Kapryśna pogoda z intensywnymi opadu deszczu, z gradem wielkości piłek golfowych, nie ominęła Volkswagena niszcząc na głównym, przyzakładowym parkingu ponad 10 tys. nowych samochodów.

fot. automobilwoche
Obecnie trawa podliczanie strat i inspekcja pojazdów po nawałnicy, która potrwa parę tygodni jak zapowiedział rzecznik VW. Dla klientów Marki oznacza to dłuższy okres oczekiwania na samochód.
Wstępnie zaproponowano klientom VW dwie możliwości do wyboru: albo odbiorą czekający dla nich samochód, który poddany zostanie niezbędnej naprawie i dostaną go po cenie obniżonej o rabat lub poczekają na egzemplarz, który zostanie dopiero dla nich wyprodukowany.
Kontrola tysięcy samochodów jest sporym wyzwaniem logistycznym, ponieważ każdy pojazd musi przejść przez specjalny tunel świetlny używany do finalnej kontroli samochodów, gdzie zostaną wyłapane ewentualne wgniecenia w karoserii pojazdu i dokumentacja dla ubezpieczyciela. Codziennie przez tunel ten przetacza się 3800 pojazdów z bieżącej produkcji i linia ta nie może być długo blokowana przez kontrolę uszkodzonych pojazdów.
Firma jako taka strat nie poniesie... oprócz stresu klienta, ponieważ była od takich sytuacji ubezpieczona. Ubezpieczyciele już drapią się po głowie twierdząc, że jest to największy grad w historii, który zniszczył pojazdy klientów VW.

Podobna sytuacje firma Volkswagena z Emden przerabiała już latem 2008 roku, kiedy to grad wielkości piłek golfowych zniszczył ponad 30 tys. samochodów.
Największy dolnosaksoński ubezpieczyciel VGH określił wysokość szkód po gwałtownych, lipcowych burzach mianem "rekordowych", porównywalnych z tymi po Orkanie "Cyryl" w 2007 r. Obecne straty szacuje się na 100 mln euro, mowa jest o 21 tysiącach przypadków strat z czego, 11 tys. z nich to szkody budowlane i materialne, pozostałe 10 tysięcy to uszkodzenia samochodów.
Opracował: inż. Artur Kania
Źródło: Volkswagen