Wyróżnione zdjęcia: klasztor cystersów w Lubiążu i jego najsłynniejszy "zakonnik"

Po wielu latach znów zawitaliśmy do Lubiąża,  a dokładniej do b. klasztoru cystersów.  To największy w Polsce klasztor, okrzyknięty arcydziełem baroku,  drugi  w Europie  (ten pierwszy znajduje się w Hiszpanii, słynny „Eskurial”). Dziś jednak powiemy o mistrzu Willmannie, jego dziełach, które tworzył głównie dla zakonu cystersów w Lubiążu.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Sala Książęca, podobno najładniejsza, reprezentacyjna sala w Polsce... Nikon D7100, obiektyw Sigma 17-50 f2,8

Dziś udostępnione do pokazania  obiekty klasztoru zwiedza się w małych grupach, ale z przewodnikiem (czas ok. 60 min.). O nowościach i odkryciach w klasztorze cystersów, który powoli staje na nogi jeszcze napiszemy. Warto poznać przeszkody, twardą ścianę, mozolny trud z jakim zmierzyła się fundacja "Lubiąż", aby przywracać to miejsce do stanu świetności. Czy się uda, głeboko w to wierzymy, podobnie jak w to, iż min. prof. Gliński sypnie po wyborach kolejny zastrzyk gotówki na renowację tego arcydzieła. Naprawdę warto!

Przewodniczka, wielokrotnie zwracała się do grupy z pytaniem: "Czy znali  choć w zarysie ten gigantyczny klasztor i czy nazwiska takich malarzy jak: Michał Willmann (nazywany śląskim Rembrandtem), Christian Bentum, Feliks Scheffler, Mateusz Stein kojarzą się im tak samo jak nazwisko króla popu Michaela Jacksona (który miał zamiary biznesowe zwiazane z  tym miejsce)? Nikt nie wyrywał się do odpowiedzi... 
 
Co nieco z barwnej biografii Willmanna
To bez wątpienia jeden z najsłynniejszych malarzy,  freskantów epoki baroku działających na Śląsku (na Dolnym Śląsku). Urodził się w Królewcu  1630 roku, ale  zmarł w 1706 roku w klasztorze w Lubiążu. Tu jest jego krypta w podziemiach kościoła wchodzacego w skład kompleksu cysterskiego, co wiecej, jego szczątki zidentyfikowano z całą pewnością, pomimo powojennego zbeszczeszczenia zwłok pochowanych tu zakonników i ważnych osobistości z otoczenia cystersów.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Jadalnia opata   Nikon D7100, obiektyw Sigma 17-50 f2,8

Przewodnicy mówią, że był samoukiem,  aczkolwiek  znając jego status społeczny (urodził się w biednej rodzinie artystycznej) i wyznanie (był kalwinistą), jak również kilka ciekawych opisów historyków wiemy, iż  to tylko półprawda.  Nauki bowiem  pobierał u ojca, później wyjechał do Amsterdamu  (1650), ale nie miał grosza, aby szkolić rzemiosło u najwybitniejszych mistrzów tego okresu (Rembrandta van Rijn, Petera Paula Rubensa czy nieżyjacego już Antona van Dycka).
Co zatem zrobił? Oglądał (podglądał) kolekcje mistrzów, ale nie zaniedbywał warsztatu mistrzów włoskich. To niemal tak, jak u znanych fotografów, a także amatorów, którzy powinni się rozwijać poprzez podpatrywanie warsztatu mistrzów. Podpatrywanie, praca z modelem, polubienie światła, poznanie  sprzętu foto to podstawy, które później przynoszą efekty.  W przypadku Willmanna podpatrywanie mistrzów przyniosło wymierne korzyści, był sławny, rozpoznawalny i bogaty. 

Dopiero w październiku 1660 roku Willmann dostał zaproszenie od Arnolda Freibergera, opata klasztoru cystersów w Lubiążu. Opat poznał się na talencie artysty i zamówił u niego kilka obrazów. Pobyt Willmanna w Lubiążu przedłużył się (pozostał tu do końca swego życia), co więcej, artysta poprosił o rękę Helenę Reginę Liška z domu Schultz; wdowę po skrybie miejscowej kurii.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / refektarz     Nikon D7100, obiektyw Sigma 17-50 f2,8

Po dwuletnim pobycie w klasztorze, Willmann ugruntował swoje nazwisko, dziś niewielu rozpoznaje właśnie tego arystę, o czym przekonała się przewodniczka. Rozpoznawalność  - przynajmniej w tamtym czasie - przyniósł mu jednak cykl obrazów "Męczeństwa apostołów". Niestety jego dzieła z kościoła klasztornego zostały wywiezione w trakcie (i po II wojnie światowej), a kilka prac znalazło inne miejsce ekspozycji (kościół  pw. św. Stanisława Kostki, kościół pw. Wszystkich Świętych w Warszawie).* Jak twierdzi pani przewodniczka – te obrazy są poza zasięgiem „Fundacji Lubiąż”.

