Gazoport w Świnoujściu a sprawa ukraińska

Wielokrotnie poruszaliśmy temat przedłużającej się budowy gazoportu w Świnoujściu. W tym czasie poleciały głowy, odprawiono kilku ministrów, mimo to stan budowy jest nadal niezadowalający. Co więcej, grozą nam kary za niewywiązanie się z kontraktu podpisanego z Katarem na odbiór gazu LNG. Przy okazji pojawił się tragiczny finał sprawy na Ukrainie.

fot. Polskie LNG, materiały prasowe

Na pozór sprawa ukraińska i gaz nie mają wspólnych konotacji. Czy aby na pewno?

Przypomnijmy, że zgodnie z obietnicami odpowiedzialnych ministrów, b. prezes PGNiG obiecano zakończenie budowy latem 2014 roku. Tymczasem, jest jak zwykle. Przykładem były autostrady an Euro 2012, na kolanie pisane ustawy i tzw. przejezdność nieprzejezdnych odcinków, bankructwo wielu  firm, niesnaski i awantura w Brukseli.

Pani wicepremier Bieńkowska (wtedy minister rozwoju regionalnego) zapewniała, że wszystko jest pod kontrolą, a Bruksela niesłusznie wstrzymywała fundusze na dopłaty na budowę polskich dróg i autostrad. Już na początku 2013 roku,  to był pasztet z najgorszego rodzaju podrobów. Później min. Bieńkowska częściowo odzyskała wiarygodność (i została prawą ręką premiera Tuska), dopłaty uruchomiono, aczkolwiek autostrady już są do naprawy (pękający asfalt, nieodpowiednie podłożę, fuszerki i zaniedbania). Podobnie rzecz się ma ze stadionami na Euro 2012; niektóre już wymagają pogwarancyjnej naprawy.

Ukraina – dokąd zmierza?
Temat autostrad i stadionów wyciszono, dziś mamy Ukrainę, igrzyska i deklarację wspólną co do pomocy naszym sąsiadom. Dobrze, że chociaż w tym najtragiczniejszym momencie dla ukraińskiej opozycji jesteśmy razem. Jednak nikt nie rozwiąże naszych problemów.

Dlaczego Ukraina jest tak ważnym wątkiem dla nas Polaków? Po pierwsze wielka niewiadoma, co się stanie po zakończeniu walki o wolność i… godność. Politycy obawiają się rozpadu na dwa państwa, mówi się nawet o trzech (Zachodnia, Wschodnia Ukraina i Krym). Każdy z oligarchów ma w tym swoje interesy (nic nie mówi się o polskich krezusach inwestujących nad Dnieprem), Rosja z kolei na Krymie ma Flotę Czarnomorską i nie odda tego strategicznego rejonu.

Po drugie, a przyznali to nawet przywódcy opozycji na Majdanie, na Ukrainie panuje chaos. Wojsko już nie słucha prezydenta Janukowycza, Berkut  i snajperzy strzelają z ostrej amunicji, wojsko niechętnie wykonuje rozkaz szturmu na kijowską opozycję. Media z kolei robią z tego spektakl!

Z drugiej strony Unia Europejska dopiero teraz zamroziła konta ukraińskim przywódcom i oligarchom, dopiero teraz sporządziła listę persona non grata, zapomniano jednak o uszczelniono granic, a szczególnie lotnisk. Spóźnione działania poparł Barack Obama.

Po trzecie wreszcie, prezydent Putin  przewidział  (chyba)  ten scenariusz. Najprawdopodobniej był jego reżyserem, teraz czeka na bieg wydarzeń. Wszystko wskazuje na  to, że rządy znienawidzonego prezydenta Janukowycza są policzone. To człowiek nieprzewidywalny, dwukrotnie karany sądownie, marionetka, w rękach Kremla.

Dlaczego sytuacja na Ukrainie jest tak ważna dla Polski?
Przede wszystkim to nasz  sąsiad i jak mawiał śp. prof. Karski stosunki dwustronne należy nawiązywać przede wszystkim z najbliższym sąsiadem, a nie za Oceanem. Nad Dnieprem mamy też swoje interesy biznesowe. Od czasu rewolucji na Majdanie, codziennie tracimy duże pieniądze. W 2013 roku obroty dwustronne zamykały się suma 3,06 mld dolarów (polski eksport wynosił ok. 2,1 mld dolarów), obecnie nastąpiło tąpniecie.

Przypomnijmy, że w Polsce przebywa legalnie ok. 150 tys. Ukraińców, ok. 300 tys. pracuje w szarej strefie. Wymiana dwustronna przynosiła spore korzyści (również w handlu bronią, o  czym niechętnie mówią politycy i dziennikarze). Dziś totalny chaos spowodował nie tylko przelewanie krwi, ale tąpniecie całego systemu. Nie pracują przecież zakłady przemysłowe, szkoły, komunikacja publiczna, urzędy.

