu, hotel i... święty spokój. Oznacza to, że przerobione profesjonalnie auto w naszym warsztacie ma bezterminową gwarancję na użyte elementy i może być nadal u nas serwisowane.

Jeśli występują sprawy sporne, według klienta związane z przekładką, staramy się rozstrzygać problem na jego korzyść. Ostatnio mieliśmy taki przypadek z przekładnią kierowniczą w samochodzie pani z Nowego Sącza. Pojawiły się wycieki oleju, naprawiliśmy to na koszt firmy. Jednak, gdyby właścicielka tego auta skalkulowała przejazd tam i z powrotem, koszty aprowizacji i naprawy w miejscowym serwisie oraz drogocenny czas, to nie ganiałaby z drugiego końca Polski do maleńkiego Wąsosza. Ale i tak zrobiliśmy jej niespodziankę. Chyba miłą...

Naszą domeną są trudne usterki, często niemożliwe do opanowania w autoryzowanych serwisach. Cenimy swoją pracę, ale nie chcemy skubać klienta.

Czy podczas przekładki ingerujecie w układy bezpieczeństwa czynnego jak np. poduszki powietrzne czy kurtyny powietrzne?

Jeśli nie jest to konieczne nie ingerujemy w te elementy. Auto po całkowitej modernizacji musi spełniać standardy bezpieczeństwa wyszczególnione w świadectwie homologacji. Gdyby były jakiekolwiek zastrzeżenia w tym dziale diagnosta nie zweryfikowałby pozytywnie takiego egzemplarza.

Brzmi to jak bajka, ale taka przekładka musi kosztować. Korci mnie by zadać to trudne pytanie. Ile to kosztuje np. dla Passata B5. Czy to nadal opłacalne w stosunku do modeli z drugiej ręki?

Nie jest to dla nas trudne pytanie. Przerobiliśmy już naprawdę sporo Volkswagenów, szczególnie Passatów, jak również Audi. Mogę powiedzieć, że nadal trafiają się dwa Passaty B5/B6 w tygodniu. Koszt takiej przekładki zamyka się w kwocie 6-10 tys. zł. Każdy musi to sobie sam skalkulować. Aczkolwiek jedno mogę zagwarantować: 2-, 3- letnie auto z Anglii jest praktycznie bezwypadkowe, w idealnym stanie technicznym. Jak powiedziała jedna z naszych stałych klientek, to wciąż bardzo opłacalna sprawa. Ciągle warta zachodu, jeśli trafi się na artystów w tym fachu.

Wiem, że nie jest pan megalomanem. Świadczą o tym opinie klientów na forum i nasza rozmowa, ciekawa rozmowa. W czym tkwi tajemnica sukcesu?

To niestety jedno z trudniejszych pytań. Nie znam prostej odpowiedzi. Myślę, że po tylu przekładkach, modyfikacjach i poradach nasza firma ma wyrobioną markę i jest dobra. Ja tylko oszczędzam pieniądze klientów.

Wierzymy, że teraz będzie jeszcze bardziej znana. Dziękuję za rozmowę.

Shell

*******************************

Andrzej Mazur - krótkie CV

  • właściciel skromnego warsztatu z wielkimi możliwościami,
  • żonaty, trójka dzieci,
  • społecznik i zwycięzca kilku projektów unijnych (Najlepsze przedsięwzięcie odnowy wsi, inne),
  • darczyńca (Instytut Hematologii i Onkologii we Wrocławiu),
  • hobby (historia: okres międzywojenny),
  • samochód: Passat B5

 

rozmawiał: Krzysztof Golec | AutoFlesz 2010-08-29 22:39

Wykorzystywanie materiału i zdjęć, bez zgody autora i redakcji autoflesz.com - zabronione, chronione prawem autorskim 

Publish modules to the "offcanvas" position.