Zamek Bolczów - średniowieczna warownia atrakcją Janowic Wielkich

Średniowieczny zamek, choć w pierwotnych założeniach warownia, położona na skalnym wzniesieniu 561 m n.p.m., był celem naszej kolejnej wędrówki po Rudawach Janowickich i Nadleśnictwa "Śnieżka”. Zamek Bolczów, o którym dziś opowiemy ma bardzo burzliwą historię sięgającą II poł. XIV wieku, choć niektórzy badacze skłaniają się do jeszcze wcześniejszych korzeni tj. XII w. (1163-1201).

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / ruiny Zamku Bolczów. Z nieoficjalnych źródeł (według proboszcza Kaufmanna) jeden z właścicieli Miedzianki pochodzący z rodu von Bolz lub Poliz, Bolcz  (pisownia różna) wzniósł  warownię w XIII w. Nadał mu też swoją nazwę zapisaną jako: Polzenstein, Geschloss Polzenstein, Baulzen lub Bolzenstein...

Lokowana na samym szczycie granitowego wzgórza warownia była doskonałym puntem obserwacyjnym na pobliskie kopalnie*, jak również szlaki kupieckie.

*/ okolica jest bogata w różne przejawy mineralizacji rudnej. Już od XII wieku zaczyna się długa historia górnictwa na tym terenie. Obejmuje ona teren od Miedzianki (rudy miedzi, homblenda, srebro), Mniszkowa (uran), Czarnowa (złoto), przez Wieściszowice (piryt), aż do Kowar (żelazo i uran). / rudawyjanowickie.pl/

Maestria budowlanego kunsztu
Według najczęściej podawanych źródeł założenia obecnie opisywanych ruin powstały już w II poł. XIV w. dzięki rycerzowi, niejaki Clericus von Boltz (dworzanin książąt świdnicko-jaworskich). To on sponsorował budowę, zaraz po zakupie pobliskiej wsi Mniszków, jego ślady znajdziemy także w pobliskim zamku w Karpnikach

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com  


Ruiny nawet dziś robią na turystach wrażenie, widać kunszt ówczesnych cieśli, murarzy i kamieniarzy. W fundamentach wykorzystano potężne skały granitowe, nie do ruszenia bez sprzętu ciężkiego; a jednak... Jak zatem transportowano kilkutonowe głazy z Rudaw Janowickich na sam szczyt? To zagadka dla budowniczych i odkrywców.  Całość związano zaprawa wapienna, komponując ukształtowanie terenu (nawet Karl Friedrich Schinkel nie zrobiłby tego lepiej) i samotnie stojące skały w litą zabudowę. Całość, bez ciężkiego sprzętu połączono kamiennym murem z wieżyczkami strzelniczymi (choć znacznie, znacznie później). I tak, mniej więcej, umocniona ruina zachowała się do czasów obecnych.

Burzliwy okres – grabieże, pożary, odbudowa
Forma założenia z początków XIV wieku była kilkakrotnie przebudowywana z powodów tak starych jak polskie państwo. Grabieże, podpalenia, najazdy, wojenki,  to tylko cześć prawdy o tym urokliwym miejscu – dodajmy niemal zawsze odbudowywanym, ale tylko do czasu.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com  

Udokumentowane zapiski z pobliskich kościołów wspominają, że już w 1433 roku mieszczanie świdniccy występujący w imieniu biskupa wrocławskiego dokonali pierwszego łupienia grodu warownego. Podobno właściciele Bolczowa sympatyzowali z husytami, mieli też sami grabić tabory kupieckie podążające tymi szlakami. 
Kolejne kłopoty zaczęły się wraz ze sprzedażą wsi Mniszków, rzeki Miedzianki i Janowic ze wszystkimi kopalniami niejakiemu Hansowi Dippoldowi von Burghaus. To on w latach 1517-1518 dokonał odbudowy zamku – według źródeł dokonał najwięcej zmian, dobrych zmian. Powstał wtedy dziedziniec, wieżyczki strzelnicze i wieża obronna (w południowej zabudowie). Nie wiadomo dlaczego Dippold sprzedał w 1537 roku dobra w Mniszkowie wraz z zamkiem Bolczów sekretarzowi królewskiemu Jobstowi Ludwigowi Dietzowi. Nie na długo, bo w roku 1543 nowymi właścicielami Bolczowa zostali Franz i Hans Hellmannowie.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com  


Zamek wtedy ponownie rozbudowano i wzmocniono na okoliczność grabieży Śląska ze strony Turków. Powstała wtedy sucha fosa (ślady są do dziś), basteja i tzw. wieżyczki kluczowe przystosowane do dział artyleryjskich. I tu ciekawostka związana z bogatym rodem Schaffgotschów, którzy zostają kolejnymi właścicielami zamku. Na potrzeby Daniela von Schaffgotsch, kolejnej przebudowy dokonano w latach 1608-1609. Podobno z tego okresu pochodzą skarby, które mieli zrabować później Szwedzi.