Kolejny argument bliskości sprawy ukraińskiej
Ostatnio Gazprom poinformował, że gaz do Europu i Polski  – tranzytem przez Ukrainę – nadal płynie. Nikt jednak nie wie, jak długo? Przypomnijmy, że  Ukraina i Polska zamierzały podpisać porozumienie w sprawie rurociągu Odessa- Brody-Płock,  30 października ubiegłego roku. Nic z tego nie wyszło, obecnie temat wisi w próżni.

Obecnie mało się teraz mówi o pojawiających się w  środowiskach nacjonalistycznych żądaniach, co do Przemyśla (niewykluczone, że nacjonaliści wysuną kolejne żądania dot. Bieszczadów). Minister Sikorski nie zdementował, ani nie potwierdził tych roszczeń. Niewiele też wskórał podczas rozmów z prezydentem Janukowyczem, nakłaniając go do rozpisania przedwczesnych wyborów parlamentarnych.

Słowem impas i wielka niewidoma. Popełniono też wiele błędów, zarówno politycznych, jak i gospodarczych. Szkoda, że tak doświadczeni gracze, jak min. Sikorski, premier Tusk, a nawet Angela Merkel nie rozszyfrowali gry na zwłokę prezydenta Janukowycza. Asa w rękawie ma teraz prezydent Rosji, ale sytuacja w każdej chwili może wymknąć się spod kontroli. Polska powinna być gotowa na przyjecie kolejnego uderzenia, a przede wszystkim udzielić pomocy poszkodowanym Ukraińcom.

Wróćmy na chwilę do nieszczęsnego gazoportu
Wszystko wskazuje na to, że Litwa wyprzedzi nas  o przysłowiowy włos. Litwini już kończą swój gazoport w Kłajpedie i znacznie wcześniej niż Polska zaczną przyjmować norweski gaz. W tym celu zwodowano niedawno  zbiornikowiec "Independence" w koreańskiej stoczni, który ma przewozić LNG do litewskiego gazoportu. Dodajmy, cena norweskiego surowca jest 30 proc. tańsza niż tego dostarczanego obecnie przez Gazprom. Ale to "cena polityczna".

My liczyliśmy na Świnoujście i katarski gaz. Jeszcze za premierostwa prof. Buzka mieliśmy umowy o dywersyfikacji gazu z Norwegią. Niestety, następca premier Miller zerwał umowy ustawiając optykę na Katar; tak pozostało. Dziś musimy kolejny raz renegocjować, bo stracimy miliony dolarów.

Jeśli chodzi o katarskie umowy z 2009 roku, szczególnie z firma Qatargas na dostawy tego surowca do Polski przez 20 lat, to popełniono tu błędy formalne. Nie uwzględniono bowiem ślimaczącej się budowy gazoportu, zawarto porozumienie na zasadzie "bierzesz lub płać”, kolejny raz wystąpiliśmy w roli potrzebującego a nie partnera. Oznacza to, że strona polska musi zapłacić kary za nieodebrany surowiec z powodów opisanych wyżej lub… zapłacić kary umowne.

Wykonawca, jak twierdzą eksperci, czyli konsorcjum polskiej spółki PBG, włoskiej Saipem i francuskiej Technint z podwykonawcami (najprawdopodobniej) celowo opóźniają ukończenie budowy finansowanej z państwowej kasy za 2,09 mld zł netto. Już we wrześniu ubiegłego roku płatnik, czyli Polskie LNG podniosło zapłatę za terminal o niemal 300 mln zł i przedłużyło termin wykonania inwestycji do końca tego roku. Ciekawe dlaczego? Po drodze upadło PBG a Najwyższa Izba Kontroli ujawniła wiele poważnych niedociągnięć. W mediach cisza, temat zamieciono pod dywan, są przecież ważniejsze sprawy.

Stan obecny
Cóż, nie jest ciekawy. Jeszcze jesienią 2013 roku stan zaawansowania oceniana na 60 proc. dziś to jedynie 75 proc. Oznacza to, że w tym roku nie przyjmiemy katarskich zbiornikowców. Gazoport musi jeszcze przejść próby homologacyjne i próby techniczne, to trwa nawet  pół roku.

- Polskie władze muszą koniecznie zadbać o to, by podpisane w październiku 2010 r. porozumienie z Rosją o dostawach gazu do 2022 r. nie zagroziło staraniom o dywersyfikację źródeł dostaw gazu - zalecała naszemu rządowi Międzynarodowa Agencja Energetyczna

-  W szczególności trzeba zadbać o terminową budowę gazo portu  - czytaliśmy w zaleceniach

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.