*/ Przez trzy dni (6, 9 i 10 stycznia 2016 r.) można było  oglądać w Pawilonie Czterech Kopuł siedem obrazów Michaela Leopolda Willmanna, mistrza śląskiego baroku. Płótna zostały przekazane w depozyt Muzeum Narodowemu we Wrocławiu przez Muzeum Narodowe w Warszawie.

We wrocławskim muzeum pokazano płótna przedstawiające sceny pasyjne: „Upadek Chrystusa pod krzyżem”, „Chrystusa i niewiasty jerozolimskie”, „Przybicie Chrystusa do krzyża”. Wszystkie zostały zamówione przez opata krzeszowskiego Bernarda Rosę do nieistniejącej już kalwarii założonej w 1672...  

Willmann dostawał coraz więcej zamówień, co zaowocowało znacznym wzrostem stopy życiowej, stać go było na kupno domu na Winnej Górze w Lubiążu (ze źródlaną wodą) czy na zapewnienie posagu dzieciom (podobno miał dwoje i pasierba).

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / kościół WNMP ciągle w remoncie, ale rama z obrazu Willmanna pozostała ;  Nikon D7100, obiektyw Sigma 17-50 f2,8

Uznany i rozpoznawalny malarz
W późnych latach 70. XVII w.  artysta był już bardzo rozpoznawalnym  malarzem, a jego portfolio wzbogaciło się o najlepsze opinie zamawiających jego prace. Mistrz przyjął też zamówienia dla innych opatów spoza Lubiąża: w 1678 roku wykonał portret opata (zakon cystersów w Krzeszowie), zamówienia spływały  też od Rady Miejskiej  we Wrocławiu, a kosmicznie bogata rodzina Nostitzów zamówiła też  kilka płócien. Obrazy artysty znajdziemy także w opactwie cystersów w Henrykowie, klasztorze cysterek w Trzebnicy, jak również we wspomnianym sanktuarium w Krzeszowie.

Bardzo zdolny freskant
Willmann próbował też swoich sił jako freskant, co możemy podziwiać na sklepieniu w "jadalni opata", w klasztorze w Lubiążu. Praca "Triumfu bohatera cnót" zachwyca nawet tych, co nie znają się na malarstwie (lub udają że się nie znają). Jego freski są także "odkrywane" np. w kaplicy przy kościele WNMP, który rozszabrowano dokładnie i planowo (z premedytacją). Na jednaj ze scian kościoła oparto jedynie oryginalną ramę po płótnie. Dlaczego jej nie zabrali, pani przewodniczka z usmiechem ripostuje "nie zmiesciła się na samochód nierozpoznanych sprawców(...)".   

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / w kościele została jedynie rama po płótnie Willmanna   Nikon D7100, obiektyw Sigma 17-50 f2,8

Dzieło życia,  a może jedno z takich absolutnie genialnych prac mistrza?
Każdy artysta pozostawia po sobie słynne dzieła (książki, rzeźby, projekty architektoniczne jak np. Antonio Gaudi), takim właśnie dziełem jest  dekoracja freskowa w kościele św. Józefa w Krzeszowie; zamówionym w latach 1692-1696 przez opata Rosę.

Willmann dożył sędziwego wieku 76 lat,  w sierpniu 1706 roku zmarł, po długiej chorobie (ślepota);  być może dlatego – u schyłku życia – zajął się szkicowaniem. Nie było to jednak szkicowanie, jakie znamy  choćby z b.programu  „Piórkiem i węglem" prof. Wiktora Zina.
„Szkicowanie”  dotyczyło przede wszystkim tła - za pomocą kilku miękkich pociągnięć pędzla mistrz wykańczał kontury ledwo dostrzegalnego przedmiotu - nie pracując potem nad szczegółami, jak nasz mistrz Jan Matejko.
Myślicie, że to niemożliwe? Otóż nie... Brytyjczyk Keith Salmon czy Amerykanin John Brumblitt są malarzami niewidomymi, ale sami zobaczcie (wystarczy nieco posurfować w internecie) jak piękne obrazy malują, co więcej operują... kolorami.

- przeczytaj koniecznie:

Od redakcji:
Podziękowaniia dla Pani Magdaleny oprowadzajacej przedostatnią grupę zwiedzajacych za ciekawą narrację, ciekawostki, jak również demonstrację echa w refektarzu. Rzeczywiście akustyka tego miejsca jest podobna do sali koncertowej, a samo odryglowanie drzwi wejściowych już wprowadza grupę w nastój tamtych czasów. Ponadto, będąc już w środku, wyczywalny był zapach... schabowego. Tak, tak, dodalibyśmy... z kapustą. Czyżby to autosugestia b. cystersów lubiących dobrze zjeść?

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.