Zawierucha wojenna wojny trzydziestoletniej dotarła tu w roku 1641 r. wraz z naporem sił szwedzkich pod dowództwem gen. Koenigsmarcka. Po raz drugi totalnego łupienia i spalenia dokonano cztery lata później, spłonęła drewniana więźba dachowa, konstrukcje drewniane, wyposażenie zamku. Po dwukrotnej grabieży i spaleniu przez Szwedów (na rozkaz gen. Torstensohna) zamek nie został odbudowany. Stał się urokliwą ruina, dziś nazywaną atrakcją turystyczną w stanie umocnionym. Urokliwość tego miejsca docenił sam król pruski Fryderyk Wilhelm III, który wraz z małżonką odwiedził do miejsce w 1824 roku. Jedna z ciekawostek dot. tego urokliwego miejsca głosi, że wycofujące się wojska szwedzkie pod dowództwem wspomnianego gen. Torstensohna pozostawiły skarby, ponoć ukryte głęboko w zamkowych czeluściach. Czy celowo, czy w wyniku pospiechu i zapomnienia... tego już się nie dowiemy.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com  

Dopiero w 1848 roku hrabia Wilhelm Stolberg-Wernigerode kupił ruiny i przystąpił do fragmentarycznego zabezpieczania osuwiska. Do 1945 roku funkcjonowała tu - nazwijmy to - gospoda ze schroniskiem i tarasem widokowym na Karkonosze, później nie działo się nic! Jednym słowem, jak w hicie Wilków i Roberta Gawlińskego "Nie działo się nic". Nawet szabrownicy zaniechali uprawiania swego procederu z powodów logistycznych, choć nie tylko. Aż do 1965 roku zamek totalnie popadał w ruinę. Później komunistyczne władze i nadleśnictwo przystąpiło do działań naprawczych polegających na fachowym zabezpieczeniu osuwiska. Profesjonaliści nazwali ten epizod: "(...) staranną rekonstrukcją i zabezpieczeniem w formie trwałej ruiny". I tak jest do dziś, choć informacja o tym obiekcie - praktycznie jest niezauważalna.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com  

Jak się tu dostać?
Po 15 km, drogą nr 3 Jelenia Góra - Wrocław skręcamy w Radomierzu na Janowice Wielkie. W Janowicach przejeżdżamy przez przejazd kolejowy, skręcamy w prawo i dojeżdżamy do ulicy Zamkowej. Samochód można pozostawić przy miejscowych delikatesach (po drugiej stronie DINO) lub pojechać ok. kilometra w kierunku Nadleśnictwa Śnieżka. Na końcu drogi mamy dwa miejsca parkingowe, zostawiamy samochód i idziemy ok. 0,5 godz. szlakiem zielonym,  dość stromym i kamienistym. Zimą – niebezpiecznym dla seniorów z powodu bardzo śliskiego podejścia, a szczególnie zejścia.

Trasa przemarszu
Szczególnie piękna podczas słonecznej pogody. My trafiliśmy tu zimą podczas odwilży. Śnieg, bystrza dopływu Miedzianki, jak również przeszkody terenowe uniemożliwiają pokonanie szlaku biegiem. Problem z zimową wspinaczką mają nawet konie z polskiej stadniny. Ale po drodze są miejsca, gdzie można odsapnąć, pooddychać świeżym powietrzem, zwiedzić ścieżkę przyrodniczą. Trzeba bowiem wiedzieć, że nadleśnictwo tak zaplanowało tę trasę, aby wspinacze mogli podziwiać piękne okazy starodrzewia i ptaków.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com  


Warto jednak zaopatrzyć się w wodę, ciepłą odzież i nieprzemakalne buty (koniecznie odporne na ślizganie). Na szczycie granitowego wzgórza mamy wspominane urokliwe ruiny i przepiękną panoramę Karkonoszy. Zimą wejście nie jest biletowane (ponoć latem także) , choć sama wycieczka ze zdobyciem szczytu i umocnionych ruin zasługuje na jakieś fanty. Jeśli lubisz przyrodę, historię Polski, święty spokój i pieszą wędrówkę – ta wycieczka jest dla Ciebie!

  • miejsce: Janowice Wielkie
  • kieruj się: ul. Zamkowa
  • możliwość noclegu: tak
  • parking: 2 stanowiska, niestrzeżony
  • trasa: ok. 30 min. (szlak zielony)
  • przewodnik: brak
  • bilety: brak biletowania
  • dojazd innymi środkami komunikacji: PKP  stacja Janowice
  • ocena redakcji: **** (w skali 6 gwiazdkowej)

 

redakcja autoflesz.com

Wykorzystywanie materiału i zdjęć, bez zgody autora i redakcji autoflesz.com - zabronione, chronione prawem autorskim 
podstawa: ustawa o prawie autorskim  i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 63

{nice1}


Publish modules to the "offcanvas" position.